Wiozła żaba razy kilka, powieźli i żabę (czyli Ride w spojrzeniu dwukołowca)

Powoli robi się ciepło. Można już wyjść na zewnątrz w krótkim rękawku i zapalić papierosa (chyba, że rozmawiamy o zlocie Rozgrywki. Wtedy z krótkim rękawkiem można wychodzić zapalić i w środku zimy). Można również uderzyć w drugą mańkę i ubrać się jeszcze grubiej. Założyć porządne spodnie, rękawice, kurtkę, buty, kask i wykorzystać ten czas pożyteczniej. Można również siedzieć w samych majtkach przed telewizorem z piwem w jednej ręce, a padem w drugiej i pobijać czas na wirtualnych dwóch kółkach na legendarnych torach. O tym właśnie w kontekście sportów motorowych chciałbym dzisiaj napisać.

Do RIDE podchodziłem jak do przykrego obowiązku skorzystania z ubikacji na Dworcu Głównym w Warszawie. Z jednej strony spodziewałem się, że spotka mnie tam smród, bród i ubóstwo a z drugiej ciekawy byłem wszystkich przygód, których mogłem doświadczyć. Najpierw był sygnał od Krulewskiej świty z informacją, jakobym miał wejść w posiadanie (i to nie drogą kupna!) swojego egzemplarza gry zaraz po premierze. Później było siedzenie jak na szpilkach i czekanie na końcówkę marca. Muszę dodać, że na tym etapie miałem ogromne wątpliwości co do gry. Oglądałem kilka gameplayów, screenów, czytałem zapowiedzi i wyrobiłem sobie opinię, że czekam na ciepłą kupę, a nie pyszną drożdżówkę. Wszystko jednak zmieniło się w momencie premiery wersji demo. Jedna trasa, dwa motocykle do wyboru, możliwość ustawienia poziomu SYMULACJI pod swoje preferencje. To wszystko wystarczyło, abym zakochał się czystą, piękną, szczerą miłością. Jak to ze szczerymi uczuciami jednak bywa, nie zakochałem się w wyglądzie, tylko we wnętrzu.

 

rude

 

Gra swą oprawą graficzną sprawia wrażenie, jakoby ktoś w studiu na kilka miesięcy przed premierą otrzymał telefon z roku 2010 i zastosował się do udzielonych wskazówek. Jedyne co wygląda dobrze, to modele motocykli. Te przeniesione zostały do wirtualnego świata wraz z najdrobniejszymi szczegółami i z należytym pietyzmem. Wszystko, co znajduje się poza asfaltem nie zachwyca wizualnie, ale też nie odstrasza – ot, zwykły średniak. Wydawać by się mogło, że w parze ze średnią grafiką idą też niskie wymagania sprzętowe. Tak niestety nie jest i nawet na porządnym sprzęcie gra potrafi stracić kilka klatek ze swojej płynności. Miałem niekrytą przyjemność zmieniać procesor z trakcie mojej przygody z grą z 2 na 4 rdzenie i dopiero po tym zabiegu zaznałem stałych 60 klatek (#klawiaturstwo, tfu!). Warto w tym miejscu wspomnieć, że za grą stoją twórcy serii WRC. Nie udało mi się tej informacji potwierdzić (Mikołaj tu zadanie dla Ciebie!) (nie wiem, nie znam się, jestem konsolowym plebsem – przyp. Mickey D), ale wydaje mi się, że gra została stworzona na tym samym silniku co poprzednie produkty studia Milestone. Tym bardziej dziwi fakt, że nie potrafili poprawić optymalizacji narzędzia, na którym pracują już kilka lat.

Nie spodziewałem się wielowątkowej fabuły i wyborów moralnych, ale sposób w jaki gracz jest zachęcany do dalszego grania nie do końca się udał. Po każdym wyścigu dostajemy ustaloną pulę pieniędzy za miejsca 1-3 dzięki czemu możemy kupować nowe motocykle oraz zmieniać w nich podstawowe podzespoły. To wszystko. Nie ma żadnych wyzwań czy czegoś, co pozwoliłoby poczuć „kokainę” i wsiąknąć na dłużej. Owszem, dostępne są listy rankingowe, jednak to jeden wielki pic na wodę. Początkowo myślałem, że to tabela najlepszych graczy, jednak kiedy wróciłem do gry po kilku dniach przerwy i nadal byłem na 198 miejscu, to zauważyłem, że coś tu jest nie halo. Okazało się, że to tylko zrobiona na sztywno tabela wymyślonych nazwisk, a nie prawdziwych ludzi. Tym razem dzwonił 2000 rok i kazał przekazać ,,lol” od gry Sydney 2000.

 

 ride1

 

Bardzo wkurzają z pewnością czasy ładowania. Musimy ich przejść kilkanaście od włączenia gry do puszczenia sprzęgła na starcie. Nie wiem jak wygląda ta kwestia na konsolach, ale na Pecetach sprawa ma się bardzo słabo. Podejrzewam, że dysk SSD załatwiłby sprawę ale na litość boską, GTA IV ładowało się kilka razy krócej, a miało do wczytania gazylion razy więcej tekstur niż RIDE. Po straceniu kilku cennych minut na loadingach możemy wreszcie zagłębić się w to co w grze zagrało koncertowo. Kwestia modyfikacji motocykla jest za to rozbudowana aż nadto. Mamy możliwość pełnej modyfikacji maszyny, od koloru manetki gazu zaczynając, przez akcesoryjne lusterka, na customowym tłumiku kończąc. Warto dodać, że wszystkie części, jak i ubrania dostępne w sklepie są na licencji prawdziwych producentów podzespołów oraz odzieży motocyklowej. Dzięki temu byłem w stanie ubrać się dokładnie w taki sam strój, w którym jeżdżę na co dzień po prawdziwych ulicach. To zdecydowanie świetna sprawa i życzyłbym sobie, aby inne gry wyścigowe miały chociaż w ułamku tak rozbudowane opcje modyfikacji pojazdu, a także kierowcy.

 Najjaśniejszym punktem jednak RIDE jest to co powinno być w niej najważniejsze – model jazdy. Ten sprawuje się wyśmienicie! Każdy gwałtowniejszy ruch manetką skutkuje uślizgiem tylnego koła. Realistyczne odzwierciedlenie zachowania motocykla połączone z kamerą z wnętrza kasku skutkuje niesamowitą immersją, która sprawia masę frajdy z jazdy! Poważnie, lepiej czuję się tutaj za kierownicą niż np. w ostatnich dziełach Codemasters (nie licząc jeszcze cieplutkiego Dirt Rally). Fizyka jazdy ma jednak swoją słabą stronę – mowa konkretnie o kolizjach. Silnik nie radzi sobie z liczeniem kontaktu obiektów, dlatego na porządku dziennym są wyskoki na kilka metrów spowodowane krawężnikiem czy też wpadnięcie w innego kierowcę z prędkością 200km/h, po którym nic się wielkiego nie dzieje. Łatwo zobrazować można sobie system kolizji jeśli pomyślimy o GTA IV i dodatku Lost And Damned. Tam motocykl zachowywał się jak czołg, podobnie jest niestety tutaj.

 
 
1426105417-media
 

Z jednej strony niski poziom trudności AI możemy uznać za zaletę, bo dzięki ich szybkiemu wyprzedzeniu nie przeszkadzają w czerpaniu przyjemności z jazdy, z drugiej strony to śmieszne, że sztuczna inteligencja na najwyższym poziomie traci po kilka sekund na okrążeniu do gościa trzymającego jedną rękę na padzie, a drugą na piwie.

Z pewnością odradziłbym zakup za pełną cenę. Rozgrywka potrafi tu sprawić masę frajdy, cieszy mnogość opcji customizacji motocyklu i kierowcy, ale biorąc pod uwagę pozostałe błędy wstrzymałbym się do czasu aż pęknie granica 100 zł na konsole i 60 na PC. Zdecydowanie brak tutaj wspominanej już przeze mnie „kokainy”, która nie pozwalałaby się oderwać od monitora. Przykładem świetnej gry wyścigowej, która swoją narkotyczność wypracowała w 101% jest (jeszcze w fazie alpha) Dirt Rally…ale o tym może innym razem.