Zero Time Dilemma

Zero Time Dilemma to bardzo dobre zwieńczenie znakomitej serii Zero Escape. I na tym moglibyśmy tę recenzję zakończyć. Chyba że…

Podchodzę do tego tekstu z ciężkim sercem. Z jednej strony wypadałoby do niemal każdego jego akapitu dodać: „Nie zastanawiajcie się dłużej, tylko siądźcie przed ekranami swoich PlayStation Vita, Nintendo 3DS-ów lub (o zgrozo!) pecetów i czym prędzej dokonajcie zakupu Zero Time Dilemma”. Ta gra po prostu powinna się dobrze sprzedać, by pokazać, że tego typu produkcje mają sens. Z drugiej strony uważam, że nie znając dotąd serii Zero Escape powinno się najpierw ukończyć jej dwie pierwsze odsłony.

Kolejną sprawą, która utrudnia napisanie recenzji jest fakt, że wątki wszystkich trzech części ZE są ze sobą ściśle powiązane. Na dodatek w każdej z nich występują elementy zaskoczenia i twisty fabularne, o których gracz dowiaduje się pod koniec zabawy, a które w kolejnych epizodach cyklu są znane bohaterom i odpowiednio naświetlone. Postaram się jednak nie zdradzać wielu aspektów scenariusza Zero Time Dilemma, by nie psuć wrażeń nikomu chcącemu najpierw sięgnąć po jej poprzedników.

zero1

Zero Time Dilemma jest połączeniem nastawionej na wybory moralne visual noveli z przygodówką point and click. Zanim tytuł ten powstał główny twórca i pomysłodawca całej sagi – Kotaro Uchikoshi – stwierdził jednak, że koncepcja visual novel nie do końca przemawia do szerokiego grona odbiorców (patrząc po wynikach sprzedaży dwóch poprzednich odsłon nie sposób się nie zgodzić). Dlatego też w trójce mamy do czynienia historią przedstawioną w postaci filmowych sekwencji tworzonych na silniku gry, a styl graficzny przypomina nieco popularne produkcje od Telltale Games. Czy wypadło to na plus? Moim zdaniem tak – ograniczono czytanie, a na ekranie więcej się dzieje. Niestety, toporna animacja i słaba grafika (mimika postaci często przyprawia o śmiech przez łzy) potrafią trochę zepsuć odbiór. Pochwalić za to trzeba pana Shinjiego Hosoe za klimatyczną ścieżkę dźwiękową. Największą jej siłą są melancholijne utwory towarzyszące nam w bardziej emocjonalnych momentach. Słucham ich do teraz i zapamiętam je na długo.

W tego typu tytułach aspekty techniczne mają jednak trzeciorzędne znaczenie, a najbardziej liczy się fabuła i wpływ gracza na to, jak potoczy się historia. No i powiem krótko: w powyższych dziedzinach saga Zero Escape deklasuje 99% konkurencji oferując doznania, z którymi dotąd w grach się nie spotkaliśmy i tak skomplikowany, wielowątkowy scenariusz, jakiego obecnie ze świecą szukać.

W Zero Time Dilemma występują elementy (wspólne dla wszystkich odsłon serii), o których można nieco powiedzieć. Poznajemy tu historię ludzi więzionych przez psychopatę (tytułowy Zero), którzy zmuszeni zostają do wzięcia udziału w grze, w której stawką jest ich własne życie. Nagrodą jest wolność. By jej dostąpić potrzeba sześciu haseł. Każde otrzymywane jest wówczas gdy jeden z uczestników… umiera. Nie oznacza to, że bohaterowie z miejsca zaczynają skakać sobie do gardeł, ale „rozrywki”, które przyszykował im Zero niejednokrotnie postawią ich pod ścianą wyborów moralnych, w których na szali położony zostanie los ich towarzyszy. Czy zdecydujemy się zabić innych i ocalić siebie? Kogo poświęcić w sytuacji gdy uratować możemy tylko jedną osobę? Kogo obwinić za śmierć jednego z pozostałych uczestników? Zero Time Dilemma jest na dodatek skonstruowane tak, że nie wszystkie decyzje wydają się oczywiste, a czasami jesteśmy zmuszani zdać się na ślepy los. Buduje to atmosferę niepewności i strachu, która towarzyszy nam przez cały czas spędzony z grą. Zabawa psychiką bohaterów i ich reakcje na kryzysowe okoliczności są tu wisienką na torcie.

zero2

Mnogość wyborów prowadzi też oczywiście do różnych ścieżek jakimi może potoczyć się historia. Aby w pełni poznać i zrozumieć fabułę gry trzeba jednak zdobyć wszystkie możliwe zakończenia i poprowadzić każdą z dostępnych drużyn (na początku rozgrywki uczestnicy zostają przydzieleni do jednej z nich). Ich sekcje podzielono na krótkie fragmenty, nic nie stoi więc na przeszkodzie przejścia jednego epizodu pierwszą drużyną, by następnie przełączyć się na drugą. Zadania stojące przed każdą są różne, więc nie trzeba obawiać się o małą różnorodność.

Wszyscy fani serii wiedzą, że powyższy opis przedstawia tylko powierzchowną płaszczyznę wydarzeń, a scenariusz ZE ma w sobie drugie dno, które tak zszokowało ludzi w przypadku pierwszej odsłony cyklu. Takiego mentalnego strzału między oczy jaki zaserwował nam Uchikoshi nie dostaje się często. Pamiętam dokładnie wrażenia, które towarzyszyły mi w momencie, gdy odkryłem czym tak naprawdę napędzana jest fabuła Zero Escape. Niedowierzanie, ekscytacja, próba zaprzeczenia temu co się widzi, szukanie luk, których tu prawie nie ma i zwyczajna radość z faktu, że można jeszcze wymyślić coś świeżego. Warto wiedzieć, że twórca wiele swoich koncepcji zaczerpnął z naukowych (ale też pseudonaukowych) badań z różnych dziedzin nauki i filozofii.

W najnowszej odsłonie główny motyw jest sprzedawany w zasadzie na wstępie. Postacie (niektóre występowały we wszystkich trzech grach) mówią głośno o tym drugim dnie, nie ukrywając go przed nami. Dlatego właśnie nowicjusze chcący spróbować Zero Time Dilemma powinni najpierw sięgnąć po jej poprzedników.

zero3

No dobra, ale skoro motyw napędzający sagę nie jest dla Ciebie niczym nowym, bo ukończyłeś wcześniej zarówno 999, jak i Virtue’s Last Reward, to czy nadal masz tu czego szukać? Oczywiście. Zero Time Dilemma ma kilka naprawdę mocnych, zaskakujących momentów i najbardziej w serii nakierowana jest na emocjonalny wydźwięk podejmowanych decyzji. Zresztą takie właśnie było zamierzenie twórców.

Skupiłem się na fabule, a nie wspomniałem jeszcze o zagadkach. Te są naprawdę zgrabnie poprowadzone – fani przygodówek powinni być nimi usatysfakcjonowani. Mamy tu zarówno zagadki natury matematycznej, pamięciowej, jak i wymagające logicznego kojarzenia faktów, łączenia różnych przedmiotów ze sobą itp. Wszystkie sytuacje, w których musimy rozwiązać problem ograniczone zostały do jednego pomieszczenia, dlatego nie musicie obawiać się podnoszenia zbyt dużej liczby przedmiotów i szukania miejsca, gdzie można by je wykorzystać. Według mnie zagadki w serii zawsze miały odpowiednio wyważony poziom trudności, podobnie jest i w Zero Time Dilemma. Niektóre są łatwe, nad innymi trzeba dłużej posiedzieć, a parę rzeczy zanotować sobie na karteczce (w grze występuje wirtualny „notes”, ale próba zapisania liczb przy pomocy ekranu Vity to koszmar). Łamigłówki skutecznie urozmaicają nam poznawanie fabuły i po prostu tu pasują.

Podsumowując: jeżeli szukacie w grach czegoś odkrywczego, to koniecznie sprawdźcie tę serię. Stanowi ona absolutnie unikatowe doświadczenie, nie tylko w skali gier, ale i całej popkultury. Historia opowiedziana w Zero Escape to również przykład na to, że gry wideo stanowią znakomite uzupełnienie dla książek i filmów. Nie wyobrażam sobie ujrzeć takiej fabuły w kinie lub na kartach powieści. Koncepcja stojąca za tą sagą była możliwa do realizacji w zasadzie wyłącznie przy użyciu poetyki gier. Jeżeli chcecie się przekonać dlaczego, dajcie Zero Escape szansę. Podkreślę jednak jeszcze raz: koniecznie rozpocznijcie od pierwszej części. Fani serii najnowszą jej odsłonę zapewne już kupili, a jeżeli są jeszcze tacy, którzy dotąd się z tym wstrzymali, to powinni czym prędzej udać się do wirtualnych sklepów (niestety, w Europie gra wydana została tylko w edycjach cyfrowych). Zero Time Dilemma spaja klamrą całą trylogię, stanowi udane połączenie jej poszczególnych wątków i przedstawia ciekawe zakończenie dla tej skomplikowanej opowieści.

Autor: Kazz

Platforma: PlayStation Vita

Zero Time Dilemma / Deweloper: Chime / Wydawca: Aksys Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od wydawcy – Aksys Games.

  • Aga

    <3

  • Michał Jankowski

    Jako fan serii nie dowiedziałem się nic nowego 🙂 Ale recenzja zacna.

    • Kazz

      Gdyby czytali to sami fani wyglądałoby inaczej. Tutaj nie mogłem sobie pozwolić nawet na jakieś drobiazgi dotyczące rozgrywki, bo mogłoby to coś sugerować. Moim zdaniem nawet opowiedzenie o tym, czym jest flowchart może być spoilerem 😀

      • Michał Jankowski

        Wiem, i absolutnie nie neguję ani nie stawiam tego za zarzut, że nie dowiedziałem się nic nowego 🙂

        • cooldan

          Co więcej – w warunkach recenzji mieliśmy zastrzeżenie, że nie wolno nam w żaden sposób spoilować historii 🙂

  • Mikołaj Dusiński

    Dlaczego tu jest tyle lajków ;-)?

    • cooldan

      Jak Kazz recenzuje grę to wiadomo, że lajki lecą! 😀

      • Mikołaj Dusiński

        Hehe, wiadomix!

  • Yanni

    Ja mam niestety zastrzeżenia co do głównego twistu, ale ostatnia godzina rozgrywki nie jest mi chyba w stanie zepsuć 24 poprzednich wspaniałych godzin. A, i gra na 3dsie rzadko kiedy utrzymuje 30 klatek na sekundę, ale to zupełnie nie przeszkadza.

    • Kazz

      Jakie konkretnie?

      • Yanni

        Według mnie autorzy zostawili zbyt mało poszlak, a te które zostawili są zbyt subtelne. Tak jakby się bali, że zdradzając zbyt wiele ktoś się pokapuje przed ujawnieniem twistu. Wydaje mi się to super dziwne, że postacie częściej nie wspominały o pewncyh rzeczach. Przez to poczułem się oszukany przez grę. Kiedy dochodzi do wielkiego ujawnienia myślałem, że jakimś cudem dostałem się do sekcji, w której nie powinienem jeszcze być.

        • Kazz

          Znaczy nie chodzi Ci o to kim była postać, a o samo jej ujawnienie? Faktycznie troszkę dziwne to było, ale w sumie nawet wiedząc o niej od samego początku nie dałoby się połapać do końca co i jak