The Suffering

Są takie gry, o których świat zapomina, mimo że absolutnie na to sobie nie zasłużyły. Gry na pewno nie wybitne, ale co najmniej dobre. Gry, do których bardzo chcemy wrócić, gdy tylko sobie o nich przypomnimy. Czasem taka zapomniana gra okazuje się odkopanym diamentem, a czasem rzeczywistość masakruje nasze wspomnienia. Jedną z takich produkcji jest The Suffering z 2004 roku. Czy warto do niej wrócić po latach?

The Suffering wraz z sequelem wylądowało niedawno w serwisie GOG i kiedy tylko zobaczyłem tytuł w ofercie, wiedziałem, że muszę znowu w niego zagrać. Oto gra, którą wspominam bardzo ciepło, o ile przygodę w opętanym przez potwory więzieniu można wspominać ciepło. Gęsty klimat, ciekawa fabuła, szorstki protagonista i postępujące szaleństwo, w dużej mierze zależne od poczynań gracza. W dniu premiery gra robiła niemałe wrażenie! Połączenie rozgrywki z Maxa Payne z psychodelą rodem z serii Silent Hill udało się ekipie Surreal Software znakomicie. Twórcy Drakan: Order of the Flame po raz koleiny pokazali, że nie boją się eksperymentować.

The Suffering opowiada historię mężczyzny o imieniu Torque, który trafia do więzienia o zaostrzonym rygorze za domniemane zabójstwo żony oraz dwóch synów. Nie mamy pewności, czy jest on faktycznie winny tej zbrodni, natomiast wiemy na pewno, że jest on niebezpiecznym i bardzo agresywnym facetem, o którym krążą legendy i którego inni więźniowie się obawiają. Krótkie wprowadzenie mówi nam co nieco o przeszłości naszego protagonisty i przedstawia jego współwięźniów. Chwilę później rozpoczyna się makabra. Groteskowe potwory, będące manifestacją więziennych koszmarów, rozpoczynają rzeź (nie)niewiniątek, a my przejmujemy kontrolę nad postacią Torque’a. I to przejmujemy ją dosłownie.

Kiedy śliwka trafia w wiatrak, stare zasady przestają obowiązywać, a więźniowie i strażnicy muszą zacząć pomagać sobie nawzajem, żeby przeżyć. Tutaj ujawnia się jeden z kluczowych elementów rozgrywki, jakże nietypowy dla ówczesnego gatunku gier akcji – podejmowanie decyzji, które mają wpływ na przebieg oraz finał gry. Strażnik, który prosi nas o pomoc, ma rewolwer, natomiast Torque posiada jedynie prowizoryczny nóż więzienny.  Możemy posłuchać się strażnika i razem z nim stawić czoła potworom, narażając Torque’a na uszczerbek na zdrowiu (apteczki są tu ograniczone, a regeneracji zdrowia nie ma) lub zamordować nieszczęśnika i odebrać mu pistolet, żeby potwory zdejmować z dystansu.

Podczas gry wielokrotnie spotykamy się z podobnymi wyborami, a w wielu momentach mamy okazję wykazać się wyjątkowym okrucieństwem, jeżeli tylko tak postanowimy. Opłaca się jednak współpracować z innymi, bo często wspomagają nas oni w walce, ale utrzymanie ich przy życiu to nie lada wyzwanie. Każde zachowanie wpłynie na to, które z trzech zakończeń obejrzymy. Co ciekawe, Torque słyszy głosy, które namawiają go do złego lub wręcz przeciwnie – próbują uspokoić, przekonać, że warto pomagać innym. Nakładające się na siebie obrazy wspomnień i zwidy, wraz z głosami w głowie Torque’a, powodują niesamowite uczucie psychozy i zagubienia – czyżby twórcy Hellblade: Senua’s Sacrifice czerpali inspiracje między innymi z The Suffering?

W trakcie próby ucieczki z opętanego więzienia, Torque widzi echa wydarzeń z przeszłości i spotyka duchy więźniów, które chcą przeciągnąć go na swoją stronę lub pomóc mu przetrwać. Jak na grę akcji, fabuła jest tu na tyle ciekawie poprowadzona, że chce się poznać jej finał, a także posłuchać tego, co opowiadają nasi towarzysze (zakładając, że jeszcze nie zginęli lub… sami ich nie załatwiliśmy). Wszystko to składa się na obraz naprawdę ciekawej i klimatycznej historii, która jest elementarną częścią całości. The Suffering jest mroczne, brutalne i potrafi czasem przestraszyć, jednak nie robi już takiego wrażenia jak 13 lat temu, ale nikogo nie powinno to chyba dziwić.

W trakcie gry musimy dbać o zapas apteczek, flar, baterii do latarki oraz, oczywiście, amunicji. Nie spodziewajcie się jednak, że czegokolwiek wam zabraknie – The Suffering jest przede wszystkim grą akcji, a tylko trochę survival horrorem. Jest tu mnóstwo strzelania, wiele pukawek do wyboru, granaty oraz możliwość przełączenia kamery z widoku TPP na FPP. Z każdym zabitym wrogiem poziom szaleństwa Torque’a rośnie – kiedy pasek naładuje się, protagonista może zamienić się w olbrzyma, który szponami rozrywa przeciwników na kawałki – w tych momentach akcja przypomina nieco BloodRayne. Bardzo miodne urozmaicenie! W postaci olbrzyma nie można jednak pozostać zbyt długo, bo jeśli pasek spadnie z powrotem do zera, Torque traci zdrowie. Co ważne, nie można wtedy używać apteczek.

Fabuła, klimat oraz niektóre rozwiązania zaimplementowane do rozgrywki, bronią się w The Suffering do dzisiaj, natomiast nie da się ukryć, że gra nieco się już postarzała. Oprawa audio-wizualna to poziom PlayStation 2 (cóż za zaskoczenie), chociaż cieszy możliwość ustawienia wysokiej rozdzielczości oraz obsługa anty-aliasingu. Gorzej jest ze sterowaniem – grać da się tylko na klawiaturze i myszce, a klawiszologia i ogólny system sterowania są na początku dość niewygodne, ale można się do nich przyzwyczaić. Pomaga też możliwość przełączenia kamery na FPP – przydaje się ona zwłaszcza podczas walki z dużą ilością potworów na raz, jeżeli akurat nie mamy pod ręką naładowanego paska szaleństwa.

Moje ponowne spotkanie z The Suffering, po 13 latach od premiery, okazało się fatalne. Oprawa graficzna i sterowanie spowodowały, że wspomnienie wspaniałej gry prysło. Nostalgia za bardzo nie pomogła w tym wypadku i najzwyczajniej w świecie odechciało mi się grania po pierwszej godzinie. Z recenzenckiego obowiązku wróciłem do zabawy następnego dnia i nagle okazało się, że do sterowania można się przyzwyczaić, grafika nie jest taka zła, a przygoda nabiera rumieńców z każdym kolejnym etapem. Towarzysze, których spotykamy po drodze wprowadzają element wyzwania, jeżeli postanowimy im pomóc. Potwory są naprawdę ciekawe, różnorodne i często walczą między sobą, dorzucając dodatkowy pierwiastek chaosu do opętanego i skąpanego we krwi więzienia. Element nadnaturalny inteligentnie łączy się z tu szaleństwem i okrucieństwem kryminalistów. Wszystko w The Suffering idealnie współgra ze sobą. Cholera, to jednak nadal dobra gra! A jeśli komuś będzie mało, to jest jeszcze sequel, czyli The Suffering: Ties That Bind.

Autor: Prez

Platforma: PC

The Suffering / Deweloper: Surreal Software / Wydawca: GOG / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od GOG.com. Jeżeli chcielibyście ją kupić, to znajdziecie ją tutaj.