SUPERHOT

Wylewająca się z ekranu biel, czarny błyszczący pistolet w ręce i kolejne, napływające fale rubinowych żołnierzy, których jedynym celem jest totalna anihilacja twojej osoby. Strzelasz, widzisz czerwoną smugę trajektorii lotu pocisku, a wróg rozsypuje się na setki drobnych kawałków. Kierujesz się dalej, skręcasz w lewo, potem w prawo i trafiasz na półotwartą przestrzeń magazynową. Robisz trzy kroki naprzód, a zza rogu wyłania się kolejny przeciwnik – strzelasz. Cholera, magazynek pusty i wszystkie pestki wystrzelane, a ty chyba jesteś w przysłowiowej dupie. Twój oponent stoi w bezruchu i masz wrażenie, jakby czas stanął w miejscu. Myślisz naprędce co zrobić i jedyne, co przychodzi Ci do głowy, to rzut gnatem prosto w twarz przeciwnika. Nie masz już nic do stracenia. Trafiasz, a on wykręca się w bolesnym grymasie, wypuszczając ze swoich dłoni zabójczą dubeltówkę. Efektownie łapiesz ją w powietrzu, odbezpieczasz i robisz z faceta czerwony durszlak. Z nieba zaczyna spadać karmazynowy deszcz, a ty z bananem na twarzy idziesz dalej.

SUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOTSUPERHOT

Prototyp SUPERHOT powstał przeszło dwa lata temu, podczas imprezy 7DFPS, gdzie w ciągu siedmiu dni ludzie, podzieleni na ekipy, mieli stworzyć działający projekt strzelanki. Pierwowzór hitu ostatnich tygodni z miejsca wzbudził podziw, a twórcy za pomocą Kickstartera czym prędzej zebrali odpowiednią ilość baksów i zapowiedzieli, że zabierają się za stworzenie shootera z krwi i kości. O grze słyszeliśmy coraz częściej i coraz więcej, choć tak naprawdę nikt nie wiedział, z czym będzie się to jadło. Teraz, kiedy rodzimy produkt ukończyłem dwa razy, wiem znacznie więcej. Nieważne jest, czy potraktujecie SUPERHOT jako smakowitą przystawkę, zupę czy danie główne. To tytuł, który obroni się z każdej pozycji. Obroni się swoją unikalnością, świeżością i podejściem do gracza. Owszem, niektóre z elementów jakie tu odnajdziemy, można było spotkać wcześniej, nie mogę temu zaprzeczyć. Tylko co z tego, skoro dopiero łodzianie połączyli ów składniki w sposób godny szefa kuchni z restauracji najwyższej, światowej klasy i zaserwowali nam kolejną perełkę polskiego gamedevu.

Przyznam się bez bicia, nie chwyciła mnie gorączka związana z SUPERHOT, a grę kupiłem w dużej mierze z ciekawości. Niewielki, jak na współczesne realia, plik pobrał się w ciągu kilku chwil, a nim zdążyłem zaparzyć świeżej kawy, całość czekała na mnie w folderze z aplikacjami. Gdy odpaliłem tytuł, musiałem oswoić się z tym, co widzę. Zamiast modnie zaprojektowanego menu z klasycznym podziałem, dostałem coś na wzór pulpitu MS DOS, po którym najłatwiej poruszać się za pomocą strzałek na klawiaturze. Upewniłem się więc, czy aby na pewno odpaliłem to, co trzeba, a kiedy wszystko zostało potwierdzone, rozpocząłem nową grę, klikając w plik o nazwie superhot.exe. To jednak nie rozpoczęło właściwej gry, tylko włączyło okno dialogowe z moim znajomym, który informuje mnie, że znalazł rewelacyjną strzelankę, w którą i ja muszę zagrać. Cóż, długo nie trzeba było mnie namawiać, choć tajemniczy rozmówca powróci jeszcze kilka razy.

Znalazłem się w sterylnym, białym pomieszczeniu, w dłoniach dzierżąc wspomniany na początku tekstu pistolet. Zapewne pierwszym, co rzuci się wam w oczy, będzie oprawa wizualna, jeden z bardziej problematycznych aspektów SUPERHOT. Ciężko bowiem określić ją mianem brzydkiej, ale też nie da się o niej powiedzieć piękna. Całość, niczym u Kieślowskiego, zamyka się w trzech kolorach, jakimi są tutaj czarny, czerwony i biały. Pierwszym, oblano tu wszelkiego rodzaju pukawki i broń do walki kontaktowej. Czerwoną  barwę podarowano wrogom. Na koniec zostaje nam czystość bieli, która po prostu stanowi idealny kontrast do reszty. Przy pierwszych spojrzeniach w monitor, zdawać się może, jakby przy produkcji SUPERHOT ktoś zaspał i zapomniał nałożyć tekstury na gotowe modele.

Jest to jednak złudzenie, ponieważ gdy tylko zbliżymy się do ścian i reszty elementów, to zauważymy, że większość z nich ma tutaj swoją unikalną fakturę. Inni są również w przeciwnicy – zupełnie oryginalni. Wyobraźcie więc sobie czerwone, niesymetryczne bryły, a następnie połączcie je ze sobą w sposób taki, by oczom Waszej wyobraźni ukazał się prosty model postaci. Macie już w głowie jakiś zlepek figur, kształtem przypominający człowieka? Właśnie takie nieokreślone płciowo jednostki będziemy rozsmarowywać na ścianach do końca gry. I wiecie co, ktoś mógłby powiedzieć, że developer poszedł na łatwiznę, tworząc armię nieszczegółowych klonów. Mnie jednak ta wizja odpowiada i kupuję ją z miejsca. Przede wszystkim, postacie są widoczne na pierwszy rzut oka, a w przypadku takiego tytułu, jest to niezwykle ważne. Nie ma tu czasu i miejsca, by poświęcać kolejne, drogocenne sekundy na rozglądanie się po planszy. A zresztą, czyż nie jest pięknym, widok ukatrupionej, ludzkiej Piñaty? Z chwilą pozbycia się pierwszego przeciwnika zrozumiecie, co mam na myśli, ale zaufajcie mi – banan na gębie gwarantowany.

Osobnym smaczkiem są także artefakty graficzne, które co jakiś czas wyświetlają się na ekranie naszego komputera. Wprowadzają chaos, burzą ład i utwierdzają nas w przekonaniu, jakobyśmy grali w tytuł, który wciąż nie wyszedł z fazy produkcji. Dobra, ile można pisać o grafice, skoro tuż za rogiem czeka jeszcze kwestia oprawy audio. Ta, zasługuje na order z ziemniaka, pietruszki czy innego selera (wybaczcie, za dużo gram ostatnio w Stardew Valley) i przy pierwszej możliwej okazji, wręczę go twórcom. Choć podczas przechodzenia kolejnych etapów nie będzie wam przygrywać żadna przyjemna melodia, to wierzcie mi, udźwiękowienie w SUPERHOT jest po prostu SUPERHOT. Wystrzały, niesamowity “dźwięk ciszy”, czy choćby odgłos tłuczonego szkła, który towarzyszy śmierciom kolejnych antagonistów. Swoją drogą, wymiany ognia niejednokrotnie przypominały mi napięciem i atmosferą filmy Tarantino. To dziwna mieszanka satysfakcji z rozwalania łbów, poczucia własnej śmiertelności i ciągłego oddechu na naszym karku.

“SUPERHOT IS THE MOST INNOVATIVE SHOOTER I’VE PLAYED IN YEARS!”

A jak prezentuje się sama rozgrywka w tej niezależnej strzelance? Cóż, głównym hasłem promocyjnym był tutaj fakt, że czas w grze płynie tylko wtedy, kiedy sami się poruszamy. I choć twórcy nieco mijają się tu z prawdą, ponieważ czas “jedynie” spowalnia do minimum, to wszystko i tak robi niemałe wrażenie. Kiedy bowiem znajdziemy się pośród wrogów, wystarczy po prostu stanąć i szybko opracować plan, który pozwoli nam przetrwać. Nie wolno nam jednak się obrócić, by ocenić sytuację na tyłach, ponieważ każda wykonywana w grze akcja znacząco przyśpiesza ruch wskazówek zegara. Jeden fałszywy obrót i poczujemy, jak zimno metalowej kuli przeszywa naszą skórę, posyła na posadzkę i żegna z zabawą. Przyznaję, wykonanie tego elementu zrobiło na mnie wrażenie i sprawiło, że rozumiem doskonale, czemu SUPERHOT zasługuje na miano gry nietuzinkowej.

Może to nieco zaskakujące, ale moje największe obawy wiązały się ze samym strzelaniem. Sądziłem, że pośród całego gadania o innowacji i oryginalności, twórcy mogą zapomnieć, że rdzeniem każdej strzelanki jest nic innego, jak właśnie strzelanie. Developerowi udało się jednak wyjść i z tego aspektu obronną ręką, ponieważ tytuł jest bardzo dobrze zbalansowany. Tempo strzelanin jest zrównoważone, rzadko kiedy nas męczy, a z racji tego, że zwykły pistolet ma zaledwie cztery naboje w magazynku, wciąż wymaga od nas racjonalnego myślenia i planowania akcji na trzy sytuacje w przód. Strzela się fajnie, efektownie i lekko.

Niestety, by nie było tak różowo, muszę także wspomnieć o tym, co zdecydowanie mi się nie spodobało. O ile nie mam zastrzeżeń do broni palnej i walki gołymi pięściami, o tyle mechanika pojedynków przy użyciu broni białej jest dla mnie lekkim zawodem. Pewnie, fajnie biega się z ostrzejszą niż brzytwa kataną i bez chwili zastanowienia tnie kolejne zastępy bydlaków. Szkoda jednak, że na bieganiu się przyjemności kończą. Przez całą grę, miałem wrażenie, że coś zostało schrzanione w kwestii hitboxów. Owszem, rubinowy pajac w spotkaniu z ostrzem zawsze żegna się z połową ciała, jednak odczucie towarzyszące temu jest dziwne, zupełnie niesatysfakcjonujące. W najmniejszym stopniu nie czuć oporu ciała, które w dodatku zawsze rozcina się w innym kierunku niż ten, którego byśmy oczekiwali, obserwując ekran. Może to mój osobisty problem, więc napiszcie w komentarzach, czy tylko mi się zdaje, czy faktycznie coś jest na rzeczy.

SUPERHOT nie podąża trendem wrzucania otwartego świata do wszystkiego włącznie z Tetrisem i podzielone zostało na trzydzieści cztery krótkie poziomy. Tak, gra do długich nie należy, a mi udało się ją ukończyć w niecałe dwie godziny. Były co prawda naszpikowane adrenaliną i bardzo przyjemnie spędzone, ale wciąż więcej czasu spędzam na podróży komunikacją miejską niż przy przechodzeniu “kampanii” dla pojedynczego gracza. Całe szczęście, z pomocą przychodzą nam wyzwania oraz tryb “endless mode”, które odblokowują się po ukończeniu tytułu. W tych pierwszych, jak sama nazwa wskazuje, będziemy nabijać jak najlepszy wynik, przy okazji spełniając wymogi postawione przez twórców. Drugi tryb pozwala nam nabijać licznik zabójstw w odpowiednim czasie i rzeczywiście, wciąga niczym bagna Everglades. Z każdą kolejną śmiercią, bez namysłu klikałem lewy przycisk myszy i grałem dalej.

Po skończeniu jest więc co robić i w przeciwieństwie do wydanych niedawno Firewatch i Layers of Fear, gra wcale nie kończy się po chwili. Zresztą, jeżeli wiedziałbym przed zakupem ile zajmie mi ukończenie SUPERHOT to i tak wyłożyłbym pieniądze ponownie. Zrobiłbym tak z bardzo prostego i oczywistego powodu – bawiłem się przy niej rewelacyjnie. Twórcom udało się do prostej gry wrzucić solidną fabułę, świetną mechanikę i miłą dla oka oprawę. Co więcej, pozycja od początku do końca jest przemyślana i wie, co chce nam przekazać. Na każdym kroku słyszymy, że gra ma nad nami kontrolę i pokazuje to kiedy tylko chce. Pamiętam poziom, który rozpoczyna się w zamkniętej celi, a tytuł musztruje nas mówiąc, kiedy mamy chodzić bez celu, kiedy wolno nam stanąć i w którym momencie dostaniemy pozwolenie na wyjście do menu. Tak, czasami sztuczna inteligencja blokuje działania klawisza escape. Raz nawet zadrwiła sobie ze mnie na poziomie mistrzowskim i zmusiła mnie do wyłączenia i ponownego uruchomienia! Takich akcji jest dużo więcej i niejednokrotnie z niecierpliwością czekałem na kolejne.

Takie właśnie jest SUPERHOT. Proste, przyjemne, ciekawie wyglądające i wciągające. Dla jednych będzie zwykłą strzelanką, inni odnajdą tu głębie fabularną i nawiązania do współczesnego świata. Ja jestem zdania, że to solidny indyk z dobrym pomysłem na siebie i porządnym wykonaniem. Oceniłem i zrecenzowałem łódzką produkcję tak, jak jest reklamowana – jako coś nowego. I wiecie co, broni się z najwyższą klasą.

Autor: Tytus Stobiński

Platforma: PC

SUPERHOT / Deweloper: SUPERHOT team / Wydawca: SUPERHOT team / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Evolve PR.