Ultimate General: Civil War

Game-Labs to studio, które nie zdobyło jeszcze wielkiego rozgłosu. Kojarzyć je mogą tylko fani gier strategicznych, ponieważ na ich czele stoi Nick Thomadis, twórca DarthMod do gier z cyklu Total War. Mod ten podnosił niebotycznie poziom trudności, dodawał realizmu i naprawiał sporo błędów, które popełnili twórcy pierwowzoru. W końcu jednak, po wielu perypetiach, powstało Game-Labs – studio, w skład którego wchodzą ludzie pracujący wcześniej m.in. przy IL-2 Sturmovik i grach z serii S.T.A.L.K.E.R. Pierwszym projektem studia był tytuł Ultimate General: Gettysburg. Była to strategia czasu rzeczywistego ukazująca szczegółowo największą bitwę Wojny secesyjnej. Podzielona na sporą ilość scenariuszy, pozwalała pozostać wiernym historii lub ją zmienić. Jaka była jej cecha szczególna? Bardzo wysoki poziom trudności i ogromna ilość informacji historycznych.

O wojnie secesyjnej słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się historią Stanów Zjednoczonych. Niewiele jest jednak gier, które zgłębiają jej temat. A jeszcze mniej jest takich, które stawiając na realizm, potrafią przykuć na dłużej do monitora. Game-Labs postarało się, by ich najnowsza produkcja właśnie taka była. Ultimate General: Civil War jest grą strategiczną, która oferuje nam dwie kampanie (jedna pozwala pozostać wiernym historii, druga natomiast sprawi, że jej bieg się zmieni), a także potyczki przygotowane przez twórców. Te z kolei podzielone są na bitwy historyczne oraz fikcyjne. Razem mamy do dyspozycji ponad 50 bitew i musicie mi uwierzyć – każda z nich potrafi być sporym wyzwaniem. Najwięcej czasu spędziłem grając w kampanię. Tutaj pierwsze zaskoczenie. Na początku tworzymy swojego oficera, któremu musimy przez przydzielenie kilku punktów stworzyć życiorys. Jest to w perspektywie czasu bardzo ważne, ponieważ każdy wydany punkt daje inne bonusy, które przekładają się na liczbę rekrutów, pieniądze, możliwość zatrudnienia kolejnych podkomendnych, którzy również będą mieli swoich żołnierzy, czy produkcji broni. Nie możemy na przykład zatrudnić oficera niższej rangi mającego pod swoją komendą oddziału kawalerii liczącego 300 wojaków, kiedy chcemy wyposażyć ich w Remingtona M1861, którego możemy mieć tylko 160 sztuk. Takich zależności jest bardzo wiele i trzeba uważnie dysponować zasobami, bo te mogą się szybko skończyć, a wtedy bitwy nie będą się toczyły po naszej myśli.

Czas na to, co w takich produkcjach najważniejsze, czyli gameplay. Moim zdaniem tytuł jest równie dobry, co recenzowany przeze mnie w zeszłym roku Steel Series: Normandy 44, które przecież jest w moim prywatnym TOP5 gier z 2017 roku. Bitwy prowadzone są świetnie, zadania zróżnicowane, a sztuczna inteligencja tylko czeka na nasz najmniejszy błąd, by go wykorzystać i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Działa to na szczęście w obie strony i niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, w której jeden z moich podkomendnych wydał rozkaz swoim żołnierzom, by zaczęli oskrzydlać wroga, kiedy ja skupiłem się na drugiej stronie mapy. Dobrze czytacie, w tej grze bitwy toczą się na wielką skalę i nie jest łatwo dopilnować wszystkiego w każdej chwili. Najdłuższa, wygrana za pierwszym podejściem, choć z wielkimi stratami, bitwa trwała prawie dwie godziny! Byłem zmęczony ciągłą pracą szarych komórek na pełnych obrotach, ale dało mi to wielką satysfakcję!

A kim walczymy? Typów jednostek jest wiele, a każda z nich ma swoje dokładnie odwzorowane wyposażenie. Ważne jest również to, że często udaje się np. odebrać broń wziętym do niewoli żołnierzom przeciwnika lub po prostu znaleźć ją na polu bitwy. Duże znaczenie ma również teren, na którym przychodzi nam walczyć. Z racji tego, że wzgórza potrafią być dominujące na wielu mapach, dużo łatwiej złamać przeciwnika szarżą, niż na przykład próbować wykończyć go artylerią. Nie wolno też zapominać o zaopatrzeniu, bez którego w pewnej chwili skończy nam się amunicja, co komputer szybko i skrzętnie wykorzysta. Skoro jesteśmy przy mapach oraz terenach bitew – Game-Labs pokazało, jak się robi gry, w których stawia się na realizm. Każda z map kampanii jest bardzo szczegółowo odwzorowana dzięki zdjęciom satelitarnym oraz mapom z tamtego okresu.

A jak wygląda i brzmi Ultimate General: Civil War? Grafika stoi na przyzwoitym poziomie, jest miła dla oka i wystarczająco szczegółowa. Jednostki, ze względu na skalę naszych poczynań, nie są piękne na zbliżeniach, ale nie oczekujmy cudów, kiedy widzimy ponad 10 000 jednostek walczących w jednej bitwie. Takie miejsca jak forty, lasy, domostwa, czy płoty je okalające, również stoją na całkiem niezłym poziome. Oprawa audio nie pozwala mi się do niczego przyczepić, jest dobrze. Możemy usłyszeć świst pocisków, huk artylerii, rozkazy i okrzyki żołnierzy oraz odgłosy broni – słowem wszystko to, co słyszano na polach bitew wojny secesyjnej. Muzyki tu praktycznie nie ma, poza jednym utworem – nagraniem związanym z deklaracją secesji Missisipi.

Trzeba uczciwie przyznać, że Nick Thomadis ma głowę na karku. W końcu stworzył mody do trzech gier z serii Total War, w których nie tylko wiele poprawił, ale także mocno podkręcił poziom trudności. Walczył nawet o angaż w Creative Assembly, niestety bezskutecznie. Chociaż teraz, po ponad 40 godzinach spędzonych przy jego ostatnim dziele, myślę, że jednak dobrze się stało. Dawno nie grałem w tak absorbującą strategię, przy której miałem syndrom jeszcze jednej bitwy i dopiero pierwsze oznaki poranka odciągały mnie od monitora! I tak właśnie wygląda Ultimate General: Civil War. Gra, w której bitwy na 10 000 żołnierzy to całkowita normalność, a sztuczna inteligencja tylko czyha na błąd, by zniszczyć gracza. Fani gier strategicznych oraz wojny secesyjnej ją pokochają, inni stwierdzą że jest zbyt trudna. Ja zaliczam się do grona tych pierwszych.

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma: PC

Ultimate General: Civil War / Deweloper: Game-Labs / Wydawca: Game-Labs / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od GOG.com i możecie kupić ją tu.