Strzały Winfrida #8: Fight!

Mortal Kombat 9 był jednym z moich najlepszych zakupów na PS3. Był grą, która przypomniała mi dzieciństwo. W zamierzchłych czasach wydałem górę 50-groszówek grając w pierwszą część serii w okropnym barakowozie, w kłębach dymu papierosowego. Nie ważne czy miałeś lat 10, 15 czy 30. Jeśli miałeś magiczny żeton nabyty za groszy pisiont byłeś wielkim wojownikiem biorącym udział w turnieju, który decyduje o losach Ziemi! W ten sam sposób zapoznawałem się z częścią drugą, trzecią, aż do eydcji Trilogy. Dla mnie była to złota era bijatyk, a król był tylko jeden.

Gdy rozpocząłem rozgrywkę w MK9 czułem wszystko to, co za młodu. Radość z wyrywania kręgosłupów, rozczłonkowywania i łamania żeber, kończyn, szczęk… Czy to wyjście z szafy na zasadzie „gram w gry, jestem zwyrolem”? Bynajmniej. Dzięki zastosowaniu odpowiedniej grafiki, oraz samej budowy gameplayu, świadomy gracz w życiu nie przełoży tego co widzi na ekranie na rzeczywistość. Przecież artykuł o tym, że nie można urwać głowy razem z całym kręgosłupem pojawia się przy każdej premierze gry z MK w tytule!

Tak na serio, jest to na pewno tytuł dla dojrzałego odbiorcy, który na pewno jest świadom otaczającego go świata. Ale nie o tym. Kiedy w lipcu 2013 r. zapowiedziano nową część, a jeszcze tego samego roku premierę miała świetna bijatyka Injustice: Gods Among Us, nie pozostawało mi nic innego jak czekać na kontynuację. Wielu uważało, że MK10 to będzie właśnie Injustice ze zmienionymi skinami postaci. Ja wierzyłem. Wiedziałem, że nie będą odcinać kuponów, że się postarają. I tak po prawie równych 4 latach (zabrakło kilku dni) otrzymaliśmy Mortal Kombat X. Czy warto było czekać?

Zanim odpowiem wprost na to pytanie – garść faktów. NetherRealm troszkę namieszało. Z jednej strony wylewamy pomyje na producentów, którzy co roku wydają tą samą grę z nowymi mapami czy składami vide Call of Duty czy FIFA. Z drugiej, gdy tylko ktoś próbuje coś zmienić, patrz DMC, również nikomu się to nie podoba. Wracając do MKX – zbiór znanych i lubianych od lat postaci mocno się uszczuplił. Zastąpieni oni zostali częściowo nowymi twarzami, a częściowo młodzieżą, spokrewnioną z ziemskimi wojownikami. W ten sposób mimo tego, że wszystko nam mówi, że to Mortal Kombat, to gra nowalijkami daje nam poczucie świeżości. Przyznaję, że dołączam do większości głosów w Internecie, iż ciekawsze są postacie z Outworld. Choć doskonale rozumiem wprowadzenie nowych Ziemian. Niby nowi, a jednak dający poczucie bezpieczeństwa tym fanom, którzy nie wyobrażają sobie braku Kabala, Strikera czy Nightwolfa.

Kolejną nowością jest system styli. Każda postać posiada trzy wariacje. Zmieniają się ciosy specjalne, niektóre ataki są osłabiane, inne wzmacniane. Postacie w ramach oficjalnego skina różnią się od siebie. Przykładowo Kano ma inny kolor laserów i podświetleń na ciele w zależności od preferencji. Style walki są zróżnicowane. Niby gramy tą samą postacią, ale wybieramy jakąś specjalizację, w której czujemy się lepiej. Mój ulubiony wojownik – łucznik Kung Jin (Pierwsza oficjalna postać homoseksualna w serii – dop. Prez) wcale nie musi opierać się na strzelaniu. Może za to wywijać łukiem na lewo i prawo, czyniąc nim potężne spustoszenie, jak gdyby walczył roku-shaku-bo (polecam sprawdzić co to!). To naprawdę ciekawy bajer i osobiście lubię czasem zaskoczyć żywego przeciwnika wyborem innego stylu niż dotychczas. Sprawia to też, że dana postać nie musi nam się tak szybko znudzić.

To co gra zapożyczyła od Injustice to interakcje z otoczeniem. Wykonane jest to świetnie. Niektóre są banalne, jak beczka, którą można rzucić. Mi najbardziej podobają się wiszące pnącza, za które można się złapać i poczuć jak Tarzan, po czym pociągnąć z karata przeciwnika. Inną świetną rzeczą są belki, które wyrywa się z otoczenia i okłada nimi przeciwnika robiąc mu małego X-Raya. Choć miło wspominam również mapę, na której fale co jakiś czas wyrzucają topielców, którymi można rzucać. Dodatkowo na krańcach map ale i też pośrodku mamy swego rodzaju „trampoliny”, które pozwalają nam uciec od razów wroga. Kiedy indziej skaczemy by go dopaść. Świetna sprawa.

Przy okazji tekstu o Dead or Alive 5 zapytałem o to, kto gra w bijatyki dla fabuły. Więc dla tych z was, którzy grają, w MKX pojawia się tryb fabularny. Jest jeszcze słabszy od poprzedniego jeśli chodzi o samą historię. Idea jednak pozostała bez zmian. Otrzymujemy po jednej postaci do sterowania i dostajemy fabularnie wmontowane kilka postaci do pokonania i tak 12 razy. Nowością są wplecione QTE, które odrobinę wpływają na to co widzimy na ekranie. Fabuła skupia się na rodzinie Cage i młodych wilkach. Ale poznajemy też losy walk o schedę po Shao Kahnie. Warto jednak przejść tryb fabularny, gdyż po pierwsze możemy zapoznać się z nowymi zawodnikami, a po drugie odblokowujemy w ten sposób postać Shinoka do późniejszego wykorzystania w trakcie walk.

W grze mamy standardowo różne wieże. Brakuje niestety 150 poziomowej z Dziewiątki. Jednak jest w czym wybierać, są tradycyjne wieże, a także takie z modyfikatorami, czy z nagrodami, które mają ograniczenie czasowe na ich ukończenie. Dodatkowo mamy tryb Frakcji. To takie zmagania wszystkich grających w MKX. Opowiadamy się po jednej z pięciu stron konfliktu i zdobywamy dla niej punkty. Raz w tygodniu, strona, która zgromadziła najwięcej punktów, dostaje nagrodę. Są to monety i pierdółki, które odblokowuje się do karty profilu. Ta z kolei składa się z trzech elementów, który każdy zapewnia bonusy w postaci dodatkowego doświadczenia czy monet. W grze ponownie pojawia się Krypta. Jest to mapa po której poruszamy się jak w dawnych dungeon crawlerach. Rozmieszczone są na niej nagrobki, zwłoki i jaja pajęcze, które za monety możemy rozwalić. W ten sposób odblokowujemy nowe fatality i brutality, stroje i bajery do karty postaci. Jest tego ogrom, a po drodze zbieramy artefakty i odblokowujemy przejścia oraz skróty. Taka gra w grze. Można tam wsiąknąć na baaardzo długo, co też mi się kilkakrotnie zdarzyło. Jeśli jednak nie chce się wam ciułać monet zawsze możecie kupić wszystko za 84 zł w Playstation Store. Podsumowując – jest co robić.

Multiplayer działa bardzo dobrze. Rozegrałem sporo pojedynków. Mapy wczytują się błyskawicznie, nie zauważyłem żadnych lagów. Granie z żywym przeciwnikiem daje dużo frajdy, ale też przynosi wymierne korzyści w postaci punktów zbieranych dla Twojej frakcji. Przynajmniej kiedy wygrywasz. Jeśli chodzi o usługi sieciowe, to największy problem jest z serwerami Frakcji, które często odmawiają posłuszeństwa. Szkoda, bo to ciekawy dodatek, a powoduje głównie frustrację.

Dla tych, którzy wciąż czekają na jednoznaczną odpowiedź, czy warto było czekać, odpowiadam WARTO BYŁO. Mortal Kombat X jest dokładnie tym, czego oczekiwałem: miodną bijatyką z fajnymi postaciami, morzem ruchów i kombinacji, z brutalnymi finisherami i interaktywnymi planszami. Od dnia premiery, a właściwie to nawet dzień wcześniej, gram codziennie prawie zdzierając sobie lewy kciuk do mięsa. Polecam!

ZDANIEM PREZA:

Mortal Kombat X to rewelacyjna bijatyka, przy której spędzę jeszcze wiele godzin, a wszystko to dzięki zróżnicowanym stylom walki, Krypcie i opcjach społecznościowych, takich jak czasowe wyzwania i walki Frakcji. Zapisałem się do Lin Kuei i mam wrażenie, że większość graczy też wybrała klan Sub-Zero – wygrywamy wszystkie starcia ze zdecydowaną przewagą… jeśli funkcje online akurat działają, bo na PC, podobnie jak na PS4, są z tym problemy. Szkoda tylko, że znowu wcisnęli X-Ray – każdy zawodnik ma tylko jeden jego rodzaj i oglądanie tej samej animacji w kółko nuży. No i fatale – są naprawdę mocne. Takich akcji jeszcze nie widzieliście.

  • Prez

    Gram regularnie od premiery i jestem zachwycony. Dzienne wyzwania, wojny frakcji, krypta, etc. Jest tutaj co robić. Nie pamiętam, czy jakakolwiek inna bijatyka sprawiła mi kiedykolwiek tyle frajdy!