The Beast Inside

Debiuty nigdy nie są łatwe ale polskie Illusion Ray na szczęście poradziło sobie ze swoim znakomicie. Kiedy jednak spojrzy się na ludzi odpowiedzialnych za tę grę, pojawią się nazwiska znane m.in. z The Farm 51 czy Platige Image. A to oznacza, że pomimo studyjnego debiutu, ci ludzie znają się na swojej robocie. The Beast Inside to kawał solidnego kodu. Dlaczego? Po odpowiedź jak zawsze zapraszam do następnych akapitów.

The Beast Inside to horror i gra przygodowa, w której czekają na nas różne zagadki do rozwiązania. Wszystkie elementy tego tytułu świetnie ze sobą współgrają, a całość tworzy coś po prostu fantastycznego. A o czym tak w ogóle jest całość? Przygoda rozpoczyna się w roku 1979. Wcielamy się w Adama, kryptoanalityka CIA, który wraz ze swoją żoną przenosi się do Blackstone, by móc w spokoju pracować nad łamaniem szyfrów. Szyfrów, które są kluczem do wygrania zimnej wojny. Jego przełożeni nie chcieli się na to zgodzić, ale ostatecznie mu ulegli. Zaczynamy więc od krótkiej sceny, w której dojeżdżamy na miejsce i bierzemy się za porządki. Szukając farby na strychu znajdujemy dziennik Nicholasa Hyde.

Wtedy przenosimy się do XIX wieku i właśnie jako Nicholas przechadzamy się po opuszczonej posiadłości (tej samej, do której w wieku XX przenieśli się Adam wraz z Emmą). Potrzebujemy więc zapałek do rozpalania świec oraz nafty do lampy, żeby móc oświetlać sobie nią drogę. Nastrój niepokoju towarzyszy nam od momentu wejścia w ciało Nicholasa. Jest ciemno, za oknem wieje, a dziwne odgłosy pomału się nasilają. Więcej historii zdradzać nie będę, ale powiem jedno – ta gra ma kapitalną fabułę, a każda znajdźka lub przedmiot może być obejrzana z każdej strony. Niektóre z nich można sprawdzić, dzięki czemu dowiadujemy się więcej o przeszłości naszych postaci. Rozgrywka toczy się również poza posiadłością, czekają więc na was inne tereny do odkrycia.

Oprawa audiowizualna zasługuje na brawa. Gra świetnie sobie radzi nawet na moim kilkuletnim już sprzęcie, a przy tym bardzo dobrze wygląda. Klimat, który powstaje dzięki oprawie jest po prostu fenomenalny. Przykład? Proszę bardzo. Środek nocy, idę Nicholasem przez podwórze. Jedynym światłem jest lampa, w której kończy mi się nafta. Dopiero skończyło padać, pod moimi butami słyszę jak każdy krok wpada w błoto. Przy szopie majaczy jakiś dziwny cień, wyglądający jak człowiek. Podchodzę bliżej, chyba jednak nikogo tu nie ma. Odwracam się i widzę, że ktoś stoi przy studni, po czym rusza w kierunku mojego domu. W szopie znajduję zakrwawione przedmioty i wskazówkę. Wracam do siebie, dziwna postać przygląda się obrazowi mojego ojca na ścianie, po czym znika, gdy Nicholas zaczyna krzyczeć. I choć minęło już trochę od chwili, gdy przeżyłem to w środku nocy, grając ze słuchawkami na uszach, pisząc o tym mam ciarki. Uwielbiam takie gry, uwielbiam klimat, który wylewa się wręcz z ekranu monitora. Myślę, że więcej na temat oprawy pisać nie trzeba – twórcy dali z siebie maksimum. To widać i słychać.

A jak wyglądają mechanizmy rozgrywki podczas zabawy? Tutaj kolejne świetne ruchy ze strony Illusion Ray. Jak już wspomniałem – wiele przedmiotów można podnieść, obrócić, obejrzeć z każdej strony. Podczas rozwiązywania zagadek trafiłem też na taką, w której musiałem ściągnąć drabinę za pomocą liny z hakiem, ruszać dobrze gałką od pada, by otworzyć wytrychem drzwi. Takich rzeczy jest tu całkiem sporo, a każda z zagadek została przemyślana i odpowiednio zaimplementowana do gry. A łamanie szyfrów… Po prostu zagrajcie i sami to wszystko odkryjcie. Jak w każdym horrorze, czekają na was poczwary, które tylko czyhają na nasz żywot. Możecie przed nimi uciekać lub chować się, ale możecie również do nich strzelać z rewolweru. Amunicji jednak jest tak mało, że proponuję ją sobie zostawić jako ostateczność.

I tak właśnie wygląda, brzmi i straszy The Beast Inside. Gra, o której nie napisałem jeszcze ani pół złego słowa. I zastanawiam się, czy w ogóle napisać. Bo niby mógłbym się przyczepić, że chciałbym więcej muzyki, która dopełniłaby tego dzieła. Mógłbym, ale po co? Illusion Ray, jeśli kiedykolwiek to przeczytacie – DZIĘKUJĘ WAM ZA TEN TYTUŁ. Po wielu grach, w których strach jest taki sam – Wy pokazaliście, że da się to zrobić jeszcze lepiej. Na tyle lepiej, że recenzent piszący tekst ma ciarki, gdy przypomni sobie niektóre widziane sceny.

Autor: Krzysiek “Hader” Tałajczyk

Platforma: PC

The Beast Inside / Producent: Illusion Ray / Wydawca: Movie Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Evolve PR.

  • Łukasz Smaga

    Przeczytałem. Dziękuje za komentarz.

    • Krzysiek Talajczyk

      To ja dziękuję. Obym miał sposobność zagrać w kolejną Waszą grę 🙂