Strzały Winfrida #15: Jak zakochałem się w Rudej

Uwaga, tekst zawiera spoilery dotyczące książek i gier z uniwersum Wiedźmina, czytacie na własne ryzyko.

Skoro formalności mamy za sobą czas przejść do tego, o czym chcę napisać. Otóż, jako że sagę czytałem dawno temu, to fabuła gier jest mi bliższa i jakoś lepiej osadziła się w pamięci. W trakcie Trylogii Białego Wilka spotykamy, znane z kart powieści Sapkowskiego, postacie. Jedne odgrywają ważniejsze, inne mniej ważne role w stosunku do pierwowzoru. Ja skupię się na pomyśle scenarzystów CDProjekt Red, by pozbawionemu pamięci Geraltowi podstawić pod nos zakochaną w nim Triss. Wiadomo – nie każdemu taki obrót spraw pasował, chociaż tak się akurat złożyło, że mi bardzo. Wszystko wskazywało na to, że w ten sposób poprowadzony wątek znajdzie swój finał w ostatniej części gry. Tak się jednak nie stało – ktoś (i nie mam tu na myśli gracza!) nie poradził sobie z udźwignięciem trudnych emocji pomiędzy trójką bohaterów: Triss, Yennefer i Geraltem. Zacznijmy jednak od zarysu historycznego…

W „Ostatnim życzeniu” oraz „Mieczu przeznaczenia” Triss jest ledwie wspomniana. Na poważnie wkracza w świat wiedźminów z Kaer Morhen w „Krwi elfów”, gdzie zostaje mentorką Ciri. Zamiast jednak skupić się wyłącznie na treningach magicznych, Cirilla szkolona jest także na młodą damę. Wtedy też dowiadujemy się o uczuciu jakim rudowłosa czarodziejka darzy Geralta. Dalej, w „Czasie pogardy”, ratuje Białego Wilka po walce z Vilgefortzem. Choć wiedźmin odrzuca kolejne zaloty panny Merigold, ta nie daje o sobie zapomnieć, ponownie wybawiając go z opresji po pogromie w Rivii. Co ważne, Triss dzięki odrobinie magii udaje się zbliżyć do Geralta (po jednej z jego burzliwych kłótni z Yen) i mają krótki romans.

W pierwszej części egranizacji Czternasta ze Wzgórza jest kluczową postacią, starającą się – podobnie, a nawet jeszcze bardziej niż w książkach – za wszelką cenę zbliżyć do naszego bohatera. Wiem, że czarodziejka ma swoje za uszami, ale to jak została poprowadzona fabuła, to jak została ona w niej przedstawiona sprawiło, że autentycznie zaczęło mi zależeć na tej relacji. Przestałem zbierać karty z gołymi paniami i robiłem wszystko by na koniec być z nią blisko. Wiedziałem, że jej cele są zbieżne z moimi i razem podążamy tą samą drogą.

W „Zabójcach królów” ponownie fabuła prowadzi nas w objęcia rudowłosej doradczyni króla Foltesta. W to mi graj! Po wcześniejszym egoistycznym zachowaniu proponuje nam odzyskanie pamięci, a nawet poszukiwania Yen. Nie ma jednak szczęścia, gdyż przed udowodnieniem nam prawdziwej miłości, zdolnej do poświęceń, zostaje porwana przez Letho. W wyniku kolejnych zdarzeń czarodziejka zamieniona zostaje w figurkę. Choć miałem wybór, nie wyobrażałem sobie postąpić inaczej niż uwolnić ją z tego potwornego więzienia. Następnie, w akcie zemsty, rozgromiłem przetrzymujących ją Nilfgaardczyków. Dzięki moim wyborom, po pokonaniu Letho, kończę grę odjeżdżając razem z Triss w stronę zachodzącego słońca.

„Dziki Gon” zapowiadał zmiany. Od samego początku wiadome było, że odnajdziemy Yen. Ja odzyskałem pamięć już wcześniej. Twórcy chcieli bym czuł rozdarcie między prawdziwą miłością z książkowego „Ostatniego życzenia” a nowym uczuciem, nad którym pracowałem wytrwale od czasu amnezji. Zarzucali nas informacjami i zdjęciami otagowanymi #teamTriss i #teamYen. Na grupie sprzeczaliśmy się o to z kim będziemy romansować. Chodziły słuchy, że będzie można namówić panie na trójkąt. Pamiętam też jak Prez naskoczył na mnie, że jak to tak? Że chcę wybrać Triss? Przecież Yen jest prawdziwą miłością Geralta. Ale czy faktycznie?

Scenarzyści trzeciej części doskonale moim zdaniem zaprezentowali wybór w zadaniu pobocznym „Ostatnie życzenie”. Dając graczowi możliwość podjęcia decyzji za siebie. Czy miłość do Yen to tylko efekt życzenia, magia Dżina, czy prawdziwe uczucie? Czy gdyby nie wydarzenia z książek Biały Wilk nadal miałby wyrzuty sumienia i odpychał Triss? Choć samo zadanie jest genialne, choć faktycznie możemy wybrać jedną z czarodziejek, choć możemy nie wybierać żadnej, choć możemy wybrać obie na raz, choć możemy zdecydować się na romans z zalotną Keirą Metz, to to co dzieję się potem sprawia, że jestem zawiedziony rzekomą możliwością poprowadzenia wątku romansowego w Trzecim Wiedźminie.

Czuję się zrobiony w konia. Stworzyłem silną relację z panną Merigold. W pierwszej części byłem jej wierny, w drugiej byłem jej wierny, w trzeciej wiem, że mogę wybrać ją. Cały początkowy akt kręciłem się więc wokół Rudej. Kiedy była sposobność spółkowania z Keirą, nie skorzystałem. Ostatecznie przed udaniem się do Novigradu wyznaję Triss miłość. Ona wyjeżdża do Kaer Morhen. Tam się w końcu spotkamy. Radośnie więc wróciłem do zadania głównego. Jakież było moje zdziwienie gdy podczas spotkania z Yen Geralt zachowuje się jakby cały wątek miłosny z Triss odbył się w poprzednim tysiącleciu. Postawiłem na Merigold, dlaczego mam się całować z Yen? Dlaczego muszę ze wszystkich sił unikać seksu na jednorożcu? Dlaczego właściwie gra nie zarejestrowała mojego związku, mojej decyzji? Nawet we wspomnianym wyżej zadaniu z dżinem, choć samym w sobie genialnym, Biały Wilk zachowuje się jakby istniała tylko Yen. Reszta nie ma znaczenia. Nie tak się umawialiśmy. Wpierw robi się z tego wielkie halo. Mogę wybrać z kim chcę być. A kiedy wybieram – dostaję pstryczka w nos, bo wybrałem niewłaściwie. Może Prez ma rację i profanuję sagę. Zmieniam bieg historii. Ale dla mnie Triss jest tak bardzo fajniejsza od Yen, tak bardzo mi pasuje. Jest kimś, z kim chciałbym być gdybym faktycznie to ja był Wiedźminem Geraltem. To jest gra RPG. Odgrywam rolę Rzeźnika z Blaviken i jeśli w każdym aspekcie mogę tak grać jak chcę, czemu akurat w tak ważnym momencie odebrana jest mi ta możliwość? Nie rozumiem tego. Przecież to nie było trudne by nie zmuszać mnie do czegoś, czego nie chcę robić.

W tym momencie docieramy do przyjazdu do Kaer Morhen. Gdzie powinna być Triss, której nie widzieliśmy baaardzo długo. Co więc robimy? WSZYSTKO poza pójściem i zobaczeniem się z nią. Ponownie główną postacią jest Yen. Ona tu rządzi, jest pępkiem świata. O Merigold nikt praktycznie nie mówi, można by dojść do wniosku, że jej tam nie ma. Pojawia się dopiero podczas bitwy. Tak po prawdzie, w ciągu dalszej gry dziejącej się po wizycie w Novigradzie, równie dobrze mogłaby nie istnieć. Naprawdę byłem w ciężkim szoku gdy podczas napisów końcowych okazało się, że Geralt i Triss jednak żyją happily ever after. Serio? Czy to jakiś podły żart? Jaka Kobieta wytrzymałaby gdybym biegał wszędzie z jej główną rywalką, a ją kompletnie olał? Że po wszystkim, przyjdę i powiem „chodź Maleńka, świat uratowany, gdzie Ci postawić domek?”. Role playing my ass.

„Wiedźmin 3: Dziki Gon” jest grą wybitną. Ostatni raz uczucie pustki po skończeniu jakiegoś tytułu miałem po Heavy Rain, kiedy całym sobą tak bardzo wciągnąłem się w prezentowaną historię, że gdy się skończyła nie wiedziałem co zrobić ze swoim życiem. Tutaj było podobnie, z tym jednym – ale sporym – zastrzeżeniem. Nie mogę zrozumieć jak można stworzyć oryginalny autorski wątek, prowadzić go przez trzy gry, podsycać w graczach przekonanie o możliwości własnego wyboru i podkreślać otwartość zakończenia, by na końcu faworyzować tylko jedną, jedyną, „słuszną” opcję. Bo myślę, że ja i wszyscy ci, którzy wybrali Triss stracili imersję, w którą byli tak świetnie wprowadzani do tej pory. Sztuczność wyboru i ostateczne potraktowanie wątku Triss „po macoszemu” nie dała nam możliwości prawdziwie epickiego zakończenia. Za to należy się CDP Red żółta kartka. A wy z kim spędziliście resztę Wiedźmińskiego życia?

  • b_one

    W momencie, kiedys zaczelo sie o grach, musialem przestac czytac. Co do Heavy Rain – zrob platyne, to przejdzie ci uczucie pustki, fikolki fabularne zaliczone w celu uzyskania X zakonczen powalaja.

    • Przyznam się szczerze, że po skończeniu Heavy Rain nie chciałem jej przechodzić drugi raz. Już przeżyłem swoją wersję historii i nie wyobrażałem sobie grać na wszystkie możliwe sposoby.
      Nie miałem za to tego problemu w przypadku Katawa Shoujo 🙂 Gdzie chciałem poznać wszystkie dziewczyny i ich wątki. Ciekawostka, ta, która najbardziej mi się podobała była najtrudniejsza do rozgryzienia.

      • b_one

        Dziewczyny zawsze na propsie.

  • Antsaren

    Na początku poszedłem w stronę Triss ale bez wyznawania czegokolwiek (już byłem prawie zdecydowany na przyjęciu).;) Natomiast jak spotkałem Yen to mi się przypomniały książki i zmieniło mi się w drugą stronę (pewnie ich celowy zabieg). Potem faktycznie byłem zdziwiony, że w zasadzie gra o Triss zapomina i spotykamy ją w Kaer Morhen. Liczyłem że będzie trochę więcej okazji gdzie będą się przewijać obie bohaterki by zbudować jakieś rozterki a niestety nic takiego się nie stało. Moim zdaniem żółta karta zasłużona, szczególnie że gra jest tak duża (u mnie bez zbierania wszystkiego na mapie 117 godzin gry ze wszystkimi osiągnięciami) to co im szkodziło bardziej rozwinąć wątki z Triss…