Strzały Winfrida #9: Nekrotancerz

Metacritic mówi mi, że Crypt of the Necrodancer uzyskał średnią 87% wśród recenzentów. Użytkownicy są odrobinę mniej zadowoleni, u nich średnia wynosi 78%. W najnowszym numerze CD-Action, sławna ostatnimi czasy z afery w internetach, 9Kier wystawiła grze ocenę 9/10 i twierdzi, że jest to bez mała objawienie wśród gier rougelike. Na Steamie tytuł jest w tej chwili na trzecim miejscu najlepiej ocenianych gier.

Cóż więc robi fan rogalików? Prosi o możliwość zrecenzowania tego mesjasza gier indie. Ale najpierw, co to w ogóle są rogaliki? Jakie mają nadzienie? Czy są z ciasta francuskiego, czy drożdżowego? Nic z tych rzeczy – gry roguelike cechują się generycznie budowanymi mapami. Za każdym razem mimo złożenia z tych samych klocków układ mapy jest inny, przeciwnicy są losowo porozrzucani, przedmioty, wydarzenia, wszystko za każdym razem jest tworzone na nowo. Ginie się tu często, tracąc wszystko, co zebrało się do tej pory daną postacią. Wyjątkiem są potężne artefakty i uratowane nowe postacie. Zaprawdę powiadam Wam: kocham ten gatunek. Są to gry szybkie, intensywne, dają sporo radości, kiedy osiąga się sukces. Gry takie jak Hack, Slash, Loot, FTL: Faster Than Light, czy Risk of Rain wyciągnęły mi sporo godzin z życiorysu. Czym różni się od nich Krypta Nekrotancerza?

Zapewne zauważyliście słowo „dancer” w tytule gry. Tak, rogalik ten to połączenie gry rytmicznej z typowym przedstawicielem gatunku. Rytmiczność objawia się poprzez bijące na dole ekranu serce w rytm muzyki. W zależności od jej tempa do serca nadlatują akcenty, powinniśmy więc ruszać się dokładnie w momencie, gdy akcenty osiągną bijące serce. Co ważne, oprócz do oryginalnego soundtracku gry, który według recenzentów jest genialny, możemy tańczyć, tfu, walczyć i poruszać się w rytm własnej muzyki, którą można dorzucić do gry – będziecie więc mogli bawić się w rytm ulubionych przebojów disco polo. Co się stanie, gdy nie trafimy w nutkę? Tracimy mnożnik zwiększający ilość zdobywanego złota. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy nie ruszyliśmy się wcale, czy może zrobiliśmy to w niewłaściwym momencie. Atak następuje automatycznie przy styczności z wrogami, których rodzajów jest całkiem sporo. Akcje specjalne na klawiaturze należy wykonać poprzez wciśnięcie na raz dwóch strzałek. Całość sterowania na klawiaturze odbywa się wyłącznie na strzałkach. Podczas poruszania się możemy burzyć część ścian, zwłaszcza po ulepszeniu łopaty.

Do tej pory wydawało mi się, że mam całkiem dobry słuch, że czuję rytm i mam nie lada zagwozdkę, czy to mi słoń nadepnął na ucho, czy jednak coś jest nie tak z tym skakaniem do rytmu? Co z tego, że jest 10 postaci do wyboru, kiedy na starcie są dwie, a przy próbie odblokowania nowej ginąłem? Czasem, kiedy zdobyłem klucz pozwalający otworzyć klatkę z nową postacią, nie mogłem na mapie tej klatki znaleźć. Ginąłem też, kiedy znajdowałem klatkę, znajdowałem sklep z kluczem, ale nie byłem w stanie uzbierać wystarczającej liczby monet. A to zjadał mnie smok, a to szkielet, a to inny blob. W grze jest trochę broni do kupienia, część oręża można po prostu znaleźć. Jak to w rogalikach bywa, każda ma swoje zalety i wady. Jest np. miecz, który zadaje dodatkowe obrażenia świeżo po podniesieniu monet. Wśród dostępnych postaci jest jedna, która traci życia za zbieranie monet. Dlatego trzeba uważnie czytać opisy przedmiotów, które, muszę przyznać, są zwięzłe i dobrze napisane. Postacie są naprawdę ciekawe: jest chociażby bard, który sprawia, że wrogowie ruszają się tylko wtedy, gdy my to robimy. Ciekawych postaci jest więcej, ale co z tego, skoro czytałem o nich tylko w innych recenzjach, bo sam nie mogłem ich odblokować?

Nekrotancerz jest dla mnie kompletnie niegrywalny. Nie trafiam w rytm, kiedy próbuję się ogarnąć, to nutki mi umykają, znów tracę flow. Próbuję skakać i trafiam przeciwnika, ale czemu on trafia mnie? Czemu raz nic się nie dzieje, innym razem zabiera mi życie w identycznej sytuacji? Frustruję się tylko napisami na ekranie, że straciłem mnożnik. Monety nie wpadają. Nie mogę nic kupić. Ale idę do sklepu nawet bez kasy, bo zdecydowanie najlepszym momentem w grze jest wizyta w sklepie, gdzie sprzedawca, dżin na latającym dywanie, głośno nuci lecący w tle kawałek. Przyznaję, że była to jedyna rzecz, która koiła moją frustrację spowodowaną obcowaniem z tym tytułem.

W grze pomysły są naprawdę dobre. Artefakty można znaleźć bądź kupić za diamenty (druga waluta w Krypcie). Odblokowuje się też kolejnych sklepikarzy, których odwiedza się z ekranu startowego. Możemy też wybrać poziom trudności schodząc po schodkach w odpowiednim miejscu. Są tu wyzwania dzienne. Naprawdę jest w tej Krypcie co robić. Nie poradzę nic jednak na to, że najważniejszy element gry, czyli ruch i atak do rytmu, spowodował we mnie tak wiele negatywnych uczuć, których nie wywołał nawet Ancient Dragon z Dark Souls 2, z którym próbowałem się przez 10 dni, dzień w dzień. Autentycznie miałem ochotę coś zniszczyć. Na szczęście opanowywałem się na tyle, żeby grę zwyczajnie wyłączyć. A może to po prostu nie jest gra dla starych ludzi?

PS. Krypta w Mortal Kombat X jest również oparta na takim samym modelu poruszania się po kwadratach i choć ciężko to nazwać grą, to przykuwała mnie do monitora dużo bardziej niż Crypt of the Necrodancer

Grę w wersji PC otrzymaliśmy do recenzji od Evolve PR.

  • Carnifici

    Mocno się dziwię w tym momencie przyznam. Może źle skonfigurowałeś opóźnienia na starcie i przez to taki problem?

    Mnie fakt, zajęło trochę czasu przyzwyczajanie się do gry, nauka sterowania i dobrego zgrywania się z rytmem. Ale z reguły mieściłem się w 10/15 przejściach danego poziomu (wszystkich 3 leveli), by zapamiętać mechanikę ruchów przeciwników i poznać rytm. Dla mnie gra jest na prawdę rewelacyjna. Pomijając fabułę, która po prostu jest, to zarówno soundtrack, różnorodni przeciwnicy, oraz bossowie składają się na na prawdę dobrą grę rytmiczno-rpgową. Nie nazywał bym tego objawieniem czy mesjaszem gier indie, ale potrafi przykuć na dłuższy czas.

    • Prez

      Szybko odbiłem się od Nekrotancerza, bo nie jestem fanem gier rytmicznych, ale muszę przyznać, że ten tytuł ma coś w sobie, co powoduje, że mam ochotę spróbować raz jeszcze – zwłaszcza po filmiku ze śpiewającym Dżinem 🙂

    • Nie każdemu musi wszystko podejść. Nie wiem czy to coś z synchronem na początku. Były momenty, że wsłuchiwałem się w kawałek i naprawdę nie mogłem wyczuć rytmu. Mam w swoim CV taniec towarzyski, nie obce mi są gry roguelike, ani gry rytmiczne. Po prostu tutaj coś nie zatrybiło.