Strzały Winfrida #17 – Recenzja po latach

No dobrze, tak naprawdę to po roku, ale „po latach” brzmi bardziej stylowo, nieprawdaż? Niecały rok minął od premiery piątej (tak naprawdę to ósmej) części sagi Asasynów walczących dzielnie ze złymi Templariuszami. Unity, bez numerka w tytule, zabrało nas do Paryża podczas Rewolucji Francuskiej. Nie jest to mój ulubiony moment w historii świata, ale muszę przyznać, że elementy takie jak tłum walący do bram możnych, publiczne egzekucje i głowy turlające się po ulicach pozwalały z optymizmem patrzeć na klimat czekającej mnie rozgrywki. Dodatkowym smaczkiem był fakt, że miałem dość świeże wspomnienia z ulic stolicy Francji i niesamowite z jaką łatwością potrafiłem się odnaleźć w jej komputerowej wersji.

Po tym jak w części trzeciej rozstaliśmy się z Desmondem serii brakuje wyrazistego bohatera z czasów współczesnych. Po całkiem udanym „regularnym” pracowniku Abstergo z Black Flag teraz właściwie słyszymy tylko głosy ekipy. Rozgrywka toczy się bądź na dachach Paryża, bądź trafiamy do Animusowego limbo, przypominającego to z filmu Incepcja. Co ma swój plus. Myślę, że Ubisoft słucha czasem graczy mających dość słabych wątków w naszych czasach. Z drugiej strony historia leci do przodu, jesteśmy aktualnie w XVIII wieku, współczesność coraz bliżej. Czy deweloperzy sobie z nią poradzą? Mam pewne wątpliwości.

 

 

Fabuła zapowiadała się smakowicie. Ojciec ginie na naszych oczach, przygarnia nas tatko sympatycznej rudej dziewczynki. Zakochujemy się. A później przyjmują nas do Bractwa. Jeśli mielibyśmy do czynienia z Hitchcockiem, to po takim trzęsieniu ziemi napięcie powinno rosnąć. Niestety dzieje się dokładnie odwrotnie. Kolejne wątki i zwroty akcji obchodziły mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Na nasze nieszczęście pod względem fabuły gra leży i kwiczy. To, co warto pochwalić, to zadania poboczne oraz DLC, w którym ścigamy się po skarb z samym Napoleonem. Wracając zaś do misji nieobowiązkowych, w pamięć zapadają te wykonywane dla Madame Tussauds – „pozbieraj głowy, żebym mogła wykonać maski pośmiertne” – agenta przebranego za damę dworu, który w moim odczuciu nawiązywał do przebieranek rodem z kreacji Roberta Downey Jr. jako Sherlocka. Moje ulubione misje to te wykonywane dla Markiza de Sade, który zasłużył na swoją złą sławę. Rozmowy z nim są niezwykle wciągające. Niestety obok tych genialnych zadań są także słabe – jak śledztwa, czy szukanie rozwiązań zagadek Nostradamusa. Oba rodzaje zapowiadały się świetnie, ale ich wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

 

 

Jak zwykle mamy też zbieractwo „Gotta catch ‘em all” w postaci skrzyń zwykłych, niebieskich, żółtych oraz czerwonych – zamkniętych, potrzebujących wytrycha i refleksu do otwarcia, rozetek czy sześcianów, które możemy wydać w companion app (Koniecznie muszę zagrać dla tych skrzyń – dop. Prez). Standardowo również wspinamy się na najwyższe punkty w okolicy w celu synchronizacji i zdjęcia mgły wojny dookoła. Jest też kilka rodzajów zdarzeń losowych, w których możemy wesprzeć ludność lokalną. Robiąc to odblokowujemy sprzęt dla naszego dzielnego Arno. Kolejną aktywnością jest renowacja kawiarni. Jest ona niepotrzebnie udziwniona i nie przypadła mi do gustu. Są także misje tylko i wyłącznie do kooperacji przez Internet. Niestety przez 40 godzin, jakie spędziłem z grą tylko raz udało mi się rozegrać taką misję, ze względu na brak chętnych na PC. Z wiarygodnego źródła wiem, że na PS4 nie ma problemu ze znalezieniem partnerów do wspólnych zabójstw. Jak zwykle na konsolach jest więcej osób chętnych na granie.

Zacząłem o assassyńskim ekwipunku, czas pociągnąć temat. Jeśli rozwiniemy postać w tym kierunku możemy korzystać z innej broni niż krótka. Do wyboru jest jeszcze broń długa i ciężka, pistolety, strzelby, a nawet „Guillotine gun”, czyli coś na kształt miksu topora i granatnika. Tak, granatnika. Francuscy bracia również posługują się ukrytym ostrzem, choć jego znaczenie mocno zmalało. Nie wiem czemu, ale odniosłem wrażenie, że bardziej premiowana jest walka niż skrytobójczość. Bardzo długo trzeba czekać na moje ukochane double death from above, które nadaje się idealnie w poruszaniu się jak cień. Nie samą bronią człowiek jednak żyje. Do całego pokaźnego arsenału dochodzi również spory wybór w fatałaszkach. Kaptury, naramienniki, spodnie oraz kurtka, wszystko to może być z innej parafii. Można też poskładać komplet. Chociaż to i tak nie ma znaczenia, jeśli wybierzecie strój inspirowany np. Conorem lub Ezio, gdyż ten wizualnie zakrywa wszystko co faktycznie mamy na sobie. Elementy stroju posiadają różne wartości trzech atrybutów, ale nie zauważyłem ich wpływu (poza tym odpowiedzialnym za zdrowie) na jakość rozgrywki. Warto poświęcić chwilę na sprawienie sobie porządnego rynsztunku gdyż bywa ciężko. Walki potrafią być wymagające, a snajperzy są przeraźliwie potężni. Nawet kiedy miałem wszystko wymaksowane potrafili zabić mnie jednym strzałem!

 

 

Sprawiam wrażenie smurfa Marudy, ale tak naprawdę chcę was zachęcić do zagrania w Unity! Dlaczego? Po pierwsze, po blisko roku wyszło od groma patchy, które mocno poprawiły grafikę, płynność i błędy. Te oczywiście nadal się zdarzają, ale najważniejsze zostały usunięte. Nie ma już problemu z przebieganiem przez budynki. Grafika i odwzorowanie Paryża powala. Często zatrzymywałem się i podziwiałem miasto. Jedyne, co mam do zarzucenia stronie wizualnej, to fakt, że ma się duży zasięg widoczności, a dzielnice znajdujące się w okolicy horyzontu wyglądają jakby im się tekstury nie załadowały. W biegu jednakże nie zwraca się na to uwagi. Podziwia się to, co jest w najbliższej okolicy. Paryż żyje. Tłumy przechadzają się jego ulicami. Oglądają egzekucje. Poruszanie się po budynkach w górę jak i w dół (nowość!) daje wielką radochę. Przebieżki przez mieszkania zwykłych ludzi też mogą się podobać. To wszystko sprawia, że czujemy jeszcze większą swobodę w pokonywaniu obranej tylko przez siebie drogi. To zawsze było silną stroną serii i rozwój tej aktywności idzie w bardzo dobrym kierunku.

Nie musicie, jak ja, zbierać wszystkiego, dzięki czemu główny wątek zajmie wam ok. 12-15 godzin (Ja będę zbierał – dop. Prez). A tyle warto poświęcić na tę grę. Dajcie szansę fabularnym misjom pobocznym i koniecznie zagrajcie w darmowe DLC – Dead Kings, bo jest świetne. Obejrzyjcie wschód słońca nad stolicą Francji. Poczujcie wiatr we włosach, biegnąc z jednego krańca miasta na drugi. A tak samo jak ja nie zwrócicie uwagi na niedoskonałości tytułu, czas z nim zaś minie wam błyskawicznie. Macie jeszcze chwilę przed wojnami gangów w Londynie podczas rewolucji przemysłowej. Rodzeństwo Frye i ich gang już czeka! Do dzieła więc, a może spotkamy się i ogramy wspólnie misje kooperacyjne?