Wrażenia z Pixel Heaven

Wybierałem się na Pixel Heaven niemalże od pierwszej edycji, jednak zawsze wypadało mi coś nieoczekiwanego w ostatniej chwili. W tym roku wiedziałem, że wreszcie pojadę i nic nie miało prawa mnie zatrzymać. Po dwugodzinnej podróży autobusem do stolicy, udałem się do warszawskiego metra, którym miałem jechać pierwszy raz (wcześniej jeździłem tylko berlińskim). Po krótkiej i przyjemnej trasie, zacząłem poszukiwania ul. Włościańskiej 52, początkowo bez skutku. Dopiero strażnik skierował mnie w boczną ulicę, w której znajdowało się wejście na imprezę. Niestety, organizatorzy nie zadbali o żaden banner, czy drogowskaz z napisem i strzałką, aby było wiadomo dokąd się udać, a z tego co widziałem, to sporo osób miało ten sam problem, co ja.

Po dotarciu do bramki kontrolnej i okazaniu ochronie zawartości plecaka, udałem się do autobusu, w którym zamieniłem wydrukowany bilet na przepustkę oraz reklamówkę z gadżetami. Następnie przeszedłem przez kolejną bramkę z ochroną gdzie musiałem założyć opaskę, a potem skierowałem się do wejścia, gdzie moim oczom ukazał się las…..sprzętów retro rzecz jasna! Dwa ogromne rzędy przeróżnych maszyn od Ponga zaczynając, przez Atari, Commodore, NESa, SNESa, Jaguara, Sega Saturn, na Dreamcascie kończąc. Oczywiście musiałem pograć chociaż na kilku sprzętach i w taki oto sposób udało mi się pograć w River Raid na joysticku, który był bardzo oporny w sterowaniu, Super Mario Bros. na NES, oryginalne Prince of Persia, OutRun czy Sega Rally. Nie było tego za dużo, ale ile mogłem, tyle ograłem. Nie było to łatwe, bo nie brakowało chętnych do cofnięcia się o 20-30 lat do ery sprzętów retro.

Na tej samej hali było również spore stanowisko VR należące do Hyperbooka, na którym można było zagrać w dwie produkcje: grę nastawioną na rywalizację Hyper Arena VR oraz Regenesis, które jest statyczną. Spróbowałem swoich sił w tejże produkcji, która była prezentowana na Oculusie. Niestety musiałem zdjąć okulary, przez co jakość obrazu była ciut gorsza niż być powinna, ale CryEngine spisał się naprawdę dobrze, a same wrażenia z rozgrywki były rewelacyjne. Czułem się dobrze, a samo strzelanie było niezwykle proste i satysfakcjonujące. Szkoda tylko, że trwało to tak krótko, bo cały pokaz to zaledwie 9 poziomów trwających łącznie tylko kilka minut. Parę metrów od stanowiska Hyperbooka było stanowisko GameStormVR, które pokazywało SteamHammerVR na HTC Vive. Tutaj okulary weszły bez problemu, a przemiła pani pomogła ze wszystkimi przygotowaniami. W grze było dostępnych kilka broni w obu rękach, które można było dowolnie zmieniać, a naszym głównym celem było powstrzymywanie kolejnych fal robotów. Gra była całkiem sympatyczna, a gdy roboty zbliżyły się do mnie na odległość kilku centymetrów, to wyglądało to bardzo realistycznie. Zdecydowanie udany pokaż, aczkolwiek również bardzo krótki.

Na pierwszej hali było jeszcze jedno stanowisko, które musiałem odwiedzić. Chodzi tutaj oczywiście o amLab Artifex Mundi. Z racji, że w sobotę miałem okazję w końcu osobiście poznać Natalię Dołżycką, to mimo czekania kilkudziesięciu minut na swoją kolej, był to czas spędzony w dobrym towarzystwie. Przed wejściem na stoisko można było wziąć ulotkę z opisem wystawionych gier oraz z informacją, że jak się zagra w co najmniej 2 z 3 gier, to dostanie się torebkę pełną upominków. Owe upominki to między innymi oryginalny kubek Artifex Mundi, kody z grami HOPA na platformę Steam, klimatyczna pocztówka, czy dwa długopisy stylizowane na strzykawki (działają, testowałem).

Na stoisku prezentowano trzy prototypy gier. Pierwszą była przygodówka point’n’click pod tytułem Matroyska, która zabiera graczy do małego miasteczka o tej samej nazwie, w okresie zimnej wojny. Gra jest ładnie rysowana, ma rzadko spotykane umiejscowienie akcji oraz prześwietny sarkastyczny humor. Drugim tytułem było połączenie gry przygodowej z gatunkiem HOPA o nazwie ‚I sleep’. Bardzo prosta graficznie, ale jednocześnie bardzo przyjemna dla oka, okraszona przyjemną muzyką i ciekawym scenariuszem. Trzecia i ostatnia gra, która jest moim faworytem to Insection. Platformowy twin stick shooter w 2D, w którym za pomocą łuku i zwolnienia czasu pokonujemy przeciwników i rozwiązujemy proste zagadki biorąc udział co jakiś czas w dynamicznych i widowiskowych akcjach. Brzmi banalnie, ale straszliwie wciąga i zanim się obejrzałem to już był koniec dema. Po ukończeniu każdego dema twórcy wypytywali o ogólne wrażenia, a także plusy oraz minusy ich produkcji skrupulatnie zapisując wszystkie uwagi.

Na drugiej hali królowały klocki LEGO. Oprócz dwóch pięknych budowli zamkniętych w szklanych gablotach, było tam też masa mniejszych i większych eksponatów. Największym, bo zajmującym niemal pół długości hali, było pięknie wykonane, sporej wielkości miasteczko, z całkowicie działającą kolejką. Na żywo robiło piorunujące wrażenie. Dalej prezentowano mnóstwo mniejszych modeli jak postaci z gier, formacje wojskowe, roboty, pojazdy, czy po prostu pojedyncze budynki. Za największym z klockowych eksponatów były dwa stoiska – pierwsze z gadżetami z gier w postaci kubków, czy poduszek, a drugie stoisko z czasopismami, komiksami i książkami, które można było na miejscu kupić.

Poza klockami Lego, pod ścianą stały dwa rzędy maszyn do Pinballa, które prezentowały się iście fenomenalnie. Niestety nie udało mi się do nich dopchać, gdyż były notorycznie oblegane czy to przez starszych czy nawet młodszych graczy. Było sporo stanowisk indie developerów jak na przykład Bulbware prezentujące swoją grą Bulb Boy na Nintendo Switch. Kilka metrów dalej było stanowisko VR firmy VR Visio prezentujące dwa tytuły – Drone Hunter VR na Gear VR do ogrania w wersji automatowej i przenośnej, oraz Special Forces VR na Oculus Rift gdzie ku mojemu zaskoczeniu można było poruszać się po planszy za pomocą analoga. Obawiałem się tego zastosowania, ale po rozmowie z twórcą byłem znacznie spokojniejszy, a po zagraniu mimo uczucia wypicia pół litra trunku procentowego, które towarzyszyło mi podczas poruszania się postacią, bawiłem się nadzwyczaj dobrze. Sama gra to zaś prosta strzelanka militarna na małej planszy przypominającej połączenie doków z placem budowy, natomiast samo strzelanie przez szczerbinkę było bardzo realistyczne i sycące.

Do dyspozycji było jeszcze piętro hali, na której były trzy główne atrakcje. Pierwszą z nich było tak zwane Secret Stage, na którym odbywały się mniejsze wykłady przeróżnych osób (na większej, znajdującej się z boku pierwszej hali, była scena główna, gdzie wystawiała się śmietanka gamedevu). Dla mnie najważniejszą atrakcją sobotniego dnia był wykład Ryszarda ‚Rysława’ Chojnowskiego, który jak sam mówi od prawie 21 lat tłumaczy gry i ma ich na koncie przeszło 200 sztuk. Wykład nosił tytuł ‚Jak to drzewiej bywało, czyli historia lokalizacji gier w Polsce’ i mimo, że był w większości przeze mnie znany, słuchało mi się go naprawdę fantastycznie, a prowadzący co rusz wplatał przeróżne anegdotki czy nawet suchary rozluźniając i tak już lekką atmosferę. Godzina minęła w mgnieniu oka i żal było, że to już koniec. Drugą atrakcją była sala za Secret Stage, w której Farm 51 prezentowało Get Even. Było kilka standów z grą odpalaną na PlayStation 4 i bez problemów można było sprawdzić tytuł przed premierą. Pograłem zaledwie pół godziny, ale tyle wystarczyło mi abym wiedział, że chcę w to znowu zagrać, tym razem już na swojej konsoli. Trzecią i ostatnią atrakcją była wystawa grafiki cyfrowej Pana Mariusza Kozika prezentująca tradycyjne wartości, takie jak naród i bohaterstwo.

Jednak gry wideo i wykłady to nie wszystko. Na Pixel Heaven jedzie się głównie dla ludzi, których było naprawdę mnóstwo. Osobiście poznałem sporo osób, które znałem już z poletka internetowego, ale też takich całkowicie nowych. Wszyscy byli przesympatyczni i mimo, że z niektórymi widziałem się pierwszy raz, rozmowa kleiła się od niemal pierwszego słowa. Chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom imprezy, z którymi miałem okazję zamienić chociaż słówko, czy zwyczajnie zbić piątkę. Mimo, że mam tylko 25 wiosen na karku, to uczestnictwo w takiej imprezie wróciło mi masę wspomnieć z czasów gdy zaczęła się moja przygoda z grami w 1997 za pomocą Pegasusa i Super Mario Bros. Jest to impreza, na której powinien być każdy gracz bo takiego klimatu, takich ludzi i takiej fali nostalgii nie ma nigdzie indziej. Do zobaczenia za rok!

Adam ‚Rudy rydz’ Jaszczuk

  • Jakub Antoniuk

    Gdzie się tu lajkuje bo chciałbym?