Zniknięcie Adriana Chmielarza, czyli przemyśleń kilka po skończeniu The Vanishing of Ethan Carter

Kiedy w październiku 2012 Adrian Chmielarz razem z Andrzejem Poznańskim i Michałem Kosieradzkim (czyli ojcami People Can Fly) poinformowali nas o założeniu nowego studia wszyscy powtarzali sobie jedno pytanie: jaka będzie ich pierwsza gra. Większość myślała o “duchowym następcy” Bulletstorma czy Painkillera. Później zaczął się ciekawy okres, w trakcie którego Pan Adrian z rozpoznawalnego w branży twórcy gier przeistoczył się w blogera. Dzielił się z nami przemyśleniami o kardynalnych (jego zdaniem) błędach narracyjnych w Bioshock: Infinite, o graczach i ich miłości do trollowania, czy też wybijających nas z “wczuwki” błędach w tytułach FPP.

Dodatkowo często udzielając się w mediach społecznościowych powodował mniejsze lub większe awantury (np. o tym, że always online to dobry pomysł czy o braku „human touch” w polskim dziennikarstwie growym). Nie mi oceniać czy były to przemyślane działania marketingowe czy też potrzeba dzielenia się własnymi, szczerymi opiniami, ale trzeba przyznać, że o Adrianie Chmielarzu i przez to o jego Astronautach było regularnie głośno. Zresztą większość „dram” które tworzyły się po nowym artykule na blogu czy też po kontrowersyjnym wpisie na FB kończyły się stwierdzeniem „zobaczymy co nam pokaże w swojej nowej grze”. I pokazał.

a1

Grając w The Vanishing of Ethan Carter wyraźnie widać jak wcześniejsze przemyślenia autorów wpłynęły na ostateczny kształt tej produkcji. Rozumiem więc, że jeżeli coś w grze mi się nie podoba, to fakt ów wynika z rozminięcia się wizji autorów z moimi preferencjami. Dlatego też to, co ten tytuł nazywa „podróżą bez przewodnika” we mnie wzbudza raczej skojarzenia z pixel huntem ze starych przygodówek. Rdzeń zabawy z Ethanem polega na odnalezieniu kilku przedmiotów związanych z miejscem zbrodni/ciałem, i później chronologicznym ułożeniu wydarzeń, które doprowadził do śmierci danej postaci.

O ile ten drugi element jest bardzo interesujący i kiedy tylko napotykałem ciało chciałem jak najszybciej dowiedzieć się jak do tego doszło, to samo poszukiwanie przedmiotów chciałem za każdym razem mieć jak najszybciej za sobą. W Broken Swordzie przeczesywaliśmy ekran pixel po pixelu poszukując grzebienia, a w Zniknięciu chodzimy w tę i z powrotem szukając porzuconego w trawie kamienia.

Oczywiście gra dzięki zastosowaniu fotogrametrii jest przepiękna i podziwianie otoczenia samo w sobie może być dla nas “nagrodą”, ale niestety do mnie to nie trafiło. Co więcej specyficzny system zapisu gry (checkpointy tworzą się po zebraniu kompletu przedmiotów danej “zagadki”) troszeczkę zniechęcił mnie do włączania “trybu turysty”. Pierwszego wieczoru przez dobrą godzinkę chodziłem sobie bez konkretnego celu podziwiając to, jak wygląda otoczenie, znalazłem kilka przedmiotów (nie komplet) i niestety musiałem zająć się czymś innym. Ujrzenie ponownie wprowadzenia następnego dnia po kliknięciu “kontynuuj” dość skutecznie ostudziło moje turystyczne zapędy. Na szczęście momenty detektywistycznego odtwarzania sceny morderstwa wciągnęły mnie na tyle, że nie miałbym nic przeciwko, gdyby było ich w grze nawet dwa (albo i trzy!) razy tyle. Co więcej – kiedy w końcu znalazłem więcej czasu na grę, ukończyłem ją w trakcie jednego posiedzenia.

a2

The Vanishing of Ethan Carter miał być pozycją, która zrobi na nas duże wrażenie opowiedzianą historią. Dla mnie natomiast opowieść (i jej zakończenie) stanowi najbardziej kontrowersyjny wątek. Zresztą chyba nie tylko dla mnie, skoro na blogu Astronautów pojawiła się szczegółowa notka od autorów dotycząca tego elementu. Przez całą grę, z każdą kolejną scenką coraz bardziej sugerowane nam jest pewne rozwiązanie historii.

Co więcej – w pewnym momencie z niedowierzaniem patrzyłem na ekran, że historia idzie w tę właśnie stronę. Kilka chwil później oglądałem zakończenie, które jest jednoznaczne, ale daje nam pewne możliwości interpretacji. A gracze uwielbiają interpretować, (pamiętacie teorie dotyczące Destiny, prawda?) więc jestem pewien, że i tu pojawią się wersje, które Astronautom się nie śniły. Niestety gdybym chciał w pełni wyrazić co mi się nie podobało byłby to wywód pełen spoilerów, więc jeśli chcecie ze mną o tym pogadać, to zapraszam do bardziej prywatnych kanałów.

The Vanishing of Ethan Carter mesjaszem przygodówek na pewno nie jest. Rewolucją również (gdyby pojawił się przed Dear Esther czy Gone Home mogło by być inaczej). Jest za to interesującym przeżyciem w trochę innym od znanego z głównego growego nurtu stylu i wydaje mi się, że każdy fan tego typu doświadczeń powinien się z tą historią zapoznać. Jeśli nawet nie teraz, to kiedyś, na przykład na przecenie.

  • Kasztaniak Zpocześla

    Trochę zbyt negatywnie w moim odczuciu, ale co prawda to prawda. Piękna gra na piękną Polską jesień. Miło się czytało.