Strzały Winfrida #11: Prosto w Serce

Ten tekst musi mieć dwa wstępy. Myślałem jak by to rozwiązać inaczej, ale się nie da. Nie mogę połączyć ich w jedną całość, bo są to dwa różne uczucia. Mówi się, że praca recenzenta wcale nie jest taka kolorowa, jak się wszystkim wydaje. Deadline, pośpiech, nacisk by zrecenzować jak najwięcej tytułów w jak najkrótszym czasie. Wpadacie w pewną rutynę, gdzie szukacie tylko punktów zaczepienia do wystawienia oceny danemu tytułowi. Po pierwsze w Rozgrywce nie jest tak źle i szanowni włodarze pozwalają na trochę luzu. Jednakże po raz pierwszy miałem ochotę ich odrobinę oszukiwać. Że gra taka trudna, że tak długo trzeba grać, że nie można napisać tekstu wcześniej zanim się wszystkiego nie pozna. A co robiłem w tym czasie? Wszystko by zdobyć platynę… Bo ta gra jest ideałem domorosłego rycerza. Lub maga. Czy łotrzyka. Albo kleryka. W ostateczności mago-wojownika w szatach kleryka. Możesz być kim tylko chcesz i nikt, ale to nikt, nie powie Ci, że tak się nie da.

 

Seria Souls zapoczątkowana została tytułem PS3 Only – Demon’s Souls, który bardzo długo był niedostępny oficjalne w Europie. Osobiście ściągnąłem tytuł z samego Hongkongu, gdyż był to jedyny azjatycki rynek z grą w języku angielskim. Pograłem w niego godzinę (słownie – jedną godzinę). Odbiłem się tak, że więcej do tytułu nie usiadłem, aż do sprzedania konsoli. Żadnej mapy, żadnych wskazówek, zabijano mnie co chwilę, wszystko traciłem. Jakieś dziwne klasy postaci. Brak poziomów typowych dla innych RPG, jedna waluta na wszystko, która i tak wyparowywała razem z kolejnymi zgonami. Co to ma być? To jest ten słynny tytuł, o który wszyscy proszą by oficjalnie przywędrował na Stary Kontynent? No chyba nie.

 

DARK SOULS™ II: Scholar of the First Sin_20150507001752

 

Później ukazało się Dark Souls. Początkowo tylko na konsole. Dodatek Arthorias of the Abyss do tej gry może pochwalić się najbardziej genialnym, w mojej opinii, fabularnym przeciwnikiem w grach ever. Poznać go mogłem dużo później, gdy ukazała się wersja na PC z podtytułem Prepare to Die Edition. Zawierała ona podstawkę oraz dodatek plus grę przez sieć dzięki najwspanialszej usłudze jaką stworzyły ludzkie ręce – Games for Windows LIVE. Nawet wtedy jednak (na premierę) nie skusiłem się żeby w zagrać. Zagrałem dopiero gdy poznałem Michała Sobieszka (którego serdecznie pozdrawiam). Gdyby nie on, ten tekst nigdy by nie powstał. Przed zakupem długo się wzbraniałem, ale uległem i na zimowej wyprzedaży nabyłem drogą kupna za eurów pięć. I zginąłem, ale dla świata, na ponad 100 godzin…

 

Po bardzo udanej zimie w Lordran, próbie mierzenia się w ciekawym PvP oraz szukaniu różnych smaczków PvE, nadszedł kwiecień, a wraz z nim premiera części drugiej Dark Souls. Byłem już tak wkręcony, że uzbierałem na edycję kolekcjonerską. Od tego dnia figurka jest nieodłącznym mym kompanem. Początkowo From Software zapowiadało, że część druga będzie pełnoprawnym produktem, skończonym i nie wymagającym żadnych DLC… Po czym zaczęło rozdawać DLC z pakietem broni do zamówień przedpremierowych, a następnie ogłosiło Season Pass z trzema dodatkami… Już to było ciężkie do przełknięcia. Ale wiecie jak to jest z fanami. Co z tego, że robią z ciebie matołka. I tak pójdziesz i kupisz. Co też uczyniłem. Co wam powiem, to wam powiem, ale wam powiem: Naprawdę było warto. Dużo ludzi narzeka, że część druga ma gorszy projekt poziomów, że bossowie są słabi i mało zmyślni. Tylko czy to naprawdę ma jakiekolwiek znaczenie kiedy nie możesz oderwać się od pada? Na Steamie zdobyłem wszystkie osiągnięcia i naprawdę jestem dumny z tego jak poprowadziłem swoją postać przez 135 godzin gry.

 

DARK SOULS™ II: Scholar of the First Sin_20150506231708

 

Jakież było wielkie zdziwienie gdy FS zapowiedziało kolejny płatny dodatek dodający obsługę DX11 na PC i nowe rozmieszczenie przeciwników w całej grze. Przy okazji tytuł miał się ukazać na nowych konsolach. Całość miała zawierać wszystkie dodatki fabularne. Można więc ją uznać za GOTY HD. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że zażyczyli sobie 20€ za tę usługę od osób, które już kupiły grę z Season Passem. Wspomnę tylko, że na PC podstawka kosztowała 120 zł, a Season Pass 100 zł… Oburzenie nasze nie miało końca. Dość powiedzieć, że zawziąłem się i nie kupiłem. A potem przyszedł Cooldan i zapytał, czy nie chcę ograć Scholar of the First Sin do recenzji. Chciałem. Nie wiedziałem tylko jeszcze wtedy, że ta gra znów zassie mnie jak największe ruchome piaski.

 

A tak właśnie się stało. Jedynkę ograłem pyromantą, ale w dwójce system magii się zmienił i pierwotnie grałem lekkozbrojnym rycerzem z Curved Dragon Greatsword. Pomyślałem więc, że aby zróżnicować sobie granie w ten sam tytuł, od początku zagram tym razem magiem. Dodam, że magowie uznawani są poniekąd za oszustów. Było wielkie larum, iż magia jest przegięta, choć tak naprawdę to nie magia jest zbyt potężna. To ludzie nie mieli odpowiednich umiejętności. A seria Souls jest all about the skill. Nie mniej jednak bardzo sobie ceniłem możliwość ataku z dystansu. Okazało się, że nowe ustawienie przeciwników to nie tylko kosmetyczna zmiana. To zmiana, która sprawiła, że czułem się jakbym grał w zupełnie nowy tytuł. Nawet dawne przejścia zostały poblokowane kamiennymi statuami, które trzeba odczarować by przejść dalej. Wiele znanych skrótów nie działało tak jak poprzednio, a drogi zostały usłane wrogami znacznie potężniejszymi niż wcześniej. Oho, pomyślałem, ktoś tu podkręcił poziom trudności! I tak w rzeczywistości jest. Gra jest bardziej wymagająca, ale też jedocześnie pozostaje sprawiedliwa. Niektórzy adwersarze fabularnie zostali przeniesieni do miejsc, gdzie powinni być, jak moi ulubieni Heide Knights do Heide Tower. Mam wrażenie, że w tym wszystkim zwiększono szansę na wypadnięcie części ekwipunku z pokonanych. Co mnie osobiście bardzo cieszy, gdyż oznacza mniej farmienia by wyglądać tak jak chcemy. Musicie wiedzieć, że „fashion souls” jest we mnie silne.

 

DARK SOULS™ II: Scholar of the First Sin_20150505225824

 

Czym jest fashion souls? Otóż nie ważne są do końca statystki posiadanego uzbrojenia poza udźwigiem (wpływa na szybkość uniku w postaci słynnej rolki). Najważniejsze jest to by wyglądać godnie. Dlatego czasem zakłada się coś naprawdę słabego, ale wyglądającego świetnie. Wraz z usprawnieniami SOTFS pojawiło się dużo więcej najazdów postaci sterowanych przez AI. Jest wśród nich sługa Uczonego, który w wersji z kosą bądź wielkim mieczem ściga cię w całej grze. Gdy pokona się go wielokrotnie można zakupić elementy jego ekwipunku. Było to zadanie numer jeden na całą grę. Tak z ofiary stałem się łowcą. To ja szukałem możliwości by mnie nawiedził tylko po to by zabić go i odblokować kupno rękawic. Grę kończyłem już w pełnym rynsztunku Forlorna. Chociaż zbroja nie wygląda tak genialnie w grze jak na arcie promującym tę wersję gry.

 

Nowy NPC mnie zawiódł, inaczej wyobrażałem sobie rozmowy z nim i ogólną interakcję. Nowy boss nie daje nic po zabiciu, żadnej broni czy zbroi, której opis można by przeczytać i dowiedzieć się czegoś nowego o świecie Drangelic. Postać sama w sobie jest genialna i wszystkie strzępki informacji o niej wyciągnięte z wcześniejszych notatek sprawiały, że naprawdę chciałem dowiedzieć się więcej (poczytać mogliśmy już w podstawowej wersji DkS 2). Tutaj mocno się zawiodłem. Za mało uczonego w Uczonym niestety.

 

DARK SOULS™ II: Scholar of the First Sin_20150426135700

 

Czy warto zakupić Dark Souls 2: Scholar of the First Sin? Jeśli graliście wcześniej w Dark Souls 2 i wam się podobało to warto wydać te dodatkowe pieniądze. PvE zmienia się nie do poznania. Łączenie z innymi graczami również jest usprawnione. Jeśli nigdy nie graliście a nudzi się Wam na nowych konsolach to jest to idealny tytuł na długie godziny. Masa ekwipunku, gdzie każdy przedmiot naprawdę może być w użytku i w sprawnych rękach zdziałać cuda. Ogrom czarów. Bardzo dużo lokacji, skrótów, sekretów do odkrycia. Zaprawdę powiadam wam, kupujcie!

 

Na koniec postaram się odpowiedzieć na pytanie zadane przez pewną osobę bardzo nie przekonaną do serii Souls. Brzmi ono – Co jest takiego pociągającego w ciągłym umieraniu? Mnie osobiście pociąga kilka rzeczy. Po pierwsze chęć nie umierania. Wiedząc, że ciągle się ginie robię wszystko by tak się nie stało. Po drugie wiem, że zginąłem z własnej winy. Że gra mnie nie oszukała, po prostu wykazałem się za słabym refleksem, za mało byłem przewidujący. Wracam więc by pokazać, że jestem lepszy niż poprzednim razem. Trzeci, najbardziej kontrowersyjny powód jest taki, że gdy ginę 20 raz na jakimś fragmencie, wstaję wściekły, idę ochłonąć i wracam. Przychodzi wtedy ten 21 raz, kiedy wszystkie moje zmysły są w pełni skupione. Jestem tylko ja i boss czy bardzo ciężki fragment. Robię unik, za unikiem, cios za ciosem. Nagle okazuje się, że to było możliwe, że się udało. Satysfakcja z tego jest przeogromna i dla takich chwil warto grać w gry. A Dark Souls 2: Scholar of the First Sin dostarcza takich momentów jak żaden inny.

  • Prez

    Szkoda, że jestem za cienki na gry od From Software, bo screeny wyglądają zachęcająco. Po tym co piszesz wiem jednak, że nie mam co nawet podchodzić. Spróbuję kolejny raz swoich sił w Bloodborne – ten tytuł jest jakby bardziej przystępny dla każuli.