Strzały Winfrida #10: Strzały w kosmosie

Czy pamiętacie skanowanie planet z Mass Effect 2? Tak wiele złych słów padło pod jego adresem. Według wielu osób to było strasznie nudne… Klikasz planetę, jeździsz myszkiem góra – dół, lewo – prawo, jak na wykresie jest duży pik przy którymś z minerałów wystrzeliwujesz próbnik. Dla większości niepotrzebny, bezsensowny dodatek do gry, dla mnie powód, by wydłużyć godziny spędzone z tym tytułem. Ale bądźmy ze sobą szczerzy, jestem uzależniony od craftingu i poszukiwania materiałów. Dlaczego wam o tym piszę? Ponieważ myślę sobie, że to całe skanowanie musiało się komuś spodobać oprócz mnie. Nagle, zupełnie niespodziewanie, dostałem możliwość ogrania tytułu, który polega tylko i wyłącznie na wysyłaniu takich próbników. Sounds fun, right?

Jeśli jeszcze nie uciekliście, dajcie grze 0rbitalis (pisane przez zero z przodu!) szansę. Nie jest ona na szczęście kopią tamtego pomysłu. Jasne, że są planety, jest kosmos, są próbniki. Tym razem jednak nie badamy składu pierwiastkowego tych planet dosłownie, ale po prostu je obserwujemy, bez wniosków. No dobrze, to co robimy dokładnie? Klikamy jeden z układów możliwych do wyboru. Przenosimy się na mapę, na której mamy planetę o określonym polu grawitacyjnym. Jego siła określona jest za pomocą pierścieni rozchodzących się od niej w różnych odcieniach czerwonego (im ciemniejszy tym mocniej działa pole), do tego dochodzą księżyce i inne ciała niebieskie, krążące po swoich własnych orbitach. Wszystko to ożywa i zaczyna się poruszać po swoich własnych torach. Naszym zadaniem jest jeden, jedyny klik lewą myszką.

Łatwizna myślicie? Ależ skąd! Tak jak w ME2 faktycznie jeden klik dzieli nas od wystrzelenia próbnika, ale musimy to zrobić umiejętnie! Nadać mu odpowiednią prędkość (na myśl przychodzi pierwsza, druga, trzecia czy w końcu czwarta prędkość kosmiczna – fani astrofizyki wiedzą o co chodzi!) i odpowiedni kierunek. Gra trochę podpowiada jak próbnik zachowa się w zetknięciu z polami grawitacyjnymi ciał niebieskich na danej planszy. Jednakże to jak zachowa się dalej, pozostaje niewiadomą do momentu aż trochę polata w kosmosie. Prawdziwym zadaniem jest utrzymanie próbnika w układzie określoną ilość czasu, sygnalizowaną wypełniającym się białym okręgiem przy krawędzi ekranu. Wszystkie czasy powyżej wymaganego są zapisywane w tabeli ogólnoświatowych rekordów. Czasem miałem problem żeby opanować jakiś układ na 20 sekund, a tymczasem ludzie uzyskiwali w nim czas w godzinach. Jeśli zaś długo męczymy się z danym poziomem, możemy uaktywnić pomoc w postaci podświetlenia na zielono miejsc, gdzie inni gracze wykazywali swoją aktywność. Nie jest to podpowiedź wprost, ale troszkę pomaga.

Gra była przez pewien czas dostępna w Early Access. Wraz z ukazaniem się wersji 1.0 udostępniony został tryb tworzenia własnych układów. Edytor jest bardzo przystępny i łatwy w obsłudze, a poza tym wygląda rewelacyjnie! Mówiąc szczerze, dużo bardziej podobała mi się plansza stworzona w wyglądzie edytora niż jej faktyczna wersja testowa! Niech to jednak was nie zrazi, warto zainteresować się tym trybem i tworzyć swoje małe układy. Do tego możemy umieścić więcej niż jeden próbnik aktywowany zawsze jednym tylko kliknięciem, utrudniając życie graczom, którym udostępnicie swój twór.

Podsumowując: jest to na pewno gra, której nie znacie, a powinniście (Fuck yeah! – dop. Prez), zwłaszcza jeśli lubicie patrzeć w gwiazdy i macie lekkie zacięcie fizyczne. Choć nie czarujmy się to prosta produkcja z lekkim zacięciem edukacyjnym. Lepiej pokażcie ją swoim pociechom, bo w przyjemny sposób nauczą się paru ciekawostek. Warto odpalić ją sobie w przerywnikach pomiędzy dużymi tytułami, rozwikłać zagadkę jednego układu i wrócić do swoich standardowych czynności. Miło męczy mózg i daje sporo frajdy, gdy uda się wam naprawdę długo utrzymać próbnik w układzie. Zdecydowanie polecam.

Grę w wersji PC otrzymaliśmy do recenzji od Evolve PR.