Pathfinder: Kingmaker

Setki godzin mojego życia poświęciłem na takie gry jak Baldur’s Gate, Planscape: Torment czy Icewind Dale, do którego zresztą nadal chętnie wracam w zimowe wieczory. W ciągu ostatnich kilku miesięcy przez moje ręce przewinęły się dwa duże tytuły RPG: Divinity: Original Sin 2 oraz sequel Pillars of Eternity. Pathfinder: Kingmaker miał być zwieńczeniem erpgowego roku, wisienką na torcie. Owlcat Games (debiutanci na rynku) zrobiło kawał naprawdę dobrej roboty, lecz wisienka ma kilka sporych problemów. Co w grze nie zadziałało, a co mnie zauroczyło? Tego dowiecie się w kolejnych akapitach.

Pierwsze cztery godziny mojej przygody z grą to wieczór spędzony na tworzeniu postaci. Jak na grę RPG z krwi i kości przystało, kreator postaci jest wielki, a uwagę zwrócić trzeba na każdy szczegół. Dla osób mniej zaznajomionych z takimi grami, twórcy przygotowali kilka gotowych postaci, z których można wybrać sobie bohatera. Jeśli nie czujemy się mocni w punktach i statystykach, gra przewiduje system automatycznego awansu postaci. Wszystko dlatego, aby dobrze się obcowało z Pathfinderem zarówno weteranom, jak i początkującym. Ja uwielbiam mieć nad wszystkim kontrolę, więc nad każdym wydanym punkcikiem myślałem dwa razy.

Gra zaczyna się od dość krótkiego prologu, w którym poznajemy kilka postaci, w tym kilku przyszłych towarzyszy podróży. Poznajemy także swoje zadanie – w Stolen Lands grasuje Stag Lord, którego trzeba pokonać. W czasie przerwy w obradach, dochodzi do ataku na pałac Aldorich. W pierwszym starciu szybko pokonujemy wrogów, dzięki czemu poznajemy podstawowe mechaniki, takie jak walka z aktywną pauzą, rozbrajanie pułapek, czy używanie umiejętności postaci. Po wszystkim ponownie spotykamy się z naszą władczynią, a na podbój Stolen Lands nie wyrusza jedna, a dwie grupy śmiałków, z którymi również dochodzi potem do starcia. Na zadanie mamy określony czas, a kiedy już je wykonamy – zostajemy baronem. W tym momencie gra staje się miksem RPG i strategii, ponieważ o swoje ziemie musimy dbać.

Owlcat Games doskonale rozumie potrzeby graczy i pozwala nam na dwie opcje podczas władania swoimi prowincjami. Możemy wszystko robić samodzielnie, korzystając z rad towarzyszy, lub włączyć automatyczne rozwijanie ziem i zająć się eksploracją oraz walką. Musimy radzić sobie z bandytami, zakładać nowe osady, rozbudowywać te już posiadane i dbać o wiele innych rzeczy. Na porządku dziennym miałem chwile zastanowienia się, co zrobić w podbitych miejscach. Z jednej strony możemy je odbudować, co wiąże się z kosztami, ale poprawi nastrój mieszkańców. Z drugiej istnieje opcja wyrżnięcia wszystkich w pień i zarobienia pewnej kwoty od razu. To samo tyczy się rozbudowy naszych miasteczek i osad.

Dobre umiejscowienie budynków daje premię poprzez sąsiedztwo domów i tak dalej. Twórcy odwalili kawał naprawdę dobrej roboty i zafundowali mi wiele godzin zabawy z rozbudową osad. Skoro jesteśmy w tym miejscu, trzeba wspomnieć jeszcze o naszych towarzyszach. Podczas walki zachowują się naprawdę mądrze, ale to nie jedyna ich zaleta – są także fajnie napisani. W opisywanej niedawno Valkyria Chronicles 4 wspominałem, że nasi ludzie to oddział z krwi i kości. Tu jest podobnie, choć wydaje mi się, że bardziej wczuwałem się w problemy oddziału E z gry od Segi. Nie umniejsza to w żaden sposób osobowościom mojej ekipy w Pathfinder, jednak efektu wow nie uświadczyłem.

Czas na parę słów o tym, co twórcom się nie udało. Na początek poruszanie się po mapie. Po pierwsze, jest średnio intuicyjne – przynajmniej na początku. Po drugie – ledwie kilka chwil po odpoczynku, postacie znowu czują się zmęczone. To przekłada się na kary, które mogą okazać się zabójcze, gdy drogę zastąpią nam wrogowie. Kiedy jedna podróż wymagała trzech odpoczynków, racji żywnościowych było niewiele a dwa razy podczas snu zaatakowali mnie przeciwnicy, moja irytacja sięgała zenitu. Kolejnym problemem było dla mnie wypełnienie świata. Uwielbiam zaglądać w każdy kąt, szukać książek, sekretów, przedmiotów, ciekawych postaci. Tutaj (szczególnie w pierwszych godzinach) wpadałem do wielu miejsc, w których poza paroma sztukami złota, jakimś wodospadem, czy kilkoma nic nie znaczącymi bandytami, nie było nic.

Kolejna nie do końca udana rzecz – balans walk. Tryby easy oraz story są banalnie proste – do potyczek nie trzeba się praktycznie przygotowywać. Poziomy od normalnego wyżej to momentami istna loteria i żadne patche jeszcze tego nie naprawiły. Były walki, które powtarzałem po kilka razy i nie ważne jak byłem do nich przygotowany, zawsze zbierałem łomot. A po nich nastąpiło starcie, które powinno być o wiele trudniejsze. I co? Wróg padał za pierwszym razem, a czasami nie zdążył nawet zadać większych obrażeń żadnej z moich postaci. Podobna losowość trafiła mi się kilkukrotnie podczas dialogów. Szkoda.

A jak to wszystko brzmi i wygląda? Graficznie nie ma się tu do czego przyczepić. RPG zrzutem izometrycznym, świetnymi widokami, ciekawymi ruinami i pięknymi nocami. Animacje podczas walki są świetne i w tym aspekcie gra stoi na naprawdę wysokim poziomie. A dźwięk stoi o poziom wyżej. Uwielbiałem słuchać moich towarzyszy, kiedy prowadzili swoje wywody. U każdego z nich było słuchać, że aktorzy włożyli w swoją pracę dużo serca. Owlcat Games dało radę i pod tym względem mamy do czynienia z naprawdę wysoko postawioną poprzeczką, a to naprawdę ważny aspekt w grach RPG, bo immersja jest dzięki temu lepsza.

Ciężko jest mi jednoznacznie ocenić debiut rosyjskiego studia. Mamy do czynienia z naprawdę dobrym tytułem, który cierpi na chorobę zbyt wcześnie wydanej gry. Sami twórcy podkreślali niedawno, że usunęli już ogrom błędów. Wiele osób narzekało na crashe i częste zamykanie się gry samej z siebie (u mnie akurat z tym kłopotów nie było). Z drugiej strony tego wszystkiego, historia, którą opowiada Pathfinder: Kingmaker, jest naprawdę absorbująca i czuć, że w tym wszystkim swoje palce maczał Chris Avellone. Wszystko, co napisałem też o tworzeniu postaci, jej rozwijaniu, zarządzaniu swoimi włościami, jest świetnie zrobione i przemyślane. Osobiście trzymam kciuki za Owlcat Games i liczę, że pracując nad kolejnym tytułem wyciągną odpowiednie lekcje i kolejna gra z tego uniwersum będzie jeszcze lepsza. Bo pracują oni już nad kolejnymi.

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma: PC

Pathfinder: Kingmaker / Deweloper : Owlcat Games / Wydawca: Deep Silver/Koch Media / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od GOG.com.