Strzały Winfrida #5 – Fizyki szuka fizyk

Zupełnie bez fanfar pojawiła się w PS Store, w zakładce PS4, gra Dead or Alive 5. Oryginalnie została wydana w 2012 roku na konsole poprzedniej generacji. Seria znana głównie z przywiązania do fizyki kobiecych biustów została wydana w ciekawym modelu finansowym. Wersja Core Fighters zawiera wszystkie mapy, czterech zawodników (plus odblokowanych jest jeszcze dwójka, która zmienia się w rotacji co dwa tygodnie) oraz wszystkie tryby poza fabularnym. Gracz może kupować kolejne postacie pojedynczo za złotych szesnaście i pół. W wersji ze wszystkimi strojami, których jest kilkadziesiąt dla każdego fightera, wydatek ten znacznie się zwiększa. Wraz z trybem fabularnym (który również można nabyć osobno za niecałe 60 zł) to wydatek rzędu 400 zł. Drogo, zważywszy, że w dwóch sklepach internetowych grę można nabyć za 160 zł. Oczywiście stroje trzeba wtedy odblokować samodzielnie, ale kto ma ochotę zapłacić 240 zł za ciuszki? Dobrze, sam sobie odpowiedziałem. Nie było pytania.

 

DEAD OR ALIVE 5 Last Round_20150303222427

 

Właściwie już we wstępie powinienem był zaznaczyć, że to nie jest recenzja. Grałem wyłącznie w wersję demonstracyjną. Jednakże tak jak pisałem powyżej, nie jest to typowe demo, a de facto pełna wersja gry z ograniczeniami co do bijących się pań i panów oraz wyciętym trybem fabularnym. Jednakże kto kupuje bijatykę dla trybu fabularnego? Jeśli należycie do tej nielicznej grupy dajcie znać, chętnie dowiem się co wami kieruje. Trybów do ogrania jest kilka, w tym także TAG, gdzie kierujemy dwójką zawodników dynamicznie wkraczających na pole walki w dowolnej chwili. Działa również tryb multiplayer. Możemy połączyć się z grającymi randomami lub stworzyć lobby tylko dla znajomych. Muszę lojalnie przyznać, że nie udało mi się połączyć z kimś innym niż z osobami z listy znajomych. Nie wiem czy wynika to z faktu, że grę ciężko dostać na płycie, czy że tytuł nie jest tak popularny jak Tekken, Street Fighter i Mortal Kombat. Dodam też, że sam o premierze na PS4 dowiedziałem się przypadkiem od Scarllett, której serdecznie za to dziękuję. Mecze z nią sprawiły, że nabrałem szacunku do tego tytułu.

 
DEAD OR ALIVE 5 Last Round_20150303213658

 

Bijatyk wbrew pozorom nie brakuje na rynku. Ostatnio mamy całkiem sporo premier nowych tytułów. Dragon Ball: Xenoverse, Mortal Kombat X, Tekken 7. Czym na tle tych tytułów wybija się Dead or Alive 5? Czy tytuł, który oryginalnie ukazał się w 2012 roku, ma w ogóle jakieś szanse w starciu z nimi? Nie wiem jak wy, ale ja DoA kojarzyłem tylko z dwoma rzeczami: marną ekranizacją z ładnymi dziewczynami oraz systemem fizyki piersi. Odkąd pamiętam, każdy nowy tytuł serii skupiał się właśnie na tym elemencie. Więc czy można taką grę traktować poważnie? Jeśli takimi tanimi sztuczkami próbuje zachęcić męską część populacji do zakupu tytułu? Myślałem, że nie bardzo. Zwłaszcza, że seria powstała jako klon Virtua Fightera. Z takim nastawieniem dostałem zaproszenie do wspólnej gry w sieci. Ściągnąłem wersję demo, odpaliłem, zagrałem chwilę ninją Hayabusą i wyłączyłem. Wszystko zmieniło się kiedy doszło do konfrontacji ze Scarllett. Zaskoczyło mnie, że dostałem ogromne lanie. Właściwie nie mogłem się ruszyć kiedy na moim dzielnym ninja lądował kombos za kombosem. Nagle okazało się, że nie jest to typowa gra press X to win (A to w taki sposób wszystkich ogrywasz w MK? Tłuczesz ciągle X? – dop. Prez).

 

DEAD OR ALIVE 5 Last Round_20150303220004

 

Cztery przyciski na padzie do PS4: Kwadrat, Trójkąt, Krzyżyk, Kółko odpowiadają blokowi, uderzeniu ręką, rzutowi oraz uderzeniu nogą. Niby łatwizna, ale gdy już stajesz naprzeciw żywego Gracza wcale tak łatwo się nie robi. Można np. uderzenie przeciwnika przechwycić i wykonać na nim rzut. Można także zadawać mu dodatkowe obrażenia, gdy bijemy go pod ścianą. Wiele plansz ma interaktywne granice areny, które pozwalają przebić ścianę wrogiem albo zrzucić go w przepaść i swobodnie podążyć za nim. Urozmaica to niezwykle starcia. Dodatkowo w grze poruszamy się w trzech wymiarach, co pozwala na tzw. side-stepy. Niestety nie działają one tak dobrze jak powinny. Często druga część kombosa magicznie skręca ciało atakującego w stronę broniącego się. Wtedy zamiast wyprowadzić kontratak na naszą postać bez bloku wchodzą ciosy drastycznie obniżające pasek życia. Niemniej jednak warto zaznaczyć ich obecność. Jeśli oglądacie zrzuty z gry możecie zauważyć broń białą. Niestety, w przeciwieństwie do serii Soulcalibur, są jest tu jedynie elementem nieinteraktywnym stroju. Trochę szkoda, bo już Mortal Kombat 9 pokazał, że nie trzeba na stałe mieć broni w arsenale (vide Scropion, Nightwolf) by niektóre ciosy wyprowadzać przy jej pomocy.

 

DEAD OR ALIVE 5 Last Round_20150303224226

 

No dobrze, zacząłem o fizyce piersi, ale nie rozwinąłem tematu. Otóż czuć, że ktoś się do tego elementu przyłożył. Faktycznie wydaje się, że biusty wojowniczek zachowują się naturalnie. Nie mniej jednak konia z rzędem temu kto w ferworze walki zwróci na to uwagę. Z czystym sumieniem Wam powiem, że gdyby nie fakt, że chciałem bardzo dostrzec ten „ficzer”, to normalnie nigdy by mi się to nie udało. Tyle się dzieje, dzięki aktywowanym elementom aren: wybuchy, latające tygrysy, rakiety ziemia – ziemia, że to zwyczajnie niemożliwe. Walki są bardzo szybkie i dynamiczne. Nie ma czasu na podziwianie kobiecych krągłości jeśli chcecie skutecznie się bić (Konia? – dop. Prez). To co naprawdę rzuca się w oczy, to bielizna Pań. Animatorzy postaci chyba zrobili wszystko by przy każdej możliwej okazji pokazać damskie majtki. Co ciekawe Japończycy w tym względzie są tradycjonalistami i nie uświadczymy wyszukanej bielizny. Zazwyczaj są to białe figi, czasem w czerwone kropki czy inny wzorek. Ale nie ma fikuśnych stringów czy koronek. Zapomnijcie o tym. Nie mniej jednak to majtki zwrócą waszą uwagę najczęściej. Twórcy zaimplementowali absurdalną wręcz liczbę strojów dla każdej postaci. Często nie zdążycie przejrzeć połowy odblokowanych (nie mam na myśli wszystkich dostępnych!) strojów dla swojej postaci gdy skończy się czas na wybór zawodnika. A oprócz strojów do wyboru jeszcze jest fryzura czy drobiazgi do wdzianka. Fani damskich wdzięków na pewno jednak będą ukontentowani, ale i panie będą miały na kim oko zawiesić. Choć Scrallett powiedziała, że nie ruszają jej nawet półnadzy zawodnicy, bo to przecież tylko postacie z gry. Czyżbyśmy aż tak się różnili od kobiet w tym względzie? Chętnie poznam zdanie innych pań (Komentarze w kopertach można zostawiać u mnie w piwnicy – dop. Prez).

 

DEAD OR ALIVE 5 Last Round_20150303205208

 

Niestety dane było mi przetestować tylko dziewięciu zawodników. Czterech z dema, czterech dostępnych w dwóch rotacjach oraz jedną fajterkę kupioną w promocji. Do tego grałem przeciw dwójce dodatkowych wojowniczek i jednemu dziadkowi, których kupiła Scarllett. Łącznie więc widziałem jak bije się dwunastu z trzydziestu czterech fighterów. Nie wiem czy to wystarczająco dużo, ale zapewniam, że każda z tych postaci charakteryzowała się swoim unikalnym stylem, prędkością wykonywania ruchów i siłą ciosów. A to moim zdaniem w bijatyce jedna z kluczowych rzeczy.

 

DEAD OR ALIVE 5 Last Round_20150303214432

 

 Grafika jest bardzo ładna, choć dla uczulonych na japońską kreskę może być nie do zaakceptowania (Nothing to do here – dop. Prez). Miejscówki są przepiękne. Moją ulubioną jest mapa rozpoczynająca się w ciasnym mieszkaniu, które można rozszerzyć przebijając ściany lub podłogę konkurentem. Chyba, że przebijemy nie tą co trzeba i wtedy wyrzucamy go przez okno, a on obija się o dachówki i ląduje na placyku. Bajka. Plansze są naprawdę niesamowicie zmyślnie skonstruowane i są silnym elementem gry. Scarllett nie mogła się doczekać premiery MK X i szukała czegoś co pomogłoby jej przetrwać to czekanie. Przypadkiem okazało się, że to czekadełko zamieniło się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. To naprawdę kompletna bijatyka, na którą warto wydać pieniądze. Jeśli jednak macie ograniczony budżet spróbujcie chociaż dema, koniecznie z żywym przeciwnikiem. Zapewni Wam wiele niesamowitych emocji gdy wygracie bądź przegracie z paskiem życia grubości 1 mm.