Chatka PuchAdka – All Hail Megatron

Czołem graczu! Słyszałem, że trapi cię ostatnimi czasy problem i nie chce ci się grać. Ponoć jesteś już zmęczony tym całym biznesem, hypowaniem gier, które nie zasługują na Twoje 250 złotych, kolejnymi strzelankami, tak naprawdę niczym nie różniącymi się między sobą. Podobno tęsknisz też, za dawnymi czasami, gdy po prostu siadałeś przed konsolą i grałeś. A co byś powiedział, gdybym miał panaceum na tę przypadłość? I nie musisz się obawiać, nie jest to lewatywa, ani czopek, chociaż loga Hasbro i Activision na okładce lekarstwa mogą sugerować jakieś powiązania z kupą. Usiądź więc wygodnie, przeczytaj kilka kolejnych słów, później odpal filmik dołączony do tego tekstu, a na końcu weź swój portfel i rzuć dolarami w stronę Platinum Games.

Drogi graczu, oto lekarstwo na twoje zmęczenie materiału – Transformers: Devastation! Nie chciałbym, żebyś czytając te słowa pomyślał, że napisałem recenzję. To bardziej wrażenia mojego wewnętrznego dziecka, które ktoś nagle bezczelnie obudził. Przyznam się szczerze, że ze światem olbrzymich robotów nie jestem szczególnie związany. Bliżej mi do krzyczenia Justin, aniżeli podziwiania Optimusa Prima, dlatego nie ma mowy o jakimkolwiek sentymencie, ale wystarczyła chwila z nowymi Transformersami, bym się w nich zakochał. Wyobraźcie sobie grę, w której nie przejmujecie się niczym, nie interesuje was historia, nie obchodzi was to, czy sterowanie jest skopane, czy gra nie jest przypadkiem za krótka i czy trawa jest taka jak w zwiastunach. Wyobraźcie sobie grę, którą odpalacie i automatycznie z ekranu zaczyna płynąć sama radość i przyjemność. Fun w najczystszej postaci. Każdy kolejny etap to tak naprawdę więcej tego samego, czyli więcej radości z grania. Za każdym razem gdy mój bohater wyprowadzał serię ciosów, po czym zmieniał się w ciężarówkę i z impetem uderzał w kolejne fale wrogów, uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Przerywniki wyglądają zupełnie jak film animowany

Przerywniki wyglądają zupełnie jak film animowany

Dodatkowo z głośników wciąż leci ostra, gitarowa muzyka, która napędza nas do wskoczenia w kolejną hordę mechów. Nie do końca rozumiem jak to się dzieję, ale gra w magiczny sposób przenosi nas sprzed konsoli do obskurnego wozu z automatami i zamienia nam pada w arcade sticka i tylko dobrze, że monet nie musimy wrzucać, bo przegrałbym fortunę. System walki został tak zaprojektowany, by nawet mashując przyciski wychodziły jakieś comba i gdy tylko możemy wykonać któryś ze specjalnych ciosów, informuje nas o tym wielki napis i bardzo dobrze, gdyż właśnie dzięki temu na ekranie jest masa kolorowych, cellshadingowych particli przeplatana z ciężarówkami, koparkami i mechamackami. Do wyboru jest kilka postaci, które możemy wyposażyć w różne rodzaje ciągle ulepszanych broni, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo liczy się tylko to, kiedy znów będziesz mógł zmienić się w superszybki samochód i walczyć z olbrzymim robodinozaurem!

Już na PGA razem z Cascadem wiedzieliśmy, że to będzie dobra gra

Już na PGA razem z Cascadem wiedzieliśmy, że to będzie dobra gra

Właśnie dlatego graczu, powinieneś dwa razy dziennie brać po jednej dawce Transformersów i gwarantuje ci, że twoja radość z gier wideo wróci w mgnieniu oka. Jeśli nadal nie jesteś przekonany, zobacz sobie film z jednej z licznych walk z bossami (pokonałem 6 mniejszych nim doszedłem do tego momentu) i wsłuchaj się w muzykę, a jestem pewien, że ostatecznie zostaniesz kupiony. Teraz tylko pozostaje pobijać swoje rekordy czekając na nowe żółwie ninja oraz liczyć na więcej gier dających tyle radości.

Autor: Adek

Platforma: 

Transformers: Devastation / Deweloper: Platinium Games / Dystrybutor: CDP.PL/ Strona Oficjalna.