Grube Rozmowy #2 – Kupka Wstydu

Grube Rozmowy to nowy cykl w którym dwóch Waszych ulubionych łakomczuszków bierze się na bary z różnymi growymi i okołogrowymi tematami. Będzie śmiesznie, będzie groźnie, a przede wszystkim będzie ciekawie. Naturalnie zapraszamy do wyrażania swoich opinii na temat rozmowy pod tekstem.

 

Cooldan: Pod koniec zeszłego roku napisałeś tekst zahaczający o kwestię “kupki wstydu”. Temat który jest aż za dobrze znany wszystkim graczom. Kupujemy za dużo gier (….bo tanio! ….bo promocja! …..bo w humblu! ….bo zawsze chciałem w to zagrać!), a gramy za mało. Idę o zakład, że każdy kto ma konto na Steamie, posiada kilkanaście (albo i kilkadziesiąt) gier, których nigdy nie odpalił. Pamiętam, że rozwaliła mnie Twoja opowieść kiedy to nie mogłeś znaleźć jakiegoś tytułu w bibliotece bo było ich za dużo…

 

Prez: Tak, pamiętałem, że mam taką turową grę indie, która mi się podobała, ale nie mogłem sobie przypomnieć jej tytułu, a przeczesywanie listy gier od A do Z zajęłoby mi za dużo czasu. Rzuciłem hasło na fejsbukowej grupie i ludzie zaczęli zapodawać tytuły. “Hmm, pikselowa turówka science-fiction? To pewnie Steam Marines?”, “Proste, chodzi Ci o Legend of Dungeon” itp. I wiesz co było najśmieszniejsze? Że ja te wszystkie gry miałem, a nawet o nich nie pamiętałem. I faktycznie wszystkie te pozycje to indyki warte uwagi, ale żadna z nich nie była tą, o którą mi chodziło.

 

Cooldan: I jak to się skończyło?

 

Prez: Przypomniałem sobie nazwę, chodziło mi o… kurde, znowu zapomniałem.

 

Cooldan: Jestem absolutnie pewien, że medycyna ma na takie zachowanie jakąś fachową łacińską nazwę. Faceci często stereotypowo śmieją się z kobiet, które kupują sobie n- par butów, czy torebek, a gracze są jeszcze gorsi. I właściwie po co? Czemu kupujemy gry, w które nigdy nie zagramy? Na czarną godzinę? Żeby było w co grać jak przyjdą Niemcy? I żeby nie było – nie chodzi tylko o Steama, gracze konsolowi mają ten sam problem. Już nawet pomijając gry z Playstation Plus / Games with Gold, które co miesiąc powiększają naszą bibliotekę tytułów, w które najprawdopodobniej nie zagramy, to promocje w cyfrowych sklepikach konsolowych również dają popalić. “O remaster Tomb Raider jest za jedyne 39zł, w sumie to była świetna gra…. hmmmm może bym kiedyś zagrał w tego remastera?”.

 

Prez: Tomb Raider to akurat nostalgia. W ostatni weekend na GOG była promocja gier Square Enix i chłopaki na grupie jarali się, bo pokupowali wszystkie stare części. Nawet ktoś wrzucał screeny z jedynki. I jak widzę te screeny, to też od razu chcę zagrać – wiadomka, że spędzę z pierwszą Larą nie więcej niż 15 minut, ale zawsze… Kupowanie staroci to też kwestia nadrabiania za piractwo z młodości. Jeszcze 10 lat temu w Polsce piractwo było powszechne, a teraz ludzi stać na gry, więc czemu nie – zwłaszcza, że starocie kosztują niewiele. Mnie bardziej fascynuje kupowanie pierdół za małą kasę. Tak jak napisałeś – bo w promocji / bo kiedyś sprawdzę. I bierzesz jakąś gierkę, która się fajnie zapowiada, a potem się okazuje, że to gniot. Ale hej, kosztował “tylko” 15 ziko. Bambule to już w ogóle histeria. Aż 6 gier za grosze, to wezmę, bo o tej jednej coś kiedyś słyszałem, a pozostałe i tak przypiszę do konta – pewnie obadam. I potem jest te kilkanaście / kilkadziesiąt gier na Steam, których nigdy w życiu nie odpalisz. Ja też kupowałem hurtowo wszystkie te bambule. Teraz już nie biorę, chyba że jest coś co naprawdę mnie interesuje, ale zazwyczaj nie ma, bo mam już prawie wszystko co w tych paczkach wychodzi z gier AAA. A te mniejsze nauczyłem się po prostu ignorować. Bo podstawowe pytanie, jakie człowiek powinien sobie zadać, brzmi: Na ch** mi to?

 

 

Cooldan: Biorąc pod uwagę, że jestem graczem głównie konsolowym, z ciekawości postanowiłem zajrzeć na swojego Steama. Połowy gier w ogóle nie kojarzę (pewnie z bundli), ale co gorsze, znalazłem kilkanaście tytułów które kupowałem z pełną świadomością chęci grania, a nigdy ich nawet nie zainstalowałem (np. Civilization V czy The Wolf Among Us). Słuchaj, a może problem leży gdzieś indziej? Jakiś czas temu do Codziennika wrzuciłem newsa, z którego wynikało, że patrząc od początku tej generacji konsol, otrzymujemy więcej niż jedną grę dziennie (a dokładniej to co 0,84 dnia wychodzi nowa gra). I to nie uwzględniając 40 indyków wychodzących co tydzień na Steamie. Jasne, bardzo dużo tych tytułów to remastery, kolekcje i ta sama gra wydana w wersji super, ekstra, delux, i GOTY, ale i tak – jedna gra dziennie? Kto miałby na to czas?

 

Prez: Tylko nikt nie każe Ci tego kupować. Książek i filmów wychodzi dziennie jeszcze więcej, sprawdź to. Nasze hobby to giereczki, ale ta zbiorowa histeria z kupowaniem dla kupowania nie jest tylko domeną graczy. My zbieramy tytuły na Steamie, inni ludzie kupują figurki, modele samolotów albo płyty z muzyką. Różnica jest taka, że gry wychodzą najtaniej i za np. 300 złotych w miesiącu, jesteś w stanie na promocji kupić 2-3 gry na konsolę lub 10 na PC. Za tą samą sumę kupisz jedną porządną figurkę od McFarlane Toys. Dlatego growe kupki wstydu są takie ogromne. Przy okazji – koniecznie zagraj w The Wolf Among Us. Najlepiej od razu, zrób sobie kawkę i odpal grę.

 

Cooldan: Ograłem pierwsze dwa epizody jeszcze na PS3, cholernie mi się podobały. Dlatego też kupiłem cały sezon ale…. no…. JAKOŚ TAK SIĘ ZŁOŻYŁO, że go nawet nie zainstalowałem. Wracając jednak do sedna – dobrych gier wychodzi za dużo, kupujemy więcej niż jesteśmy w stanie, dyskusje na grupach podkręcają naszą ochotę grania w nowości, więc tworzenie się “kupki wstydu” jest nieuniknione. Pytanie brzmi co z nią robić? Najlepiej by było racjonalnie ogrywać posiadane tytuły, czekając z nowościami na później, ale mam wrażenie, że mało komu to wychodzi. Ja osobiście pogodziłem się z tym, że nie ogram wszystkich dobrych gier, które wychodzą i jeśli nie zagram w okolicy premiery, to później szanse na zabranie się za nią są prawie żadne. Niestety z drugiej strony nie przeszkadza mi to kupować gier, których nawet nie zainstaluję (np. ostatni Dragon Age kupiłem na jakieś srogiej promocji na XO i nawet go nie włączyłem). Jakie jest Twoje podejście do tego problemu pierwszego świata graczy?

 

 

Prez: Przestałem kupować gry z ciekawości, bo hajp, bo dobre oceny. Kupuję tylko to, co naprawdę mnie interesuje i dzięki temu mogłem chociażby przytulić kolekcjonerki Destiny TTK i Black Ops III (z lodóweczką). Nie szkoda mi siana, bo wiem, że będę w to grał i grał. Znam już swoje gusta, wiem co mi się podoba. Dlatego np. zawsze chętnie siądę do takiego samograja fabularnego jak The Wolf Among Us lub Until Don Jonson, ale omijam sandboksy. Olałem m.in. Far Cry 4, dawno temu odpuściłem sobie Assassin’s Creed (chociaż to chciałbym jeszcze kiedyś ograć ze względu na historyczne realia, których seria dotyka). Całe lata zajęło mi wyrobienie sobie własnych upodobań growych, przyznałem wreszcie, że najbardziej to chyba lubię sobie postrzelać, albo poznać dobrą historię. Co nie zmienia faktu, że czasem, choć ekstremalnie rzadko, kupię coś tylko po to, żeby poprawić sobie humor, tak jak laski kupują buty. Popykam w to pół dnia i potem olewam. Też tak masz?

 

Cooldan: Raczej nie, zawsze jak coś kupuje to z zamiarem “ogrania”. Co do gustu to ja po prostu lubię dobre gry. I gram w prawie wszystkie gatunki, jedyne co raczej omijam to sportówki i wyścigi (chociaż zarówno z ostatnią Fifą jak i z Driveclub bawiłem się wyjątkowo dobrze). Cooldan just wanna have fun? Natomiast przebiegle nie odpowiedziałeś mi na pytanie – na pewno masz gry, w które chciałeś zagrać, kupiłeś je, ale jakoś nie wyszło (Wasteland 2, Castlevania: Lords of Shadow, coś jeszcze?). Zamierzasz do nich wracać czy już pogodziłeś się z myślą, że nigdy nie wystarczy czasu na wszystko co człowiek chciałby skończyć?

 

Prez: Nie da się ograć wszystkiego. Jest cała masa tytułów, które naprawdę chciałem zaliczyć i które kupiłem. Tak jak mówisz, im dalej od premiery, tym mniejsza szansa na to, że kiedykolwiek w to się zagra. Teraz nadrabiam Wolfenstein: The Old Blood i przymierzam się do Wasteland 2, bo wyszła wersja Director’s Cut. Ale to są jeszcze w miarę świeże pozycje – do tych starszych pewnie nigdy nie wrócę. Kiedyś kupiłem MGS: The Legacy Collection, które rok stało na półce zanim je w ogólę odfoliowałem. Po uruchomieniu jedynki dałem sobie spokój. Ja wiem, że to dobra seria, ale już dość archaiczna, a nadrobienie wszystkich części to setki godzin. Rozwiązanie jest proste – olać, obejrzeć streszczenie serii na YT i odpalić potem MGS V. Jak się ma mało czasu, to należy podchodzić do tematu selektywnie. Ale tego nauczyłem się, kiedy zacząłem mieć mało czasu. A kupka wstydu? Zostawić tak jak jest i nie dokładać więcej, naprawdę – nie trzeba ograć wszystkiego.

A co z Wami? Jakie jest Wasze zdanie i jak duże są Wasze kupki wstydu? Czy jeszcze oszukujecie się, że kiedyś w to wszystko zagracie, czy już machnęliście na to ręką?