Strzały Winfrida #7: Czym jest Xanadu?

Zapytali: Chcesz Spirits of Xanadu do recenzji? Pierwsza myśl: Że słucham, proszę, co? Wiecie… ostatnio premierę miały Bloodborne, Battlefield: Hardline, Mortal Kombat X, Dark Souls 2: Scholar of the First Sin, Pillars of Eternity i żaden z tych tytułów nijak nie jest podobny do tego z pierwszego pytania. Jako bonusową informację otrzymałem hasło: to taki indie + roguelike + System Shock. Ok, indie – będzie bieda grafika, roguelike – będę ginął jak mała dziewczynka, System Shock – czyżby to był kawał solidnego RPGa z historią? Po ograniu tytułu zgodzę się tylko na słówko „indie” z tego zestawu.

Jak się zapewne domyślacie, przed przyjęciem zadania chciałem dowiedzieć się co nieco więcej o tym tytule. Czy będę w ogóle chciał w to grać? Choć słynne cztery słowa wywołały u mnie szybsze bicie serca to jednak nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem gier indie. Z tytułu Spirits of Xanadu to trzecie słowo wydało mi się najbardziej unikatowe, wklepałem je więc w Google i co się ukazało moim oczom? Że po pierwsze, jest to miasto w Chinach, po drugie jest oprogramowanie o takiej nazwie oraz że był taki film z moją kochaną Olivią Newton John. W związku z tym pooglądałem fragmenty tego filmu, plakaty, zdjęcia… Co ciekawe, pod tym słowem kryje się też polska kapela rockowa. O grze w wynikach Google ani widu ani słychu… Nieźle się zapowiada! Na szczęście po wklepaniu całego tytułu pojawiają się już same wyniki dotyczące gry (Brawo! – dop. Prez). Trailer produkcji trochę mnie zachęcił, więc zakrzyknąłem: bring it on!

 

 

Jakież było moje zdziwienie gdy pierwsze skojarzanie po wciśnięciu New Game było z pierwszym Half-Life. O tym nikt nie pisał w necie! Jedziemy sobie wagonikiem, rozglądamy się, nie mamy właściwie na nic wpływu. Jedziemy do pracy. Choć de facto lecimy i przybijamy do stacji kosmicznej. Zaczynamy zabawę z latarką, pistoletem i słynnym „I’ve got bad feelings about this”. Muzyka jest bardzo subtelna, ale robi niesamowity klimat. Grafika, jak widzicie na screenach, nie powala, ale szybko się o tym zapomina. Są odsuwane kratki i szyby wentylacyjne, które mi osobiście kojarzyły się najbardziej z Deus Ex: Human Revolution.

Gra premiuje zaglądanie w każdy kąt – można znaleźć shotgun i intelekt w rozwiązywaniu zagadek – wtedy w nagrodę odnajdziemy karabin laserowy. Choć ja osobiście przeszedłem grę wyłącznie z podstawowym pistoletem, który można „naładować” by wystrzelić potężniejszą wiązkę. Każda z broni ma nieskończoną ilość amunicji. Shotgun jest przeładowywany po każdym strzale. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tym, co trzeba zrobić, by odnaleźć pozostałe dwie bronie oraz czemu ich nie znalazłem, to zapraszam do pytań pod tekstem. Tutaj byłby to zbyt duży spoiler. Jak widzicie, nie ma tego dużo, ale tak naprawdę strzelanie nie jest w tej grze najważniejsze.

 

 

Wiąże się to też z ilością przeciwników, którymi są wyłącznie roboty obronne stacji. Przyznam się szczerze, że jest to dla mnie niewytłumaczalne w logiczny sposób jak respawnują się w pustych korytarzach. Po prostu co jakiś czas pojawiają się znikąd, nawet jeśli wcześniej wszystko wybiliśmy. Walczymy z robotami na gąsienicach (podobnymi do tych z nowych odsłon serii Fallout) strzelającymi z działek laserowych, z małymi fruwajkami rażącymi prądem, eksplodującymi robotami kamikaze oraz wieżyczkami, którym najpierw trzeba wyłączyć tarcze, żeby je zniszczyć. Niewiele, ale w zupełności wystarczy.

Zapytacie, ale gdzie ten roguelike? No właśnie, moim zdaniem w tym przypadku to określenie nie jest poprawne. Tak, giniemy. Nie, nie tak często. Nie tracimy postępów w grze, czyli znalezionych przedmiotów. Pierwsza śmierć przynosi kawałek fabuły, warto więc zginąć choć raz. Z drugiej strony za niezginięcie jest achivment… Faktem jest, że po każdym zgonie respawnujemy się w jednej, tej samej celi. Ale dopiero co zniszczone roboty zalegają na korytarzach, jakby nic się nie zmieniło od czasu zgonu. Dlaczego tak jest? Co się z nami dzieje? Czy w ogóle giniemy? Na te pytania droga Koleżanko, drogi Kolego, musicie odpowiedzieć sobie sami.

 

 

Główną przyczyną, dla której chcemy grać dalej, jest fabuła, którą poznajemy z wyszperanych audiologów, kartek i maili (po włączeniu zasilania głównego). I zaprawdę powiadam Wam, były momenty, że siedziałem w napięciu i czułem jak niepokój dociera do każdego zakamarka mojego ciała. Jest też tutaj ciekawy zabieg – Niektóre kartki i audiologii pojawiają się nagle w miejscach, które już zwiedziliśmy. Ale wszystko to jest częścią narracji, opowiadanej przez grę historii. Powroty do znanych lokacji po załączeniu generatorów, czy w innych okolicznościach, nie bolą tak bardzo, gdyż mapa gry nie jest zbyt duża. Z tego co wiem to finały są trzy, z czego ja dotarłem do jednego z nich – tego najgorszego. Teoretycznie wiem jak osiągnąć też drugi. I oto dochodzimy do drugiego dna produkcji.

Choć Steam powiedział mi, że ukończyłem grę w 104 minuty, to jest to tylko podstawowe przejście. W grze zaimplementowane są 3 minigry, do których nie dotarłem, a także szereg naprawdę wymagających zagadek, które są w stanie przybliżyć nas do pozostałych dwóch finałów. Ja od wczoraj nie mogę myśleć o niczym innym jak o dostaniu się do pokoju, w którym ukryty jest karabin i część składowa potrzebna do alternatywnego zakończenia. To trochę jak z MGS: Ground Zeroes. Jedna osoba przejdzie w pół godziny, rzuci w kąt i powie – co za krapiszcze, za tyle pieniędzy! Druga, tak jak ja, wciągnie się w historię, będzie wracać aż nie znajdzie wszystkich audiologów i kartek i dokładnie dowie się, co się stało na statku kosmicznym Xanadu. A na deser jest jest tajemnica związana z lewitującymi maskami…

 

 

Odpowiedź na pytanie, czy warto wydać na tą grę 15 euro, jest bardzo trudna. Osobiście uważam, że to odrobinę za dużo. Samego gameplayu jest na 2 godziny, reszta to Wasze rozmyślania o tym jak rozwiązać daną zagadkę i otrzymać kody pin do kilku drzwi. Jeśli jednak będzie na Steam Summer Sale to za 10€ już warto! Klimat jest naprawdę gęsty, a powiedzenie „w kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku” już dawno nie było tak adekwatne…

ZDANIEM PREZA:

Dwuosobowa ekipa przygotowała grę klimatem przywodzącą na myśl takie filmowe klasyki jak Solaris i 2001: A Space Odyssey. Ubogie graficznie, ale opowiadające ciekawą historię Spirits of Xanadu pozwala wcielić się nam w dzielną panią inżynier, której zadaniem jest odzyskanie kontroli nad orbitującym wokół nieznanej planety statkiem i sprowadzenie go na Ziemię. Warto spróbować, ale lepiej kiedy ukaże się w jakimś bundlu.

Grę w wersji PC otrzymaliśmy do recenzji od Evolve PR.

  • BIGPUN

    Polecam! Świetna recenzja.

  • Prez

    Zapomniałem dodać, że kojarzy mi się też trochę stylem rozgrywki i klimatem z Consortium.

  • b_one

    Zapamietam, jako ze jestem humble bundle watcherem na FB grupie Rozgrywki to i poinformuje.