Strzały Winfrida #2: Uwierz w ducha

W zamierzchłych czasach XX wieku, na samym początku szalonych lat 90-tych pojawił się film, który Wasze mamy, starsze siostry i żony znają pewnie bardzo dobrze – Ghost. Przykład pięknej historii miłosnej, której nawet śmierć nie rozłączy. Przystojny Patrick Swayze zostaje napadnięty i broniąc przepięknej Demi Moore umiera w jej objęciach. Później jako duch broni swej ukochanej. Korzysta przy tym z pomocy medium – Whoopie Goldberg. Gimbazie nic te nazwiska mogą nie mówić, ale kiedyś to były prawdziwe gwiazdy kina!

W tym roku ukazała się produkcja, która przeszła raczej bez echa. Nie była szczególnie wyczekiwana i po premierze nie była też wychwalana. Została wręcz zmieszana z błotem przez recenzentów. Co ciekawe, zebrała dobre noty od użytkowników serwisu Metacritic. Przyznaję, że ja byłem tak pod wrażeniem tej gry, że założyłem specjalnie konto w tym serwisie by napisać recenzję! A to coś znaczy. Fabuła pachnie mi inspiracją filmem Ghost. Oczywiście są różnice, ale można się tu doszukać sporu podobieństw.

 

1

 

Otóż główny bohater dawniej był na bakier z prawem. Każde wykroczenie upamiętnia tatuaż na jego skórze. Jednakże gdy spotkał na swej drodze Julię, zmienił się i wkroczył na drogę prawa. Został policjantem w miasteczku Salem. Tak, w tym Salem. Pech chciał, że karma za dawne występki wróciła w postaci seryjnego zabójcy, który zabił jego ukochaną, a jego samego wpędziła na skraj szaleństwa w pogoni za mordercą.

Detektywa poznajemy w chwili gdy dostaje cynk o możliwym miejscu przebywania tego złego. Jest taki spragniony zemsty, że zamiast czekać na wsparcie, wchodzi sam do mieszkania. Okazuje się, że nie jestem takim twardzielem jak mu się zdawało – szybko wylatuje przez okno. Choć sam upadek powoduje tylko lekkie zmieszanie, bez wstrząśnięcia, to już 8 kul umieszczonych w jego klatce piersiowej zdecydowanie go uśmierca. Stajemy się duchem, i rozwiązujemy pierwsze śledztwo zza grobu (jak mówi polski tytuł gry). Cała ta scena to swoisty samouczek. Nie tylko poruszania się, ale właśnie bycia detektywem.

 

2

 

Początek jest niezły. Jeśli graliście w Heavy Rain możecie mieć wrażenie, że ta gra jest podobna. Otóż nie, nie jest. Co jest dla mnie osobiście trochę przykre, bo uważam, Heavy Rain za największe uczuciowe doznanie interaktywnej rozrywki. Ale do rzeczy. Otóż dzięki zamianie w ektoplazmę (kto czytając to słyszy wycie syren i motyw przewodni z Ghostbusters ma u mnie strzałę) Salem widzimy dwojako. Przejścia między współczesnymi budowlami czasem blokują nam te z czasów polowania na czarownice co tworzy bardzo ciekawy obraz świata. Przenikanie się tych dwóch rzeczywistości jest bardzo ciekawym zabiegiem artystycznym.

Główny bohater posiada kilka ciekawych umiejętności. Po pierwsze potrafi wniknąć w myśli żywych mieszkańców i je podsłuchać. Po drugie niektórym osobom możemy zasugerować pewne myśli by chcieli się nimi podzielić ze swoimi rozmówcami. Później odblokowujemy w trakcie fabuły opętanie kotów, dzięki temu możemy kierować sierściuchami i dostać się w niedostępne miejsca. Wspominałem już, że nie możemy wejść do zamkniętego budynku? A koty potrafią wślizgnąć się wszędzie. Czasem zamiast kota pomoże nam nastolatka – medium, która otworzy dla nas drzwi, bądź pozwoli byśmy w jej ciele przeszli przez przeszkodę. Jest też przepięknie animowana. Muszę się przyznać, że zrobiłem jej najwięcej screenów. Potrafimy też walczyć ze zjawami, które kiedyś były takie jak my – zawieszone między życiem a śmiercią, ale straciły swoją szanse na zbawienie. Ostatnią i najciekawszą z mocy jest teleportacja. Służy ona do rozwiązywania zagadek środowiskowych i zbierania znajdziek.

 
4

 

No właśnie. Czy jest coś poza główną fabułą? Oczywiście, że jest! Po pierwsze dowiadujemy się więcej o mieście czytając tablice pamiątkowe na budynkach. Zbieramy też notatki, z których możemy dowiedzieć się więcej o zabójcy. W każdej z lokacji możemy odnaleźć ukryty w kilku miejscach przedmiot związany z historią, która się w niej wydarzyła. Jeśli nam się uda czeka nas mało interaktywna, ale za to udźwiękowiona historia o duchu. Opowieści są bardzo ciekawe i wkręcają w klimat gry o poltergaistach. Najgorzej jest z najbardziej ukrytymi malunkami naściennymi, które powiedzą nam więcej o dziewczynce wprowadzającej nas w życie po życiu.

Gra polega na przemierzaniu Salem od śledztwa do śledztwa. Ciężko nawet nazwać to grą. Bardziej to interaktywna historia, którą osobiście chciałem poznać. Zależało mi też na reszcie fabularnej. Chyba, żadna gra nie sprawiała, że szukanie znajdziek było tak cudownie uzasadnione i popychało mnie do tego by faktycznie złapać je wszystkie. Końcówka zaskakuje, a sprawa topielca zapada w pamięć na bardzo długo.

 
3 

Podsumowując, ciężko nazwać Murdered: Soul Suspect (aka Śledztwo zza grobu) grą, nawet grą przygodową. Ale jest to historia, którą warto poznać jeśli lubicie duchy, bądź kochaliście się w Demi / Patricku w latach ich młodości. Ode mnie gra otrzymuje cztery strzały. Ale jeśli nie jesteście tak wyrozumiali wystrzelcie jedną z nich i zachowajcie trzy w kołczanie. Tak czy inaczej, warto zapoznać się z przeszłością Salem i pomóc Ronanowi połączyć się ze swoją żoną – Julią w zaświatach.  To jak? Pomożecie?

arrow_4