Strzały Winfrida #25 – Ile tak naprawdę warte są dla nas gry?

Zgodnie z zapowiedziami, oddzielamy recenzje od felietonów. Autorskie cykle zawierać będą od dzisiaj wyłącznie publicystkę, zaś recenzje stają się osobną kategorią. Z tej okazji serwujemy tekst Winfrida – Prez.

Bardzo długo polowałem na solidną promocję na Wolfenstein: The New Order. Słyszałem bardzo pochlebne opinie, mając jednocześnie świadomość, że jest to tytuł tylko dla singli i ze względnie krótką rozgrywką. Przyznam się szczerze, że w momencie premiery byłem wsiąknięty po same uszy w Dark Souls 2, a w tym samym okresie wychodziło też Watch Dogs, które miałem nabyte drogą kupna w „promocji” UPLAY. Dopóki tytuł nie został ograny przez ludzi na grupie, był dla mnie niewiadomą i zdecydowanie nie był moim priorytetem. Okazało się jednak, że jest świetnie, ale wciąż czekałem na obniżkę, która nie nadchodziła. Pudełka zniknęły kompletnie ze sklepów. Jakieś dziwne klucze w sieci też nie były opcją. Aż tu nagle, po jakimś czasie, pojawiła się jedna promocja za 32 zł, za chwilę druga za 28 zł, by ostatecznie wylądować w Biedronce w pudełku za złotych 40. To był ten moment, na który czekałem.

Odpaliłem Wolfa i zakochałem się w nim z miejsca. Nie wiem co jest takiego w tym tytule, ale w myślach ciągle krążył mi nowy Doom. Chcę żeby był właśnie taki jak ten nowy Wolf. Taki, to znaczy jaki, zapytacie. Nie mam bladego pojęcia! To jest coś nieuchwytnego. Ta gra jest old schoolowa, jednocześnie będąc nowoczesną. Z jednej strony mamy apteczki, noszenie wszystkich broni w torebce Hermiony Granger, strzelanie z dwóch gnatów jednocześnie, praktycznie brak hitboxów. Z drugiej, poziom trudności jest jakby niższy niż w starych tytułach. Wiele rozwiązań jest też ewidentnie z obecnych czasów. Osobiście uważam, że zniknęły wszystkie archaizmy przy jednoczesnym ciągłym łechtaniu pamięci gracza, jak to drzewiej gry były lepsze. Autentycznie zrobiło mi się smutno, że zapłaciłem tak mało za tę grę, a nie kupiłem jej na premierę. Bo autorzy na to na zdecydowanie zasłużyli.

W tym momencie dochodzimy do sedna sprawy. Chciałbym dodać, że to nie był pierwszy raz kiedy tak pomyślałem. Co więcej nie on był najgorszy dla mojej psychiki. W tym przypadku twórcy dostali chociaż złotówkę z tego co za Wolfa zapłaciłem. Najbardziej w historii ludzkości cierpiałem przy okazji Heavy Rain. Produkcja Quantic Dream, choć przez wielu nie uważana za prawdziwą grę, okazała się moim świętym Graalem. Jeszcze nigdy żaden film, żaden komiks, żadna książka ani żadna gra nie wzbudziła we mnie takich emocji. Nie mogłem spać w nocy myśląc co będę dalej robił w rozgrywce. A kiedy ją ukończyłem, przez 3 czy 4 dni, nie potrafiłem myśleć o niczym innym. Możecie się śmiać, ale naprawdę tak bardzo się wkręciłem. Mój problem polegał na tym, że kupiłem używkę na płycie i studio nie zarobiło na mnie nic… I było mi z tym bardzo, bardzo źle.

Mieliście tak kiedyś? Myśleliście o tym w ten sposób? A może odwrotnie, wspieraliście jakąś produkcję na Kickstarterze bo tak bardzo wam na niej zależało? Tak bardzo wierzyliście w tych konkretnych twórców? Większość z nas dorastała w czasach, kiedy piractwo było powszechne. Gdy gry kosztowały naprawdę dużo pieniędzy, w stosunku do tego, co zarabiali rodzice, a znajomi piraci nagrywali po kilka gier na płytę za 25 zł. Gdy grało się w Quake’a 2 bez muzyki i filmików, dzięki czemu produkcja zajmowała mniej miejsca, nikt nie myślał o tym, że gdzieś tam za oceanem jest sobie jakieś id Software. Że w studiu pracują ludzie, którzy mają rodziny na utrzymaniu. Moje ukochane HOMM też spiraciłem. Co prawda w tym przypadku się zrehabilitowałem i mam „trójkę” kupioną pięć razy w różnych edycjach. Kupiłem też oryginały Jedynki, Dwójki, Czwórki z dodatkami, Piątki z dodatkami, Szóstki z dodatkami i Siódemki w preorderze. Tak samo zrobiłem z grami od Blizzarda, czy Rockstara. Nie mniej jednak jest wiele tytułów – Dune 2000, moja miłości, o Tobie mówię – których nigdy nie odpokutowałem…

Na drugiej szali kładę edycje kolekcjonerskie. Często kupuję coś kompletnie bezużytecznego. Nie bójcie się jednak, nie będę kopiował Grubych Rozmów. Chodzi mi o to, że jeśli jesteśmy fanami jakiegoś tytułu, to jesteśmy w stanie wydać na niego więcej pieniędzy niż zakłada zdrowy rozsądek. Na ten przykład właśnie kupiłem edycję kolekcjonerską AC: Syndicate tylko dla zawartości kolekcjonerskiej, a grę od razu odsprzedałem. Bardzo chciałem mieć Assassyna do zabaw w wannie. No i ta mapa Londynu… A co z lodówką z DUDI? Genialny gadżet. Choć jednak największym świrem jestem na wszystkie figurki. Zaprawdę powiadam wam, że gdybym miał te 1850 zł to wersja Prestige Dark Souls 3 byłaby moja. Lord of Cinder wygląda przegenialnie. Tylko czy ma to sens?

Kiedy przychodzi do rozważania ile coś jest warte wszyscy mamy swoje dodatkowe kryteria. Bo czyż nie było tak, że pukaliście się w głowę na wieść o mnie i Prezie kupujących słynne lodówki, jednocześnie kupując coś innego z równie „użytecznym” bonusem? Dla was figurka z Dark Souls to słaba sprawa, ale włóczkowy Yoshi jest już naprawdę świetną rzeczą, którą trzeba mieć. Są też jednak takie mini kolekcjonerki jak Might and Magic X, Wasteland 2 czy Divinity: Original Sin, gdzie cena jest niedużo wyższa, a dostajecie karty, mapę, soundtrack czy jakąś inną drobnostkę. Dlatego pytam, ile dla was warte są gry? Jak często jesteście w stanie zapłacić za dodatki? Czy płacicie za coś tylko dlatego, że przecież te 20-30 zł różnicy to mało, fajnie mieć coś co i tak wrzucicie na dno szuflady? Na koniec najważniejsze dla mnie pytanie: Czy kiedykolwiek stwierdziliście, że twórcy nie dostali grosza od was, a gra jest tak genialna, że jednak byście chcieli im coś dać i kupiliście jeszcze raz grę, którą ukończyliście? Let’s talk!

  • b_one

    HR najpierw pozyczylem i sie tak wciagnalem, ze zachcialo mi sie kupic swoja gre z dodatkiem, nie zaluje. Wolf to absolutny fenoment bo nie cierpie FPSow a tu mam platyne, nigdy tak dobrze nie zabijalem niemcow, czekam na kolejna czesc i Old Blood (na obnizce moze albo w pudelku kupie ?) Anyway, ciekawe wnioski, chyba kupie te unczarted 4 na premiere w podstawce, pogram skoncze i odsprzedam, a co tam…

  • sajet1

    Cholera, przez ten tekst stanę się biedniejszy o 130 zł 😛 Poczekam jeszcze do jutra może zwycięży rozsądek nad kupowaniem gier.