Steel Division: Normandy 44

Lubicie strategie, których akcja toczy się w realiach II wojny światowej? Znacie serię Blitzkrieg lub Sudden Strike? Znacie takie studio jak Eugen Systems? Wiecie jakie gry wydaje Paradox? No to przedstawiam wam najnowszy owoc romansu dwóch wyżej wymienionych firm – Steel Division: Normandy 44.

Ten rok może być naprawdę dobry dla gier osadzonych w czasach II wojny światowej. Już wyszło Day of Infamy, zapowiedziano nowe Dudi, w sierpniu wychodzi czwarty Sudden Strike, a trzeci Blitzkrieg nabiera coraz ładniejszych rumieńców. Ja czekałem bardzo mocno na nową grę twórców takich tytułów jak Wargame, Act of War, czy R.U.S.E. Oto gra, o której napisałem Prezowi po 30 zaledwie minutach grania – „Człowieku, to będzie GOTY.” I wiecie co? Nie zmienię zdania po tych wszystkich godzinach i kilku ostatnich nieprzespanych nocach. Zanim jednak padnę ze zmęczenia, sklecę poniższe zdania, żebyście wiedzieli, że mamy nowego króla drugowojennych strategii.

Po odpaleniu gry ukazuje się proste, ale miłe dla oka menu w którym przygrywa świetnie dopasowana do klimatu muzyka. Każdemu proponuję zacząć od Boot Camp, w którym poznamy podstawy gry, skróty i kilka porad jak sobie w ogóle radzić. Jest tam 7 krótkich misji i skirmish z AI. Drugi tryb to kampania. Podzielono ją na 3 główne scenariusze, po 4 misje każdy. Niby niewiele, ale i tak trzeba poświęcić trochę czasu żeby to wszystko przejść. Szczególnie, że pierwsza z nich (gramy w niej jako amerykanie) jest najprostsza, choć i tak jej poziom to medium. Kolejnymi są niemiecka (hard) oraz brytyjska (very hard). Nie ma w tym krzty przesady, bo AI daje nam mocno popalić (ale o tym później). Poza nimi są jeszcze tryby potyczek przeciwko komputerowi oraz multiplayer. I zaczynamy nasze małe schody. W kampanii mamy z góry ustalone jednostki, które będziemy mogli werbować w ramach postępu podczas rozgrywki. W potyczkach i multi najlepiej samemu coś stworzyć i mamy od tego Battlegroups.

Na przykład grze jest 1. Dywizja pancerna Generała Maczka (taki fajny, rodzimy akcent). W jego menu mamy 42 okienka na jednostki podzielone na 8 grup (rozpoznanie, piechota, wsparcie, czołgi, ppanc, przeciw-powietrzne, artyleria oraz powietrzne). Wykorzystać możemy jedynie 36 z nich. A żeby dobić laika, a uszczęśliwić wszelkich hardkorowych graczy, w każdej grupie jednostki są dodatkowo podzielone na A, B oraz C. Litery te oznaczają fazę bitwy, w której można je wzywać. No właśnie, bo każda bitwa to trzy fazy i trzeba mądrze wykorzystywać swój potencjał jednostek i łączyć je tak, by dały jak najlepszy efekt. Jeszcze za mało kombinatoryki? Proszę bardzo – każda z nich ma określoną ilość użyć podczas bitwy, co raczej nie ułatwia życia (a wyczerpanie się jednostek zwiadu w ostatniej fazie bitwy w celu namierzenia wrogiej artylerii nie jest dobre, wiem z autopsji). Na szczęście jednak dla mniej obeznanych graczy jest funkcja Auto Fill, która z automatu rozdysponuje naszymi punktami i ułoży całkiem niezły mix. A teraz zamieszam jeszcze raz – każda dywizja różni się ilością punktów, które dostaje w każdej z faz, co minutę. To z kolei znowu zmusza do myślenia nad tym, które jednostki kiedy wysłać do walki. Wysoki mamy próg wejścia, prawda?

W powyższym akapicie wspomniałem o polskim akcencie w grze i zrobiłem to celowo. Eugen Systems mocno się postarało, i wszystkie jednostki w grze są odwzorowane historyczne razem ze swoimi dowódcami. Dla fana historii – wielka gratka. Skoro jesteśmy przy realiach historycznych, to trzeba również dodać, że mapy w grze są oddane ze zdjęć zwiadowczych samolotów RAF z 1944 roku (choć odpowiednio przeskalowane -wiadomo). Kolejny wielki plus dla twórców. Historyczną wisienką na torcie niech będzie to, że ekipa Eugen Systems zaimplementowała do gry łącznie ponad 400 jednostek i KAŻDA z nich jest odwzorowana historycznie z bardzo dużą dokładnością. Ale jak wypada najważniejsze w tej grze, czyli gameplay?

Obłędnie. Screeny widoczne w tekście tylko częściowo mogą zobrazować co się wyprawia na ekranie. To są bitwy na naprawdę dużą skalę! W trakcie zabawy trzeba mieć oczy dookoła głowy, widzieć wszystko i ciągle sprawdzać jak sobie radzą jednostki, bo nie mamy najmniejszych szans ogarnąć całości naraz. Podczas każdego starcia liczą się sekundy. AI jest piekielnie mocne, wykorzystuje nasze luki, często przeprowadza rekonesans i mądrze na niego reaguje. Przegrywamy, ale przez swoje błędy a nie bugi w grze. Ciekawe rozwiązanie twórcy zastosowali podczas tworzenia „żywotności” jednostek, ponieważ… coś takiego nie istnieje. Każda ma swoje morale, które decyduje o jej być albo nie być na polu bitwy. Podatna na mocny ostrzał piechota zostaje przygwożdżona, po czym wycofuje się z walki lub wywiesza białą flagę i jest zabrana do niewoli. Jeśli nie zdąży, może zostać zniszczona przez oddziały przeciwnika.

Żeby nie było znowu tak łatwo, jednostka może znaleźć się w obszarze działania swojego dowódcy. Dzięki temu nie tylko morale utrzymuje się dłużej, ale także dostaje się premię do doświadczenia (i strzela celniej). Trochę inaczej ma się sprawa podczas wysyłania do walki czołgów. One bazują na swojej sile (która wzrasta wraz ze zbliżaniem się do przeciwnika) oraz pancerzu. Mały pro-tip dla nowych w temacie takich gier – nie podjeżdżajcie samymi czołgami pod miejscówki wroga bez wsparcia, bo wyglądać to będzie jak rosyjska ruletka (tylko, że tutaj nabójów jest 5 na 6 miejsc w bębenku).

Wiemy już, że gameplay jest świetny. A jak wypada audio oraz grafika? Muzyka towarzysząca nam w menusach jest bardzo klimatyczna, a dźwięki maszyn, strzałów czy wybuchów są na wysokim poziomie. Graficznie też nie można się za bardzo do niczego przyczepić. Czy patrzymy z wysokości, czy zbliżamy widok, gra wygląda naprawdę dobrze. Jedyne, o co można mieć mały zarzut, to problem z kliknięciem na konkretną jednostkę, kiedy znajduje się bardzo blisko innych. Wtedy można popełnić błąd, a podczas rozgrywki te parę sekund decyduje czasem o naszym być albo nie być. Mam jeszcze jeden zarzut.

Podczas potyczek przeciwko AI zdobywamy punkty za kontrolowanie ponad połowy dostępnego terenu. Kilka razy niestety przegrałem, bo pomimo większej ilości zabitych jednostek to komputer miał ponad pół rozgrywki 52-55 procent zajętej powierzchni mapy i szybciej zdobył wymagane punkty. Gra wymaga jeszcze poprawek i zmian w balansie. Co prawda bardziej uwidacznia się to w multi niż w singlu, ale trzeba o tym pamiętać.

Z recenzenckiego obowiązku pograłem nieco w tryb multi. I dostałem bęcki. Naprawdę potężne bęcki. Kiedy gracie 10 na 10 przez pierwsze minuty próbuje się ogarnąć co się w ogóle dzieje na ekranie, a nie gdzie trzeba atakować. Jednak kiedy przebrnie się przez wysoki próg wejścia, nawet multi daje wielką frajdę. Ostrzegam tylko, że to gra wymagająca cierpliwości i pokory.

Napiszę krótko – Steel Division: Normandy 1944 to najlepszy drugowojenny RTS jaki pojawił się w ostatnich latach. A kiedy pisze to rozgrywkowy maruda to wiedzcie, że coś się dzieje! A teraz wracam do pierwszej pancernej Generała Maczka, kopać niemieckie cztery litery. Na koniec absolutna wisienka na torcie – gra ma pełne wsparcie Steam Workshop. Wiecie co to oznacza? Nowe jednostki, scenariusze, całe kampanie, mapy… To są setki, jeśli nie tysiące godzin zabawy. I to powinno wystarczyć na rekomendację.

Autor : Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma : PC

Steel Division: Normandy 44 / Deweloper: Eugen Systems / Wydawca: Paradox Interactive / Strona Oficjalna.