Myśli z karmnika dla ptaków #1 – Wyższość Battlefield 4 nad Call Of Duty: Advanced Warfare

Bardzo osobista opowieść o tym jak Battlefield (podobno) pomaga w życiu rodzinnym, a Call of Duty (podobno) może mieć na nie wpływ destrukcyjny.

Nowy rok za pasem, dlatego wracamy z mocną działalnością Rozgrywki. Na początek zapraszam Was do przeczytania bardzo oryginalnego tekstu z grami w tle. Autorem jest Grzegorz Kołodziej. O samym sobie mówi tak: „Gniewosz Kołodziej [czyt. …gniewosz] (ur. 4 kwietnia 1979 w Albuquerque, zm. 4 kwietnia 2029 w Matsutchita) polski gracz, tłumacz, pisarz, dramaturg, malarz, poeta, scenarzysta i reżyser filmowy, prezentujący w filmach poglądy dekadenckie i zaangażowanie społeczno-polityczne. Z wykształcenia mgr turystyki. Był jednym z najbardziej znanych intelektualistów swojego pokolenia. Uznawany za nonkonformistę i twórcę kontrowersyjnego. Według Doroty Rabczewskiej był najbardziej rozpoznawalną figurą w polskiej sztuce i literaturze po 1989. Sam uparcie utrzymywał, że przede wszystkim jest reżyserem. Wyreżyserował 26 filmów. Nie ukrywał swojego heteroseksualizmu. Z jednej strony jego twórczość spotykała się z uznaniem i podziwem, z drugiej zaś szokowała bulwersując opinię publiczną i świat filmowy. Jego filmy wywoływały skandale, wielokrotnie zabraniano ich dystrybucji. Kołodziej przed sądem stawał 36 razy. Przy okazji prowadził również blog karmnikdlaptakow.com.pl.” Tak czy siak – zapraszam do lektury.

 

Miał to być tekst o inwektywach w grach i sfrustrowanych graczach polskich klanów, później miało być o aspekcie społecznościowym gier wieloosobowych, ale w końcu w wyniku ostatnich druzgocących dla mnie wydarzeń jest to tekst o bezsprzecznej wyższości Battlefield 4 nad Call Of Duty: Advanced Warfare (let the hate begin! – przyp. Mickey D)

 

[listopad 2013 – maj 2014]

 

2308712-8653671235-41034

 

No dobrze, przyznam się – gram namiętnie w BF4 od samego początku, bez narzekań i jestem zadowolony – nigdy nie dostrzegałem błędów w grze, na które próbowałbym strząsać swoją niekompetencję jako gracz. Mój cel jest, a w zasadzie był jeden i polegał na zdobyciu wszystkich trofeów w podstawowej wersji i dodatkach (najpierw PS3, aktualnie PS4), co zresztą udało mi się z czasem osiągnąć. Grałem sobie z przygodnie spotkanymi osobami, przeważnie się do nich nie odzywając (ale twardo z włączonym zestawem słuchawkowym) i tak właśnie wyglądało pierwsze siedem miesięcy zmagań w moim wykonaniu.

 

[czerwiec 2014]

 

Wszystko zaczęło się od mojego przystąpienia do jednego z polskich klanów, którego nazwy wolę nie wymieniać, dla zachowania pokoju ducha tak mojego, jak i sfrustrowanej w większości części braci owego zbiorowiska, która natychmiast przystąpiłaby do ofensywy słownej. Klan ten dysponował całą paletą graczy, tych lepszych i gorszych (klasyfikacja wg. autora). Lepsi (z ponad 1000-godzinowym licznikiem gry) przyjmowali porażki na klatę dalej doskonaląc swoje umiejętności (chwała im), gorsi … zwykle komentowali swoje niepowodzenia, tłumacząc je błędami w grze lub nieuczciwym podejściem do rozgrywki innych uczestników „imprezy”.

Po kilku sesjach obcowania z negatywnym nastawieniem do gry tych gorszych oraz ich zamiłowania do ponad generacyjnego bluzgania, powiedziałem basta. Tak w życiu, jak i grach wieloosobowych, zwykle opuszczam takie zbiorowiska, szczególnie jeżeli inwektywy ścielą się gęsto, do tego bez żadnego uzasadnienia. Z tego właśnie powodu wypisałem się z towarzystwa. Ich frustracja odzwierciedlona w języku była dla mnie nie do przyjęcia. Jeżeli gram, to dla przyjemności, a nie po to żebym się dodatkowo stresował – dzięki wielkie, ale mam to w codziennym życiu wszędzie dookoła.

 

[lipiec 2014]

 

maxresdefault

 

No dobrze, zatem grałem dalej sam z przygodnymi znajomymi – i co dalej? W ten sposób trafiłem na serwer rumuński. Rumuni, jak każda nacja porozumiewająca się językiem którego nie znam, mają to do siebie, że inwektywy dla mojego ucha nie istnieją. Zresztą na samym początku znajomości z jednym z graczy, rozmowa i tak przebiegała w języku angielskim, ba, do tego była konstruktywna i miła.

Podzieliłem się z nim wrażeniami z gry w polskim klanie, na co on opinii wyrobionej nie miał zatem przyjął moje skargi i wnioski bez uwag, przytakując. Ogrywałem wtedy świeżo wydany dodatek do BF4 pod tytułem Dragon’s Teeth. Jak się dowiedziałem, nowopoznany kompan, ma dziecko (wtedy w wieku zaledwie 3 miesięcy) – a ponieważ akurat sam oczekiwałem potomka, więc “zaiskrzyło”.

 

[komentarz autora]

 

Battlefield_4_Dragon_s_Teeth_63992

 

Z uwagi na moje obawy, że po przyjściu na świat dzieciątka, całe życie się zmienia, a gry odchodzą w niebyt (bo wkracza się do tajemniczego panteonu rodziców – coś jak tajne bractwo Assassin’s Breed, które wie to czego nie wiedzą inni, co przerywa wszelkie pasje i zainteresowania, a w co wierzyłem, bo bractwo wchłonęło wielu moich znajomych), znajomość z rumuńskim graczem okazała się zbawienna. Zacząłem wierzyć, że jednak po narodzinach może być inaczej i może akurat znajdę się w procencie tych ludzi, którzy potrafią pogodzić jedno z drugim. Naszą znajomość w związku z zaistniałą sytuacją, podtrzymywałem.

 

[sierpień 2014]

 

Poznałem za pośrednictwem nowego kolegi sporą gromadkę Rumunów rozsianych po całej Europie. W samej Rumunii bardzo ciężko jest przeciętnemu obywatelowi żyć na przyzwoitym poziomie, toteż rozjeżdżają się oni w celach zarobkowych. Tak graliśmy przez kolejne miesiące – minął sierpień, kiedy narodził mi się syn, więc nasza znajomość ogorzała.

 

[wrzesień 2014]

 

85d3a030b38a5547ca09e1ec07ef010f

 

Trwał wrzesień, kiedy zaczęliśmy wysyłać do siebie maile oraz różne komentarze prywatne. Przy okazji dowcipkowaliśmy negatywnie o innych premierach ukazujących się w tym czasie – patrz Destiny.

 

[październik 2014]

 

Gdzieś około października Rumunii nauczyli mnie kilku przekleństw (tak wiem, od tego wyszliśmy) z których w zasadzie najbardziej utkwiło mi „pula” – tak czy inaczej nie przeszkadzały mi te nierodzime inwektywy.

Wracając do kolegi, zawsze podkreślał jak ważna jest rodzina, jak to pomaga żonie, kąpie synka i w ogóle takie historie, które za serce chwytały – wszystko w tle ponad 300 godzin, które on w przeciągu kilku miesięcy spędził w grze do której został z powodów finansowych niejako przykuty – przypominam tą grą było właśnie Battlefield 4.

Opowiadał jak ciężko jest przeżyć w Rumunii z pensji robotnika we włoskiej fabryce obuwia. Było miło, nawet widziałem już oczami wyobraźni jak latem odwiedzamy się w okresie urlopowym i takie tam pierdoły. W ten sposób aspekt społecznościowy gier wieloosobowych, a w tym przypadku BF4 scementował mnie z grupą fajnych rumuńskich kolegów, a w szczególności z tym jednym, aż do listopada…

 

[listopad 2014]

 

647dc9452fd83a90

 

No i nastał listopad – rumuńscy koledzy kupili CoDa, ja ponieważ akurat ogrywałem Lords Of The Fallen, powiedziałem że dołączę jak skończę i tak nastał…

 

[grudzień 2014]

 

W grudniu ponieważ kolega dziwnie przestał się odzywać, napisałem do niego i otrzymałem wiadomość: „I have a big family problem, I think I will have to divorce”. Wniosek? Prosty, było trzeba zostać przy BF4, rodzina by się nie rozpadła. Jak już wspomniałem, finalnie kolega miał bez mała 350 godzin spędzonych w BF4 i było to zarówno dla jego związku jak i jego samego zbawienne.

Tymczasem wystarczyło kilka godzin w Call of Duty i w efekcie dostał rozpad rodziny, przerwanie internetowych znajomości i może inne problemy Co będzie dalej, nie wiem ponieważ nie wygląda to dobrze, a kolega dalej jest w sieciowym niebycie. Na zdjęciach, które ostatnio otrzymałem, pojawia się już z nową koleżanką, do tego koleżanką, która ma kilkuletnią córkę…

 

transalpina

 

Ja się załamałem i w zasadzie nie wiem, czy dalej brnąć w tego CODa, którego właśnie zacząłem, nie wiem czy przyznać się mojej kapłance domowego ogniska czym to się może skończyć. Jest mi po prostu ze szczerego serca najzwyczajniej w świecie smutno, szczególnie że od czasu do czasu przypomina mi się żona rumuńskiego kolegi, która czasami dopytywała w tle o szczegóły z mojego (i mojej małżonki) życia rodzinnego, a tymczasem taka przykrość…