Strzały Winfrida #22 – Ktoś tu porządnie zgrzeszył…

Gabriel Knight: Sins of the Fathers to klasyczna przygodówka od Sierry. Firmy, która dała światu takie perełki jak King’s Quest, Leisure Suit Larry, Police Quest, czy w późniejszych latach Half-Life, a także serię F.E.A.R. Tak się składa, że cykl o pisarzu, domorosłym detektywie, wymieniany jest przez fanów point & clicków jednym tchem wśród najlepszych jakie kiedykolwiek powstały. Pomysł by przypomnieć Gabriel Knight: Sins of the Fathers po 20 latach od premiery nie był taki zły…

Przyjemne złego początki

Ekran menu raczy nas intrygującą grafiką. Z jednej strony mamy rozpikselowany tytuł gry. Z drugiej wersja zremasterowana. Pomyślałem sobie, że to świetny patent. Pokazują nam jak bardzo to wszystko poszło do przodu i, że przed nami tytuł, który faktycznie jest remasterem z prawdziwego zdarzenia. Genialny filmik bazujący na poklatkowej animacji ręcznie rysowanych grafik składający się często na coś przypominającego stronę komiksu sprawiły, że wspomnienia ze zwiedzania Nowego Orleanu w połowie lat ’90 ubiegłego wieku rozpaliły się żywym ogniem w mojej głowie.

 

Wszystko co dobre, szybko się kończy

A potem zobaczyłem grę w akcji… Przepiękne arty, nad którymi ktoś spędził długie godziny dopracowując każdy możliwy szczegół i dwie postacie, głównego bohatera i jego asystentki. Tak nie pasujące do całości, tak koszmarnie karykaturalne, że nie wiem jakim cudem powstrzymałem się od wciśnięcia alt + F4… Za to liczą sobie 20€? Czy ktoś tu upadł na głowę? Powiecie, przecież to nie grafika jest najważniejsza i będziecie mieć rację. Jednakże w momencie, gdy ktoś chce wyciągnąć od was tyle eurasów za grę sprzed 22 lat to chyba powinien się bardziej postarać. To jednak nic w porównaniu z momentem, w którym po raz pierwszy usłyszałem Gabriela mówiącego w języku Szekspira. Moje uszy zaczęły krwawić. Dosłownie…

 

Nie wszystko złoto co się świeci

Nie pomogło nic. Nie pomogły ciepłe wspomnienia bycia na tropie zbrodni kręcących się wokół wierzeń Voodoo. Nie pomogła ogromna staranność o lokacje i rozbudowane kwestie dialogowe, które wciąż się bronią. Jane Jansen była wtedy u szczytu swej twórczości. Zagadki są uczciwie trudne i logiczne. Tylko cholera człowieka bierze, jeśli przez godzinę, z zegarkiem w ręku, próbuje nakłonić jednego mima do przejścia całego ekranu… Sterowanie to koszmar. Wierzcie lub nie, ale na sprzęcie, na którym Wiedźmin 3 śmiga w ultra, pełnoletni Gabriel klatkował podczas ruchu… Porty z DOSa takie trudne do adaptacji…

 

Gabriel z wozu, koniom lżej

Pod żadnym pozorem nie kupujcie tej gry. Nie psujcie sobie wspomnień. Wasz portfel wam podziękuje. Zaufajcie mi. Jeśli szukacie uczciwej przygodówki polecam Trylogię Deponia. Jeśli jednak dalej chcecie zapoznać się ze starszymi tytułami to zdecydowanie bardziej polecam odświeżone The Secret of Monkey Island: Special Edition lub Another World: 20th Anniversary Edition. Od pana Knighta trzymajcie się z dala. Jest on brzydki, koszmarnie brzmi i jest zwykłym palantem.

 

ZDANIEM PREZA:

Gabriel Knight: Sins of the Fathers – 20th Anniversary Edition wcale nie jest takie straszne jak opisuje to Winfrid. Przede wszystkim to naprawdę dobry remaster, który odmłodził leciwą już, klasyczną produkcję. Czy było po co ją odświeżać? Było, bo to ciekawa przygodówka w starym stylu, z dobrymi zagadkami i dialogami. Zagrają zarówno weterani gatunku jak i nowicjusze, ciekawi o co się rozchodzi. Szczegółowe i ładne plansze to duża zaleta produkcji. Modele postaci rzeczywiście wykonane są gorzej, jednak nie rzuca to się mocno w oczy. Gorzej jest z muzyką i grą aktorską – tak drewnianą, że faktycznie uszy mogą człowieka rozboleć.

Grę odtrzymaliśmy do recenzji od Phoenix Online Studios. Zachęcamy do odwiedzenia ich sklepu.