Strzały Winfrida #19 – Jak zostałem legendą Eisenwaldu

Byłbym bogaty gdybym miał dostać złotówkę za każdym razem, kiedy słyszę: „To taka gra podobna do Heroesów, spodoba ci się”. Musicie wiedzieć, jeśli jeszcze wam to umknęło, że najlepszą grą, jaka kiedykolwiek powstała, jest dla mnie Heroes of Might and Magic III (wraz z dodatkami). Żadna następna część serii, ani żadna gra „jak hirosi” nie urzekła mnie mocniej. Wiele z nich sprawiło mi frajdę, jak chociażby King’s Bounty czy Endless Legend. Nie było to jednak TO COŚ, co znalazłem w grze z 1999 roku. Jak się domyślacie, do kolejnego zbawcy gatunku, Legends of Eisenwald, podchodziłem więc ostrożnie.

Początkowe wrażenie było nienajlepsze. Tytuł zasypał mnie olbrzymią ilością tekstu w cut-scence, gdzie dwie statyczne osoby mówią na zmianę, a jedyne, co się zmienia to dymki. Nuuudy. Jednak, gdy tylko zaczęła się rozgrywka, uderzyło mnie jak bardzo ładna jest tak gra. Powiewem świeżości jest też zrezygnowanie z klimatów fantasy. Całość osadzona jest w pseudo-niemieckich realiach średniowiecza. Cała gra pachnie germańskimi klimatami.

LoE 6

 

Na start dostajemy do wyboru jedną z trzech klas postaci, która będzie nam towarzyszyć przez całą kampanię. Możemy zdecydować czy staniemy się dzielnym rycerzem, śliczną łuczniczką czy brzydkim magiem. Wybór jest o tyle ważny, że nasza postać ma rozbudowane drzewko umiejętności, różniące się między powyższymi klasami. Drzewko bohatera różni się też od drzewek jednostek. Zrekrutować do naszej prywatnej armii możemy do jedenastu postaci. W odróżnieniu od Herosów walczymy tutaj pojedynczymi rycerzami czy łucznikami, a nie tylko reprezentacją danej grupy bliźniaczych jednostek. Każdy z nich jest indywidualnością. Osobno wyposażamy każdą postać w zbroję, broń, amulety, pierścienie. Nasi podopieczni zdobywają doświadczenie poprzez walkę. Dzięki temu awansują oni na kolejne poziomy. Te pozwalają nam wyspecjalizować danego wojaka. Dzięki temu dwóch łuczników, początkowo bliźniaczo do siebie podobnych, może zakończyć swoją karierę w armii, jako zupełnie różni od siebie: ciężkozbrojny łucznik oraz kusznik.

LoE 1

 

Co więcej, rycerze mogą dosiadać koni. Przed każdą walką możemy zdecydować czy chcemy, aby nasza puszka konserw walczyła pieszo czy z grzbietu wierzchowca. Ma to wpływ na walkę, która oczywiście odbywa się w turach, a poruszamy się po heksach. Bitwa jest rozwiązana w dość ciekawy sposób. Otóż nie ma czegoś takiego jak ruch. Casterzy i łucznicy / kusznicy nie mogą się poruszać. Walczą z tego samego miejsca, w którym zaczęli. Jedynie piechurzy mogą podejść i zadać cios w swojej turze, jednak mogą ruszyć wyłącznie w kierunku najbliższego wroga. Wybór pojawia się, kiedy kilku przeciwników oddalonych jest o równą ilość pól od naszego wojaka. Wtedy szalej, wariuj. Z jednej strony jest to ograniczenie, z drugiej pozwala na taktyczne podejście do potyczki. Osobiście bardzo podpasował mi ten system.

LoE 5

Mapa świata jest bogata w różne miejscówki, które możemy odwiedzić. Wioski, zamki, targi, kościoły, wieże, porty. W każdym z nich mamy często coś do zrobienia. Warto poświęcić chwilę czasu na tawernę, gdzie przy kufelku miodu podsłuchamy innych gości. W ten sposób sami zlecimy sobie zadanie poboczne, podążając za plotką o rzekomym duchu guślarza w krypcie czy skarbem przemytników w zrujnowanej wieży. Świetny patent, pozwalający zatopić się głębiej w grze, jeśli tylko mamy ochotę. Przy większości zadań z poziomu mapy możemy zobaczyć, dokąd mamy się wybrać – jest to bardzo wygodna funkcja. Wspomniałem wcześniej o kościele. Otóż nasi dzielni wojacy nie leczą się samoistnie, ale też nigdy nie umierają kompletnie. Jeśli w trakcie walki stracą cały pasek życia, po prostu wykluczani są oni z dalszej potyczki. Wszystkich ich można uleczyć właśnie w kościele, bądź na zamku, zawsze płacąc za to sowicie złotem. Dlatego najlepiej leczyć wojaków relatywnie często, płacąc mniejsze sumy.

LoE 4

 

Oprócz zwykłych starć w polu mamy jeszcze oblężenia. Te różnią się jedynie obrażeniami, jakie przed walką otrzymują nasi od garnizonu twierdzy. Mamy wtedy możliwość wycofania się, jeśli straciliśmy za dużo życia, bądź dalszego szturmu. Jeśli brakuje nam regularnego wojska, możemy opłacić najemników. Ci zazwyczaj są postaciami na wyższym poziomie rozwoju, ale nie levelują dalej. Co więcej, życzą sobie płacić raz dziennie za swoje usługi. Drogo, ale czasem lepiej zapłacić i wygrać starcie, czyż nie? Po mapie poruszamy się w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą. Można jeszcze spowolnić upływające minuty, a także przyspieszyć je do nawet czterokrotnej prędkości. Upływ czasu wpływa na możliwość wykonywania niektórych zadań. Na przykład, duch rezyduje w krypcie tylko nocą. Kolejne dobre rozwiązanie to aktywna pauza. Kiedy jest włączona, czas upływa wyłącznie podczas ruchu. Nie trzeba wtedy nic więcej robić. Pauza jest zwalniana na czas przejścia od punktu A do B, a po dotarciu do celu ponownie włączana. Genialne!

LoE 3

 

Pograłem też chwilę w najnowszą odsłonę serii Heroes of Might and Magic i jeśli mam być szczery, to bardziej mam ochotę odwiedzić ponownie Eisenwald niż Ashan. LoE posiada syndrom jeszcze jednej tury, jeszcze jednego zadania, jeszcze jednej walki. Ma świetnie rozwiązany mechanizm rozwoju postaci i ekwipunku. Ilość możliwych jednostek do zabrania ze sobą dodaje pikanterii walkom. Jest to naprawdę świetny tytuł, o którym nie słyszeliście, a powinniście! Zdecydowanie polecam Legends of Eisenwald. Pędźcie do sklepu!

Grę do recenzji otrzymaliśmy od Evolve PR.

  • avesoday

    W przedostatnim akapicie pierwsza część się powtarza z którymś z wcześniejszych akapitów(o oblężeniach). Super że można poczytać u Was recenzje gier których nigdzie indziej nie ma

    • cooldan

      Dzięki za informację. Przy korekcie musiało się coś skopiować nie chcący. A co do gier bardziej nie znanych – przecież dobra zabawa jest nie tylko w AAA 🙂

    • Fakt, a to jest tytuł, który aż żal pominąć 🙂