The Surge

Warrena, naszego bohatera, poznajemy podczas interaktywnego zawiązania akcji. Poruszamy się na wózku inwalidzkim, w kompleksie, który przypomina bardziej Black Mesa, niż to, co próbują nam powiedzieć o siedzibie Creo reklamy telebimów. Przyjechaliśmy tu do pracy i w zamian otrzymać mamy egzoszkielet, dzięki któremu znów zaczniemy chodzić. W The Surge nie ma klas postaci, dostajemy tylko złudny wybór stanowiska, na jakim chcemy pracować: technik lub operator maszyn ciężkich. Nie ma to znaczenia, gdyż dodatkowe części do egzoszkieletu zdobędziemy do obu zestawów dokładnie w taki sam sposób – mordując ich poprzednich właścicieli. Jak się szybko okazuje, przywrócenie zdolności chodzenia nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Warren już nigdy nie zdejmie z siebie ubrań, w których przyszedł. Zostaną one na żywca przywiercone do jego ciała.

Części do egzoszkieletu zdobędziemy ucinając kończyny przeciwnikom. Warto tu wspomnieć, że podczas starć możemy wybrać miejsce, w które uderzymy swoim atakiem. Wtedy, w trakcie bójki, rośnie nam dodatkowy pasek energii. Gdy odpowiednio go naładujemy, oraz znacząco obniżmy życie przeciwnika, możemy wykonać na nim egzekucję. Wiążą się z tym dwie mechaniki. Pierwsza – większość wrogów ma odsłonięte i zakryte części ciała. Trafiając we fragmenty bez pancerza, zadajemy podwójne obrażenia, ale energia rośnie wolniej. Uderzając w zabezpieczone elementy, nie tylko nabijamy sobie pasek egzekucji, ale też dochodzimy tu do drugiej mechaniki – mamy większą szansę na pozyskanie tej konkretnej części do craftingu.

Jeśli chcecie otrzymać ulepszenie dla nóg – musicie ucinać nogi. Bardzo pragniecie mieć coś na głowę – wtedy głowy przeciwników polecą często i gęsto. W ten sposób odblokujecie nowe schematy, z których skorzystacie w punktach OPS. Tam, za ciężko zarobiony złom, zbudujecie i ulepszycie wszystko, co tylko odblokowaliście. Niektóre bronie można zdobyć wyłącznie poprzez ucięcie ręki odpowiedniemu przeciwnikowi. Na pewno pomaga fakt, że ci odradzają się po każdym użyciu stacji medycznej, dostępnej również w OPS. W tytule występuje tylko jedna, wspomniana wyżej waluta – złom. W przypadku śmierci zostaje on na ziemi i mamy tylko 2,5 minuty na dobiegnięcie do niego. Warto wspomnieć, że zabijając wrogów, ten czas się wydłuża. Jest to ciekawe rozwiązanie.

We wspomnianych punktach OPS nie tylko stworzymy nowy pancerz, czy ulepszymy broń. Odnowimy także życie oraz używane apteczki, których jest kilka rodzajów. Żeby móc korzystać z większej ich liczby, trzeba znajdować nowe implanty. Z kolei, aby móc je zamontować winno się rozwijać postać, a dokładnie poziom rdzenia egzoszkieletu. Nowe poziomy pozwalają nam zdobywać dostęp do nowych, nieobowiązkowych miejscówek, korzystać z większej ilość implantów i lepszych ulepszeń pancerza. Wszystko zasilane jest z rdzenia. Może się więc zdarzyć sytuacja, w której zabraknie prądu na opatulenie prawej nogi i ta będzie hasać w samych dżinsach.

Podczas gry wymieniamy nie tylko pancerze, ale i żelastwo do walki. Jeszcze przed premierą pojawiły się obawy o ilość dostępnej w grze broni, jednak moim zdaniem pięć kategorii, kompletnie różniących się od siebie zabawek to wynik całkiem przyzwoity. Ponadto, dość szybko wypróbujemy po przedstawicielu każdej z klasy oręża. Te ostatnie różnią się szybkością ataku, obrażeniami czy impetem uderzenia. Duża wartość impetu potrafi spowodować, że przeciwnikowi nie uda się zadać ciosu albo upadnie na kolano (wtedy można zadać mu dodatkowy cios). To, że każda broń zużywa inną ilość paska staminy, wspominam tylko z poczucia dziennikarskiego obowiązku – bo to raczej oczywiste w tego typu produkcji.

Wspominałem o odcinaniu kończyn, a nie powiedziałem za dużo o atakowaniu. Wiecie już, że wybieramy sobie część ciała, na którą spadnie cios. Tych są dwa rodzaje – poziome i pionowe. Poziome można nazwać szybkimi / lekkimi, a pionowe wolnymi / ciężkimi. W tym drugim przypadku wykonamy także ładowane uderzenie, zadające jeszcze więcej obrażeń. Do tego dochodzą uniki w przód i tył, blok i kucanie, oraz podskakiwanie. Dwa ostatnie przydają się w starciach z większymi przeciwnikami, kiedy blok nie uratuje nas od straty punktów życia. Wtedy wykonujemy, którąś z tych czynności i pozostając blisko wroga, możemy błyskawicznie wyprowadzić kontrę. Fajny patent! W teorii możemy skakać, ale już nie wespniemy się na nic. Zagadek przestrzennych jest jednak dość sporo i warto pohasać to tu, to tam, w poszukiwaniu przedmiotów.

Gra jest bardzo wymagająca, żeby nie powiedzieć trudna. Nie do końca też wszystko tłumaczy tak jak trzeba. Wpisuje się to jednak w konwencję i fabułę. Historia nie porywa. Ot, budzimy się po scaleniu z egzoszkieletem, a dookoła panuje chaos. Roboty zwariowały, część personelu oszalała i zamieniła się w egzozombie. Placówka została odcięta od świata zewnętrznego, komunikacja jest zerwana. Niektórym jednak się udało i spotykamy na swojej drodze postacie niezależne. Nikt wśród nich nie jest jednak godny zapamiętania. Pomagamy każdemu licząc na super nagrody, ale tych nie ma. Tytuł nie informuje gdzie iść. Wszystkiego trzeba domyślić się samemu. Powrót do rozgrywki po przerwie większej niż dwa, trzy dni, to trudna sprawa…

A to dlatego, że mapy są bardzo rozbudowane. Ilość skrótów i połączeń jest spora. W niektóre miejsca wraca się po kilku godzinach. Jest trochę backtrackingu, ale nie jest irytujący. Co najwyżej sprawia, że jesteśmy lekko zagubieni. Próbowałem nawet rysować sobie mapy, ale ilość dróg w pionie i poziomie jest tak duża, że nic nie mogłem później zrozumieć z własnych bazgrołów. W moim odczuciu projekt miejscówek to duży plus gry. Między lokacjami przemieszczamy się środkami komunikacji i robimy to w dowolnej chwili. Nie tworzą one spójnego, otwartego świata, ale nie przeszkadza to w niczym. Na pewno nie ma się wrażenia liniowości czy tunelowości.

Na koniec wspomnę o grafice, która nie jest może topowa, ale nie odrzuca. The Surge także zaskoczyć fajnym widoczkiem, czy malunkiem na ścianie. Niesamowite są wszystkie ciemne miejscówki, które należy rozświetlić zerwanym wcześniej z wrogów napierśnikiem. Bossowie są bardzo trudni i wymagający. Szeregowi pracownicy potrafią czasem się zaciąć w drodze do nas, ale biją mocno i uczciwie. Jeśli nie macie cierpliwości to ta gra szybko was odrzuci. Dla mnie jednak to kolejna udana próba zrobienia czegoś podobnego do serii SoulsBorne, jednocześnie mająca autorskie pomysły i obudowująca rozgrywkę dookoła nich. Nie ma się tu wrażenia, że coś zostało dodane na siłę. Nic nie krzyczy „jestem tu po to, byście nie powiedzieli, że to plagiat”. Osobiście The Surge podoba mi się bardziej od Lords of the Fallen. To nie jest obowiązkowa gra dla nikogo, nawet dla fanów Soulsów, ale jest to na tyle dobry tytuł, że chętnie go polecę.

Autor: Winfrid

Platforma: PC, PS4, Xone

The Surge / Deweloper: Deck13 Interactive / Wydawca: Focus Home Interactive / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od polskiego dystrybutora – firmy cdp.pl.