Quick Start! Starpoint Gemini 3

Brakuje mi symulatorów kosmicznych, w których liczą się fabuła i liniowe misje, a nie eksploracja kosmosu i zabawa w górnika. W czasach, gdy niepodzielnie rządzi Elite: Dangerous, ze świecą w ręku można szukać czegoś, co przypominałoby chociaż namiastkę klasycznych Wing Commanderów.

Tymczasem wydany właśnie we wczesnym dostępie Starpoint Gemini 3 wydawał się właśnie mieć w sobie tę namiastkę starych, dobrych kosmicznych latadeł. Udostępniona obecnie wersja posiada kampanię oraz freeroam, który z oczywistych względów kompletnie mnie nie interesuje. Odpaliłem więc pierwszy tryb i… cofnąłem się w czasie. Niestety nie chodzi tu o nostalgię, a poziom oprawy wizualnej, jaki gra prezentuje. Nie wiem, kiedy ostatni raz widziałem coś tak brzydkiego. Tekstury, detale, jakość efektów i przede wszystkim modele postaci, które wyglądają jak manekiny. Manekiny, w które ktoś tchnął życie, ale nie na tyle skutecznie, żeby mogły kogokolwiek oszukać, że są żywe. Dramat, po prostu dramat. I niech nikogo nie zwiodą użyte w tekście grafiki. Uwierzcie mi, że są one odpowiednio dobrane. Gra tak nie wygląda.

Zresztą nawet po grafikach promocyjnych widać, że Starpoint Gemini 3 mocno odstaje od współczesnych produkcji. Odstaje też, niestety, poziomem rozgrywki. Proste latanie i strzelanie absolutnie nie próbują być pomylone z żadną, nawet najprostszą imitacją symulacji lotu w kosmosie i przypominają bardziej kosmiczne celowniczki, które swego czasu wypuszczano u nas masowo na płytkach dostępnych w kiosku, niż cokolwiek innego. To oczywiście nie musi być wadą, bo taka prosta rozgrywka połączona z opowiadaną historią mogłyby dać się lubić, ale… cała rozgrywka jest zbyt prosta, zbyt drewniana. Absolutnie nic nie zrobiło tu na mnie wrażenia, wręcz przeciwnie. Momentami, np. podczas lotu do celu, można zasnąć przed monitorem. Nie wspomnę nawet o sekwencjach, podczas których sterujemy dronem i przemierzamy nim wnętrza innych statków. Sterowanie, hakowanie, wygląd wnętrz – to wszystko jakiś przykry żart.

Jest jeszcze kwestia opowiadanej historii. Tutaj akurat chciałbym pochwalić twórców za niekonwencjonalne podejście. Niestety “chciałbym” jest tu słowem kluczowym. Chęci może mieli dobre, ale wykonanie leży tak jak cała reszta gry. Otóż Kapitan Bold jest poszukiwany przez łowców nagród, którzy pokusili się na wysoką nagrodę za jego złapanie. Złapanie, nie zabicie, bo nagrodę wyznaczyła pewna kobieta, która… chce się z nim ożenić. Ożenek ten nie tylko zapewniłby mu dostatnie życie, ale też pokój w galaktyce. I dlatego nasz dzielny pilot ucieka. Lądując w innym układzie słonecznym zaczyna szukać sobie zajęcia, a zapłatą za pierwszą wykonaną misję są trzy banany i osiem ryb. Co? Śmieszki takie, wiecie. Jest ich dużo więcej. Niektóre nawet całkiem udane, ale ostatecznie takie luźne podejście do opowiadanej historii w połączeniu z koślawymi przerywnikami filmowymi powodują, że całość wygląda bardziej jak żart niż prawdziwa gra.

W konstrukcji świata i samej rozgrywce czuć klimat starego Freelancera, który robił to wszystko oczywiście o niebo lepiej już lata temu. Mamy więc planety, na których możemy wylądować, żeby przyjąć nowe zlecenie lub kupić dodatkowy sprzęt. Mamy proste dialogi z barmanami. Wszystko to prowadzi do miałkich, krótkich i powtarzalnych misji, podczas których ciężko jest o jakiekolwiek emocje. Całość kończy się, po godzinie grania, napisem, który informuje nas, że dotarliśmy do finału tego, co oferuje obecnie wczesny dostęp. Jest jeszcze freeroam, ale tam misje wyglądają tak samo jak w kampanii, a bez fabuły nie miałem absolutnie żadnej motywacji, żeby męczyć się dłużej z tym tytułem. Oczywiście Starpoint Gemini 3 to obecnie bardzo wczesny etap produkcji, ale po tym co zobaczyłem, wątpię, że na premierę będzie dużo lepiej. Obym się mylił.

Autor: Prez

Platforma: PC

Starpoint Gemini 3 / Deweloper: Little Green Men Games / Wydawca: Little Green Men Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od GOG.COM.