Star Crusade CCG

Dostałem w swoje ręce karciankę nazwaną dość dziwnie – Star Crusade CCG. Początkowo nie rozumiałem co oznacza to całe CCG. Szybko wyszperałem przy pomocy wujka Google, że rozwinąć to należy w Collectible Card Game – kolekcjonerska gra karciana). Drugim pytaniem było, ale po co? Przecież Hearthstone nie ma w nazwie zaszytego skrótu o czym jest, Magic The Gathering też sobie radzi świetnie bez tego od wielu lat. Nie dawało mi to jednak spokoju i choć zajęło mi to dłuższą chwilę, to odkryłem, że w 1994 roku Take 2 wydało symulator kosmicznych starć nazwany Star Crusader. Podobnie jak w produkcji studia ZiMAD, mamy tam pięć ras kosmitów. Kolejne minuty poszukiwań wykazały, że niestety, ale nazwy ras się nie zgadzają. Reasumując moją pracę detektywa: Mimo że można doszukać się podobieństw w warstwie fabularnej, to gry nie mają ze sobą nic wspólnego. Mam jednak nadzieję, że poszukiwania wciągnęły was tak samo jak mnie…

Wytrwałym dziękuję za okazane zaufanie. Od teraz będzie już tylko merytorycznie. Star Crusade CCG to gra karciana, w którą na jednym koncie możemy grać na Steamie, a następnie wyjść z domu i na pobranej aplikacji na smartfonie kontynuować boje w kosmosie. Obie wersje gry są całkowicie za darmo, posiadają jednak zaimplementowane mikrotransakcje. Za prawdziwe pieniądze kupimy boostery z kartami, w identycznym co u Blizzarda rozwiązaniu. Za 100 lokalnej waluty kupimy jeden, a następne w paczkach po kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt już za złotówki. Oczywiście im więcej na raz kupimy, tym taniej nas ta zabawa wyjdzie. Grosze zarobimy za zwycięstwo, trochę więcej za wykonanie dziennych zadań, maksymalnie trzech.

Gra jest trochę w wersji rozwojowej. Zwłaszcza płatne opcje są w tej chwili wyłączone. Nie można kupować skórek do rewersów kart ani generalnie personalizować swojego profilu. Co jest przecież modne we wszystkich F2P. Teraz, skoro już wiecie, że warto się zainteresować grą, gdyż jest darmowa, to poczytajcie, czemu jest po prostu fajna. Chociaż ras jest pięć to frakcji łącznie mamy o jedną więcej, a to za sprawą dwóch ludzkich ugrupowań. Każdą reprezentuje niestety tylko jeden dowódca, ale za to o unikalnych umiejętnościach. Tak, słusznie wypatrzyliście liczbę mnogą. Mamy ich aż trzy. Dodatkowo posiada zestaw kart unikalnych dla siebie. Resztę dobieramy ze wspólnej puli, a danej karty w talii możemy mieć co najwyżej dwie sztuki. Sam deck musi składać się pomiędzy 25, a 40 kartami.

Brzmi ciekawie? I jest! Przypomnę wam, że gra dzieje się w kosmosie. Są więc barbarzyńskie hordy kosmitów, inteligentne rasy operujące na atakach psionicznych i przejmowaniu kontroli nad wrogiem, wysoce rozwinięte ugrupowanie robotów, a także mutujących się „zergów”. Wybaczcie, dla mnie wszystko co pojawiło się po Starcraftowych zergach, a wygląda jak oni, to zostało nimi zainspirowane i tutaj serio nie ma wątpliwości skąd scenarzyści podkradli pomysł. Czy na potwierdzenie swojej tezy muszę dodawać, że ich dowódca to pani żywo przypominająca Królową Ostrzy?

Jako, że mam do nich słabość od maleńkości, to jak najszybciej chciałem zagrać ich talią. Problem polega na tym, że aby wybrać innego dowódcę trzeba go najpierw pokonać. W sensie gracza, który go już posiada. Także czekałem i czekałem, i biłem kolejnych ludzi, ale pani komandor się nie trafiała. Aż w końcu przyszła i dostałem od niej tęgie baty. Przy drugiej okazji miałem więcej szczęścia w kartach i udało mi się ją przygarnąć do swojej drużyny.

Moim zdaniem ma ona najciekawsze umiejętności rasowe. Potrafi mutować, przez co rzucane jednostki mogą transformować w coś zupełnie innego. Drugą dostępną do wykonania akcją jest wszczepianie pasożytów we własne stwory. Zniszczenie takiej karty na stole powoduje, że pojawiają się dwie nowe. Mutować można często więcej niż raz, przez co przeciwnik nigdy nie wie co zrobimy i z czym będzie musiał się zmagać. W jednej chwili z defensywy przechodzimy płynnie w ofensywę. By za chwilę powrócić do okopów. Jednakże jeśli lubicie inny styl walki, każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Wśród kart, klasycznie, znajdziemy typowe jednostki, mury, które trzeba atakować i zniszczyć by móc dobrać się do innych kart. Mamy tutaj tarcze energetyczne, efekty uśpienia, buffy, debuffy, a nawet pułapki rodem z Hearthstone, o których działaniu dowiemy się w momencie ich aktywacji. Mamy też zapożyczone z HS menu tekstów, którymi możemy uraczyć przeciwnika – Well played! Oczywiście jest trochę zmian w stosunku do dzieła Blizzarda. Dowódcy potrafią mieć trzy paski zależne od różnych aktywności w grze, które wraz z uzupełnianiem się pozwalają aktywować jedną z umiejętności. Każdy dowódca dysponuje też inną pulą punktów życia. Odniosłem wrażenie, że albo masz mało życia, ale lepsze zdolności, albo nadrabiasz wytrzymałością niedostatki w działaniu.

Wersja mobilna.

Cóż mam powiedzieć na koniec? To dobra karcianka, która wciąga i może się podobać. Dzieje się w kosmosie, a kto nie lubi futurystycznych klimatów? Czerpie garściami, będąc w moim odczuciu blisko plagiatu, z dzieła studia z Zamiecią Śnieżną w nazwie. Właściwie to dzieł, jakby się nad tym zastanowić. Własnych pomysłów ma bardzo mało i są zdecydowanie kosmetyczne. To, co może się podobać to fakt, że jest za darmo, można w nią grać także na telefonie i co najważniejsze, jeszcze nie jest pełna osób, z którymi nie masz szansy wygrać. Także do dzieła stratedzy! Budujcie deki i mierzcie się ze sobą, a nuż traficie na moją mutującą talię, którą wdeptam was w Ziemię albo inną planetę!

Autor: Winfrid

Platformy: PC, Android, iOS

Star Crusade CCG / Deweloper: ZiMAD, Inc. / Wydawca: ZiMAD, Inc. / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Plan of Attack.

TwitterFacebook