Strzały Winfrida #21 – Steampunk puka do Assassynów

Przede mną najtrudniejsze zadanie, jakie kiedykolwiek miałem w historii namawiania innych do zakupu gry. Wiem, że jesteście zawiedzeni serią Assassin’s Creed. Mówicie, że to odgrzewane kotlety. Czytam, jak to IP powinno umrzeć, zdechnąć, zniknąć, wyparować i co tam jeszcze. Wszyscy doskonale pamiętają wpadkę z Unity oraz  Arno straszącego zdeformowaną twarzą. Sam Ubisoft raczej nie pomaga, zaliczając mniejsze lub większe katastrofy marketingowe (patrzę na ciebie downgrade Watch_Dogs). Co jednak zrobić, kiedy wszyscy jesteście w błędzie? Cytując klasyka, Erica Cartmana: „How do I reach these keedz”?

 

Assassin’s Creed: Syndicate przenosi nas do XIX-wiecznego Londynu, wieku pary i elektryczności. Druga rewolucja przemysłowa to pierwsze linie telefoniczne, karabin maszynowy, dynamit. Ze wszystkich tych rzeczy będziemy korzystać. Doliczmy do tego własny pociąg, fabryki wykorzystujące do pracy dzieci i wojny gangów. Na to wszystko stolica Anglii wita nas piękną, słoneczną pogodą, a my poznajemy dwójkę protagonistów – Jacoba i Evie Frye, bliźnięta. Rodzeństwo to dobrze aspirujący asasyni z prowincji, którzy wpadają na trop świątyni prekursorów w samym tętniącym parą i prądem sercu Wysp Brytyjskich. Na miejscu dowiadują się, że templariusze od 100 lat rządzą niepodzielnie Lądkiem Zdrój, a bractwo reprezentuje tylko jeden, lekko nierozgarnięty hindus. Jeśli zadajecie sobie teraz pytanie, czy musicie znać fabuły poprzednich części, odpowiedź brzmi – nie. Możecie spokojnie skupić się na samych wydarzeniach, w których będziecie brać udział, omijając niuanse obecne dla tych, którzy ukończyli wszystko co zawiera Assassin’s Creed w nazwie.

 

Assassin's Creed® Syndicate_20151022223516

 

Ja osobiście zaliczam się do tej drugiej grupy. Spiąłem się w sobie i ukończyłem nawet AC: Rogue tuż przed premierą najnowszej części, aby lepiej znać historię. Co więcej, zorientowałem się, że coś ze mną nie tak, w momencie, gdy zajarałem się porządnie faktem wprowadzenia nowego design’u drzew do parkouru, po raz pierwszy od implementacji ich w trójce. Tych z kolei, którzy skusili się na ogranie Black Flag, ucieszy pewnie wiadomość, eż kroczyć będziemy po śladach Wielkiego Mistrza Assassynów: Edwarda Kenwaya. Tak, tego samego zawadiackiego pirata, który nie do końca rozumiał czym jest Credo. Ponownie na naszej drodze staną sławy, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Z Charlesem Dickensem poszukamy duchów, z Karlem Marxem pobawimy się w społeczniaków, Charles Darwin pomoże nam rozwikłać zagadkę pewnego syropu, a naszym bondowym Q będzie tym razem sam Alexander Graham Bell. To śmietanka znanych postaci historycznych.

 

Assassin's Creed® Syndicate_20151026223850

 

Oprócz sław, nasze działania wspomagają Londyńczycy, którzy ze swoich prywatnych powodów nie cierpią gangu Blighters, rządzącego niepodzielnie w mieście. Niektórzy robią to dla wpływów, inni dla pieniędzy, a jeszcze inni  z zemsty. Powiązane mamy z nimi pięć reputacji. Wykonując zadania z danej grupy awansujemy i otrzymujemy dodatkowe przedmioty bądź ulepszenia ekwipunku. Seria podpatrzyła jak to się robi w Kolo Djudi i za wszystko dostajemy tutaj doświadczenie. Każde 1000 XP daje nam jeden punkt do rozlokowania w drzewku umiejętności. Im potężniejsza zdolność, tym więcej punktów kosztuje – maksymalnie sześć. Twórcy przedpremierowo raczyli nas informacjami o tym, że każde z bliźniaków będzie się prowadziło inaczej. Jacob miał być klasycznym, ulicznym zabijaką, a Evie skrytobójczynią z krwi i kości. Niestety, choć każde z nich awansujemy osobno, ich drzewka różnią się raptem sześcioma pozycjami, po trzy na głowę. Jeśli mam być szczery to jest to jedyny mój zarzut do produkcji. Sami możemy podążać za tym, co autor miał na myśli i stworzyć postacie wyspecjalizowane w konkretnych działaniach. Ostatecznie jednak, jeśli zbierzemy wszystkie zasuszone kwiatki, skrzynie, fragmenty Animusa i inne butelki z piwem, wykonamy zadania główne oraz poboczne to odblokujemy wszystkie skille, a wtedy rodzeństwo praktycznie nie będzie się różniło od siebie w rozgrywce.

 

Assassin's Creed® Syndicate_20151027012620

 

Bardzo szybko, fabularnie, zdobywamy przywództwo nad własnym gangiem oraz stajemy się właścicielami pociągu. Będzie  on naszym mobilnym centrum dowodzenia. W czasie rzeczywistym wagony przemierzają miasto i nigdy nie wiadomo gdzie się znajdziemy używając opcji szybkiej podróży i skacząc na ich pokład. Jeśli mamy taką chęć możemy, odbić z rąk templariuszy dzielnicę za dzielnicą. A pomoże nam w tym nasz gang. Możemy go rozwijać dokupując ziomkom mocniejszy sprzęt, ulepszać dyliżanse, czy inwestować w nieruchomości. Dyliżanse są czymś, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Zwiastuny nie napawały optymizmem. Tymczasem jeździ się przyjemnie. Wyścigi, kradzieże (Grand Theft Carriage), także w ruchu, taranowanie, ostrzeliwanie się z rewolwerów będąc za lejcami – to wszystko działa więcej niż dobrze. Niejednokrotnie kiedy miałem dłuższą drogę do pokonania wskakiwałem na siedzenie woźnicy i pędziłem przez miasto, koniecznie lewą stroną!

 

Assassin's Creed® Syndicate_20151027221058

 

Nie powiedziałem wciąż o największej rewolucji w serii, czyli lince z hakiem do błyskawicznego wspinania się i podróży między budynkami. Nie wiem jak mogłem wcześniej bez niej żyć. Działa podobnie jak Batclaw w serii Arkham. Tylko tutaj ma wszystkie właściwości od razu. Co ważne, Londyn jest skrojony pod to rozwiązanie. Budynki są wysokie, zabudowa gęsta, czuć, że to prawdziwa metropolia. Przy nim Paryż z Unity wydaje się zapyziałą prowincją. Przed premierą były pewne obawy, że linka działa tylko w wyznaczonych przez projektantów miejscach. To prawda, jednakże są one rozmieszczone tak gęsto, że tylko największe marudy mogłyby się przyczepić. Część fragmentów Animusa jest możliwa do zebrania wyłącznie poprzez wystrzelenie linki w odpowiednim miejscu. Dodaje to różnorodności w zbieractwie i mi osobiście pasuje.

 

Assassin's Creed® Syndicate_20151028093534

 

Jeśli interesujecie się ilością różnorodnego ekwipunku w grach to możecie być lekko zawiedzeni. Do dyspozycji mamy trzy rodzaje broni białej: kastety, kukri oraz laskę z ukrytym sztyletem. Wszystkie w wielu, coraz mocniejszych odmianach. Do tego rewolwer i noże do rzucania w działce broni dystansowej. Gadżetów też jakby mniej niż zwykle. Ale kompletnie się tego nie odczuwa. Powodem są finishery, które jak cały system walki, przypominają tym razem to co znamy z gier z Gackiem od Rocksteady. Gdy walczymy i zerujemy punkty życia przeciwnikowi (są nawet paski zdrowia – nowość w serii) następny atak wyprowadzony w jego stronę przerodzi się w animację dobicia, podczas której jesteśmy niewrażliwi na obrażenia. Jeśli uda nam się zzerować kilku wrogów blisko siebie, to cios kończący uwzględni ich wszystkich. Raz udało mi się tak z piątką templariuszy. Do teraz nie mogę podnieś szczęki z ziemi, takie to było dobre. Wielkie brawa.

 

Jeśli wciąż zadajecie sobie pytanie, czy warto interesować się nowym Assassynem, bądź zajrzeliście do ostatniego akapitu bo TL;DR to mówię wam, że WARTO. Zrezygnowano ze wszystkich upierdliwych rzeczy, wprowadzono świeże pomysły, które są świetne. Fabuła sprawia, że nie czujesz potrzeby przechodzenia wszystkich poprzednich gier. Jednocześnie niejednokrotnie puszcza oko do weteranów. Grafika jak na open world jest piękna. Na PS4 gra chodzi płynnie, ani razu nie zaobserwowałem dropów, ładowanie gry mogłoby być odrobinę krótsze. Londyn żyje, Tamiza żyje, puby żyją (w zależności od pory dnia!) i do tego pada rzadziej niż to mówią ulotki. Zapomnijcie wszystko złe, wybaczcie Ubisoftowi i kupcie Syndicate. Pokażcie, że ludzie stojący za tą częścią odwalili kawał dobrej roboty i zachęćcie dewelopera do inwestowania w ten zespół.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od słuchacza, który prosił o pozostanie anonimowym.

  • No i właśnie ta recenzja pokazuje jak różne są podejścia ludzi do tematu. Ja zachwyciłem się ACII, który miał najlepszą historię, która pchała mnie do przodu jak opentana, potem niedoceniany Brotherhood, który zwolnił trochę z historią, ale wprowadzał nowe mechaniki, które na temten czas bardzo mi odpowiadały.
    Niestety w momencie gdy skończyła się główna oś historyczna wszystko się posypało. Jeszcze na początku Black Flag zrobił mi nadzieję, że będzie to coś w miarę ciekawego, szczególnie przy tych drobnych smaczkach i połączeniu z Watch_Dogs, ale widać że developerzy muszą tak szybko wypuszczać kolejne części, że nie mają czasu skupić się na historii. Cały sens odniesienia wydarzeń z przeszłości do teraźniejszości został spłycony do tego że jesteśmy pracownikiem Abstergo i używamy nowych wersji oprogramowania. W momencie gdy Ubi CHWALI się tym, że elementy teraźniejszości są nieistotne i jeśli chcem możemy je całkowicie pominąć to gubi mi się głębia tego tytułu, a nie potrafię się tylko i wyłącznie cieszyć pięknym miastem.
    Unity na 5 minut mnie zachwyciło. Biegałem po Paryżu, podziwiałem widoki, ale w samą grę już kompletnie nie chciało mi się grać, obawiam się że z Syndicate niestety będzie tak samo…

    • Piotr Zawiła

      Ja chyba na jakis lets play sie skusze. Podzielam Twoja opinie, co do calej serii. Dodatkowo zamiast rozwinac siec intryg, grupy dazacej do wladzy, nie potrzebnie dodali tych kosmo bogow. Pogloski i symbolika, jak w kodzie Da Vinciego i mogloby byc ciekawiej.

      • Widać ewidentnie, że cała historia była przewidziana by zakończyć się na Desmondzie. I nagle okazało się, że muszą szyć dalej historie bo seria zrobiła się maszynką do zarabiania pieniędzy.

    • Na razie fabuła w teraźniejszości w Syndicate się dzieje, ale są to tylko filmiki.

      • Serio? To właśnie moje zainteresowanie spadło do 0,1.

        • To i tak lepiej niż w Unity 😉 i bez przesady. Zaraz cały AC będzie w teraźniejszości.

        • Skończyłem wszystkie wątki fabularne. Gra wraca do historii prekursorów i robi to bardzo zacnie. Po braku tychże w Unity i po skromnym wspomnieniu w Rogue tutaj się dzieje.

  • ja jestem jeszcze gorszym przypadkiem, bo mi najbardziej podoba się Unity…

    • To ciekawe, jestes w stanie wytłumaczyć dlaczego?

      • w skrócie: tłum, działanie w tłumie i żyjące ulice. ale kiedyś to rozwinę w dużym tekscie

        • dla mnie syndicate to krok w tył bo jest puste, po bieganiu godzinami po Paryżu nie mogę patrzeć na tych kilku przechodniów w „wielkim londynie” – jakbym się cofnął na PS3

          • BIGPUN

            #teamLubięUnity here @arkadiuszogoczyk:disqus nie jesteś sam. Masz mój miecz i Zoolatara 🙂

          • Poza tym Paryż wyszedł tak unikalnie-czuć tam jeszcze średniowieczny vibe miasta, a Syndicate to taka szara brązowa fabryka, która przypomina czemu nie robi się gier osadzonych np. w Łodzi

          • Kurde… Mi się turbo podoba.

          • Czyli mechanika. No ok, to jestem w stanie zrozumieć dlaczego 🙂

        • Troszkę mam inne zdanie. Ten tłum zabijał sprzęt, a nic nie robił. Wolę jedna płynność Syndicate kosztem sztucznego tłumu. Za to Londyn pod względem zabudowy miażdży Paryż. Co też opisałem w tekście.

          • Opisałeś? ja z tego nie wiem pod jakim względem, czemu, gdzie, jak, czym jeden design przewyższa drugi i co nowego do zabudowy wprowadziło Syndicate; „Londyn jest skrojony pod to rozwiązanie. Budynki są wysokie, zabudowa
            gęsta, czuć, że to prawdziwa metropolia. Przy nim Paryż z Unity wydaje
            się zapyziałą prowincją.” Napisaleś co czujesz, ale – wait for it – NIE PRZEKONAŁEŚ MNIE

  • Prez

    Uuuu, słuchacze dają promki 🙂