Strzały Winfrida #16: Utaplane we krwi

Soulsy bez Soulsów w nazwie. Broń palna, brak Sun brosów, w ogóle słońca brak. Całość skąpana w świetle księżyca. Koszmary, wilkołaki, łupieżcy umysłów, inspiracje Cthulhu. Czy świeży tytuł jest czymś więcej niż Soulsy w nowych szatach? A może ktoś próbował zamydlić nam oczy? Odpowiedzi na te pytania nie są wcale takie proste. Co więcej wydaje mi się, że Bloodborne nie zachęci tych, którzy odbili się wcześniej, jednocześnie nie każdemu, kto zjadł zęby na Mrocznych Duszach, tytuł przypadł do gustu. Ale po kolei…

 

Bloodborne™_20150808000047

 

Budzimy w się w pokoju pełnym szpitalnych łóżek, nieład i pustka to pierwsze, na co zwracamy uwagę. Przechodzimy do kolejnego pomieszczenia by spotkać wilkołaka konsumującego innego pacjenta. Szybko jednak nas wyczuwa i rzuca się do szyi. Teoretycznie nie mamy szans walcząc gołymi pięściami. Ale to gra From Software. Git gud jest we mnie silne. Rolkuję i biję. Wilkołak pada. Dopiero później dowiedziałem się, że miałem zginąć by poznać swoje safe haven, w BB znane jako Hunter’s Dream. Tylko pierwsza śmierć nas tam zaprowadza. Dalej już odradzamy się tradycyjnie, przy lampach rozsianych po świecie gry, odpowiadających trochę ogniskom z serii Souls. Trochę, gdyż służą jedynie do teleportowania się między nimi. Pierwsze dwie godziny w świecie gry spędziłem grając u Preza, ponieważ to on miał pisać recenzję (Fuck this shit – dop. Prez). Przyznam się bez bicia – po ogranym dopiero co Dark Souls 2: Scholar of the First Sin, BB nie przypadł mi do gustu. Nic mi się w grze nie podobało, nic się nie zgadzało. Tyle czasu grania bez zgonu i wciąż biegałem dookoła jednej lampy. Nie mogłem iść dalej. Jak się później okazało, gra ta jest bardziej liniowa od swoich kuzynek i nie oferuje takiej różnorodności dróg możliwych do obrania.

 

Bloodborne™_20150808011043

 

Prez mimo usilnych starań poddał się i zrezygnował z ogrywania BB, więc w końcu to ja włożyłem płytę do napędu w swojej konsoli. Byłem bardzo niechętnie nastawiony. Jakież było moje zdziwienie, gdy w ciągu godziny padło dwóch bossów, z czego z jednym chwilę nawet się męczyłem. Zacząłem przenosić się do nowych miejsc. I zrozumiałem, że mimo braku ultra grafiki, ta gra jest przepiękna… Tak często łapałem się na tym, że stałem i rozglądałem się dookoła. Design lokacji i te wszystkie niesamowite widoki. W dodatku bardzo się zmienia wraz ze wzrostem „wglądu” (ang. insight). Jest to parametr, który zwiększa się wraz z pokonywaniem kolejnych bossów. Możemy też znaleźć przedmioty, które podnoszą jego poziom. Punkty te można wydać na wezwanie innego gracza do pomocy, można też wydać je w specjalnym sklepiku w hubie. Jednak właśnie to jak gra się zmienia wraz z ilością wglądu jest czymś, na co warto zwrócić uwagę. Nie będzie dużym spoilerem, jeśli napiszę, że jedna brama otwiera się przed nami magicznie. Dopiero później, jeśli wrócimy do tej lokacji, dowiadujemy się, co ją „magicznie” otworzyło. Rewelacja!

 

Bloodborne™_20150826230746

 

Kolejną rewolucyjną rzeczą są bronie. Choć jest ich bardzo mało w stosunku do tego, do czego przyzwyczaiły nas Soulsy, wszystkie mają swoją unikatową cechę. Mogą one być używane w dwóch trybach – jednoręcznym i oburęcznym. W każdym trybie oręż zmienia się w inną broń. Przykładowo w grze jest prosty miecz jednoręczny, który może zostać schowany do pochwy okazującej się ostrzem wielkiego miecza. Z kolei scimitar zamontowany na składanym kiju staje się kosą. Transformacji dokonujemy w mgnieniu oka, w trakcie walki bądź przed nią. Dodatkowo wyprowadzając sekwencję ciosów, w której użyjemy transformacji, wykonamy unikalny atak. Oprócz broni białej mamy też palną, ale taką z początków jej istnienia. Pistolety skałkowe, muszkiety, armata na kamienne kule. Dodajmy do tego brak tarcz. Kilku zbitych ze sobą desek nie liczę, gdyż jest to bardziej żart niż faktycznie wartościowy przedmiot. To co wyróżnia BB to agresja. Agresja przeciwników, żądnych naszej krwi. Nasza agresja związana z brakiem bloku. Możemy tylko atakować. Trafienia wykonane wkrótce potem jak sami oberwaliśmy zwracają nam stracone punkty życia! Nawet parowanie polega na wystrzeleniu z broni palnej w celu przerwania ciosu potwora. Wtedy możemy wbić w niego całą broń po jej rękojeść zadając największe możliwe obrażenia. Ciągła agresja stwarza niepowtarzalny klimat (Tak, agresja i frustracja wywołane graniem w Bloodborne – Prez).

 

Bloodborne™_20150827005015

 

Czas przejść do bossów. Przegląd jest naprawdę imponujący. Mamy tu łowców takich jak my, którzy przybyli tu przed nami i zdążyli oszaleć. Mamy humanoidalne bestie, w tym wilkołaki i gigantów. Ale są też stwory, których nie powstydziłby się mistrz Lovercraft. Walki z nimi, choć zróżnicowane, wydają się dość proste dla kogoś, kto wczuł się w mechanikę gry. Jedynie kilku sprawiło mi autentyczną trudność. Przyznaję, że nie zrobiłem wszystkich lochów, o których za chwilę, ale z głównej krainy raptem dwójka zatrzymała mnie na dłużej. Byli to Amelia, kapłanka zamieniająca się w krwiożerczą wersję psa z Niekończącej się opowieści oraz ostatni boss, którego nazwy nie zdradzę. Może łatwość z jaką przebrnąłem przez większość przeciwników wynika to z tego, że odpowiada mi taka forma prowadzenia rozgrywki? Lubię dużo rollkować. Nie mam nic przeciwko wyczekiwaniu minuty na odpowiedni moment na wyprowadzenie ciosu, a potem ratowaniu się ucieczką. Mogę być na pełnych obrotach, z adrenaliną buzującą w żyłach i walczyć 15 minut by ostatecznie zginąć, wyciągnąć wnioski i wrócić. Raz, drugi, trzeci, aż w końcu gadzina padnie pod ostrzem mojego miecza. Nie mniej jednak odniosłem wrażenie, że jest łatwiej, że gra powala bardziej historią, która ponownie jest poukrywana w opisach przedmiotów oraz strzępkach informacji od enpeców. Co ciekawe gra posiada sporo filmików, co tylko potwierdza moją teorię. Dla mnie osobiście jest to najlepszy horror wszechczasów. Blood w nazwie gry nie wzięło się przypadkiem. Wszystko związane jest z krwią. Przedmioty, waluta, ulepszenia broni, lore. Krew, krew i jeszcze więcej krwi…

 

Bloodborne™_20150903002204

 

Wspominałem o lochach. Gra oprócz głównej fabuły posiada lokacje dodatkowe, poszerzające opowiadaną historię, pozwalające zdobyć dodatkowe przedmioty i uniwersalną walutę w grze, tzw. Echa krwi (ang. blood echoes). To wszystko w ramach jednego, spójnego świata. Dodatkowo istnieje możliwość złożenia ofiary do 25 różnych kielichów. Taka ofiara pozwala na przeniesienie się do losowo generowanych lochów, które zawierają po kilka poziomów, każdy zakończony walką z bossem. Są tam znani z głównego świata, ale zachowujący się inaczej bossowie, ale także tacy, których nie uraczymy podczas swojej wędrówki przez Yharnam i okolice. Mnie osobiście zaskoczyła słaba losowość tych miejsc oraz ich powtarzalność. Nie mniej jednak można w ten sposób wydłużyć sobie grę o kolejnych, ładnych kilka, kilkanaście godzin.

 

Bloodborne™_20150905134209

 

Pamiętacie moje marudzenie? Zapomnijcie o nim! Jestem zakochany w Bloodborne. Czy uważam jak większość Soulsowej braci, że jest łatwiejsze? Jest! Czy uważam, że jest bardziej liniowe? Jest! Czy to źle? Nic z tych rzeczy, jest po prostu inne. Czuć, że swoje korzenie ma w innych tytułach From Software, ale ma pomysł na siebie. Agresja w ataku, noc, inny klimat, większy nacisk na historię, większa, bardziej dołująca bezsilność. Podoba mi się to. Jeśli nigdy nie miałeś do czynienia z tytułami z Souls w nazwie, polecam zacząć swoją przygodę od BB.

P.S. Nie mówcie Piotrowi i Mikołajowi, że już skończyłem grać… Dobra? Lecę teraz na NG+, poznaję historie enpeców, których przez przypadek ominąłem. Szukam ukrytych miejsc, na które moje lizanie ścian okazało się za małe. Wracam do lochów skopać tyłki bossom, których jeszcze nie odwiedziłem. Umowa stoi? Nie wydacie mnie?