The Walking Dead: A New Frontier

Kiedy dorasta się podczas apokalipsy, nie myśli się o zabawkach ani nowej sukience, tylko o tym, jak najszybciej pokonać żywego trupa. Clementine jest już bardzo dużą dziewczynką i lepiej z nią nie zadzierać.

Najgorsze jest jednak to, że w The Walking Dead największym wrogiem niedobitków nie są zombie, a… sam deweloper. Jak zapewne zauważyliście przy okazji moich recenzji The Walking Dead: Michonne oraz Batman: The Telltale Series – mam sporo zastrzeżeń do kolejnych produkcji Telltale Games. Skostniała formuła to tylko jeden z wielu problemów. Coraz gorsze scenariusze, problemy z wydajnością, znikające stany zapisu i wiele błędów to chleb powszedni. Jeśli dodać do tego długi czas oczekiwania na kolejne odcinki, to pojawia się pytanie: jakim cudem te gry nadal tak dobrze się sprzedają?

Na pochwałę na pewno zasługuje oprawa graficzna i lokacje. Porośnięte zielenią miasto nasuwa skojarzenia z The Last of Us, a każda lokacja dostępna w grze jest bardziej szczegółowa i zrobiona z większym uczuciem niż w dotychczasowych produkcjach studia. Buduje to klimat daleko posuniętej apokalipsy, w której ostatki cywilizacji są coraz rzadziej spotykane. Urosła też liczba modeli zombiaków i praktycznie nie spotykamy już klonów – też fajnie. Szkoda tylko, że udźwiękowienie, a zwłaszcza muzyka, nie idą ramię w ramię z oprawą graficzną. Soundtrack jest miałki, a kawałki, przygrywające podczas przypominania wydarzeń poprzednich odcinków, są wybitnie irytujące.

TWD zjada własny ogon już od jakiegoś czasu, a fabularna formuła kolejnych epizodów to powtórka z rozrywki. Wszystko to już widzieliśmy w komiksie, serialu, a nawet poprzednich sezonach. Ten problem pojawił się już przy okazji spin-offu o Michonne i jak widać, od tamtego czasu nikt w Telltale Games nie wysilił się, by wymyślić cokolwiek nowego. To znowu opowieść o grupie niedobitków, którzy szybko przekonują się o tym, że ludzie są dużo większym zagrożeniem niż zombie. Być może dałbym się na to znowu nabrać, gdyby nowe postacie nie były z papieru. Jedyni godni uwagi bohaterowie to bracia Javier i David oraz główna bohaterka serii – Clementine.

A New Frontier pokazuje pod koniec gry podsumowanie naszej przygody. Opowiada jakiego rodziaju była nasza relacja z bratem i szwagierką, podsumowuje relacje z drugoplanowymi postaciami i przede wszystkim – mówi jak zmieniła się Clementine podczas tego sezonu. To eleganckie zakończenie rodem z Fallout zdaje się sugerować, że tym razem nasze decyzje mają o wiele większy wpływ na rozwój fabuły. Żeby jednak to sprawdzić, musiałbym zrobić drugie podejście do gry, a tego nie zamierzam. To byłaby dla mnie absolutna strata czasu. Powiedzmy sobie szczerze – już na tym etapie recenzji odradzam tę grę każdemu.

Nie zauważyłem znaczącego wpływu podejmowanych przeze mnie decyzji na rozwój fabuły, bo ewidentnie wyreżyserowane sceny prowadziły najczęściej do jednego rezultatu. Co gorsza, jeżeli w grze są różne ścieżki, to scenarzyści kompletnie sobie z nimi nie poradzili. Nie raz zdarzało mi się umiejętnie przeprowadzić dialog i przekonać kogoś do mojej postawy, tylko po to, żeby w kolejnej scenie mieć z tą postacią spięcie. Nie wiem po co starałem się pogodzić z bratem i zrozumieć jego zachowanie, skoro twórcy uznali, że i tak zrobią z niego dupka i nie pozwolili mi dogadać się z nim tak, jakbym tego chciał. Są też mniej ważne momenty, które gryzą się z tym, co widzieliśmy jeszcze przed chwilą w poprzednich scenach. W pewnym momencie, krótko po wyznaniu miłości pewnej kobiecie, mamy możliwość poflirtowania z homoseksualnym kompanem, niczym w serii Mass Effect. Zakładam, że fajnie mogłoby to się zgrać w sytuacji, kiedy powiedziałbym, że owej pani nie kocham. Jednak w mojej wersji historii ten flirt po prostu kłócił się ze scenariuszem – a takich momentów było więcej.

Ta gra to festiwal lenistwa i błędów. Jakiekolwiek elementy przygodówkowe nie istnieją, a klikanie na przedmiotach ma tylko wydłużyć czas zabawy. Zabieg ten jest do tego stopnia bezczelny, że nawet wiedząc, jaki przedmiot jest potrzebny, gracz go nie podniesie, dopóki nie przyjrzy się wszystkim innym obecnym na planszy. Pozostaje więc zabawa z QTE, ale te sekwencje są zbyt proste, nawet jak na gry Telltale. Rodzi się więc pytanie, po co właściwie dostajemy te ubogie sekwencje gameplayowe. Nie lepiej oglądać to, co dzieje się na ekranie i prowadzić dialogi? Chociaż z dialogami też nie jest najlepiej. Wybory rzadko kiedy sugerują, co tak naprawdę powie nasza postać, przez co często myśląc, że wybieramy dobrze, dowiadujemy się, że Javier zachowuje się zupełnie inaczej niż chcieliśmy. To bardzo irytujące, zwłaszcza, że często wpływamy na kogoś / coś tylko jednym zdaniem. Tak się nie robi…

A błędy? Przynajmniej raz w każdym epizodzie gra wysypała mi się do pulpitu. Animacje są fatalne. W trakcie grania pojawia się masa glitchy, a w pewnej sekwencji zobaczyłem nawet, że postać, która zginęła w poprzednim odcinku, jakby nigdy nic maszeruje sobie razem z moją drużyną, bo gra zapomniała, że nie powinno jej w tej scenie być. To już naprawdę są błędy, na które nie należy przymykać oczu. Nie wspomnę nawet o fatalnych decyzjach scenariuszowych, które często oferują powrót jakiejś postaci na chwilę, tylko po to, by zaraz mogła zginąć w głupi sposób. Śmierć kolejnych członków drużyny już nawet nikogo nie przejmuje, bo często jest wymuszona i zakrawa na kpinę. Wszystko, byleby szokować i przejąć gracza, niestety gra wcale nie wywołuje takiego efektu. Przy okazji grania w Game of Thrones to jeszcze irytowało, teraz tylko śmieszy. Szkoda czasu.

Autor: Prez

Platforma: PC / PS4 / Xone

The Walking Dead: A new Frontier / Deweloper: Telltale Games / Wydawca: Telltale Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Telltale Games.

  • Jędrzej Mąkosa

    Poddałem się po pierwszym sezonie. Od Telltale to tylko Wolf Among Us i Tales from the Borderlands, a i to z promocji!

  • ryuk

    Przez chwile zastanawiałem się czy nie brać jest teraz w promocji na psn ale poczekam na większa przecenę.

    • Prez

      Cieszę się, że trafiliśmy z recenzją w dobrym momencie 🙂

  • Karol Rychwalski

    Właśnie się niedawno zastanawiałem czy brać, bo Batman mnie rozczarował. Z drugiego sezonu TWD (w przeciwienstwie do pierwszego) tez niewiele pamiętam. No to mam jasność. Chyba z Michonne się spróbuję przemęczyć, bo na jakiejś promocji kupiłem.

  • Silent Berserker

    Wszystkie gry od TT pieknie przechodze na Youtube. Od zawsze.

  • Rudy_Rydz

    Pierwszy sezon to było coś nowego i naprawdę mi się podobało. Gdy wyszedł drugi sezon na rynku było już trochę tych gier, a sama gra jakościowo odbiegała od pierwowzoru i mnie zwyczajnie zmęczyła. Po Life is Strange (które mnie osobiście zawiodło) powiedziałem, że nie tknę więcej takich epizodycznych przygód gdyż zwyczajnie w świecie ja chcę w gry grać, a nie je oglądać wciskając jakiś przycisk co kilkanaście minut. Twoja recka utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze robię. 🙂

    • Prez

      Cieszę się, że pomogłem. Przy okazji dzięki za Twoją opinię o LiS – po pierwszym odcinku olałem temat i tylko uświadczyłeś mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem.