Splatoon – wrażenia z ograniczonej czasowo wersji demo

Na Splatoon czekam od pierwszej zapowiedzi. Jest to o tyle dziwne, że w tytuły oparte na zabawie wieloosobowej (z małymi wyjątkami) praktycznie nie gram. Tym, co jednak z miejsca kupiło mnie w przypadku nowej produkcji Nintendo jest jej stylistyka, a także swoista innowacyjność w podejściu do multiplayerowego strzelania.

Dzięki specjalnej akcji big N wszyscy posiadacze Wii U mieli w ubiegłą sobotę możliwość wypróbowania dema Splatoon. Nie omieszkałem skorzystać z tej szansy i stąd ten oto tekst.

Japończycy postanowili udostępnić graczom fragment zawierający jeden tryb (w pełnej wersji znajdą się co najmniej trzy, w tym single, a kolejne mają być wypuszczane jako DLC). Po uruchomieniu Splatoon mamy możliwość ukończenia tutorialu, który… potrafi wywołać zdziwienie. Wszystko dlatego, że narzucono w nim cudaczny system sterowania, gdzie za ruchy kamerą w górę i w dół odpowiadają rzeczywiste wychylenia gamepada. Na szczęście we właściwej rozgrywce można tę, jak się okazuje opcję, wyłączyć. Samouczek jest króciutki, a zaznajomienie z podstawami zabawy zajmuje dosłownie dwie-trzy minuty.

 

splatoon2

 

Główną składową dema jest tryb Turf War. Jego zasady są proste, a jednocześnie tchną w gatunek strzelanek sieciowych upragniony powiew świeżości. Walka oparta została tu na dwóch kluczowych elementach: specyficznej broni i unikatowo zaprezentowanym zdobywaniu terenu. Naszą amunicją są zbiorniki z farbą (każdy z dwóch zespołów otrzymuje inny, losowo dobrany kolor), a celem staje się odmalowanie dostępnej przestrzeni w barwach drużynowych. Wygrywa ekipa, której kolor przykryje większą część poziomu.

Warto nadmienić, że nie znajdziecie tu przyczółków i kontrolowania zdobytych baz. Sposobem na zwycięstwo staje się więc wchodzenie na teren pomalowany przez wroga i skrapianie go swoją farbą. Dzięki takiemu postawieniu sprawy musimy się nieustannie przemieszczać, a nie np. czaić za zasłonami w oczekiwaniu na nieprzyjaciela. Rozgrywka zyskuje przez to fajny, arcade’owy charakter. Co ciekawe, barwy przeciwników ranią naszą postać, dlatego zawsze musimy uważać na to, po jakim podłożu stąpamy. Kolejną innowacją jest alternatywna forma fizyczna bohatera. W każdym momencie może on przemienić się w kałamarnicę i zanurzyć w podłożu oraz ścianach pokrytych jego kolorem. W ten sposób uzupełnia amunicję, a także przemieszcza się szybciej i zyskuje możliwość dostania się do niedostępnych wcześniej miejsc (choćby na wyżej usytuowane półki).

 

splatoon4

 

Przed każdym starciem należy wybrać oręż do walki. Dostępne są dwa rodzaje pistoletów (różnic między nimi nie zdążyłem zaobserwować), coś na kształt karabinu snajperskiego oraz olbrzymi wałek, którym malujemy podłogę niczym prawdziwy malarz ściany, ale za to nie możemy przy jego pomocy strzelać. Każdy ekwipunek zostaje też uzupełniony o broń dodatkową (granat, działko). Rozgrywka jest prowadzona na bardzo małych arenach między dwiema drużynami, po czterech graczy w każdej.

I tak dochodzimy do wrażeń płynących z zabawy. Przez dostępną godzinę grało mi się naprawdę nieźle, ale już po tak krótkim czasie dało się dostrzec w Splatoon dwa duże mankamenty. Po pierwsze: przeciwników „zabijamy”, ale nie zauważyłem czy daje to jakieś wymierne korzyści ponad to, że znikają oni na kilka sekund z planszy. Po każdym starciu otrzymujemy wprawdzie indywidualne punkty, ale nie mają one wpływu na końcowy wynik potyczki, bo ten zależny jest wyłącznie od tego, czy uda nam się pomalować więcej dostępnej przestrzeni niż oponentom. Po drugie: drużyna, która ma w swoim składzie trzy postacie wyposażone w wałek jest praktycznie nie do pokonania przez oponentów złożonych z trzech „żołnierzy” lub snajperów. Wałek to w zasadzie gwarant sukcesu i obawiam się, czy w pełnej wersji nie będziemy mieli do czynienia z zespołami, w których wszyscy wybiorą to właśnie narzędzie „zagłady”. Mimo wszystko same starcia wypadają na plus, bo są szybkie, emocjonujące i zwyczajnie dają radochę. Po godzinie zabawy nie miałem dość, ale też liczę na więcej urozmaiceń w pełnej wersji, bo wiem, że na dłuższą metę powyższa forma może okazać się nużąca.

 

splatoon3

 

Oczywiście największy potencjał Splatoon drzemie w zabawie drużynowej, ale na tej płaszczyźnie Nintendo się nie popisało i w grze zabraknie opcji rozmowy głosowej. Pozostaje więc liczyć na znajomych i odpalanie Skype’a z poziomu komputera.

Stylistyka nowej sieciówki od Nintendo (jak to w ogóle brzmi?) jest po prostu świetna. Żywe, wyraziste kolory i zblazowane, zabawne postacie mnie osobiście najbardziej kojarzą się z funkowymi klimatami starszych trójwymiarowych tytułów Segi. Czuć tu ducha Jet Set Radio, Crazy Taxi i Sonic Adventure. Powiem szczerze, że nie wiedząc kto produkuje Splatoon z miejsca zgadywałbym, że to właśnie Sega. Klimat omawianej gry jest zwyczajnie super, a dopełnia go dobra, miksowana i scratchowana muzyka.

 

 

Po ledwie godzinie spędzonej z demem nowej marki (!) Nintendo, ciężko wywnioskować, czy faktycznie pełny produkt da radę, ale z pewnością ma on w sobie olbrzymi potencjał, który firma z Kioto może dobrze wykorzystać. Ja jestem póki co na tak i przymierzam się do zakupu Splatoon. Warto dać temu tytułowi szansę nie tylko ze względu na to, że od dawna czegoś takiego nie było, ale też dlatego, że widać tu innowacje i pomysły, które wyróżniają go na tle wtórnych, miałkich i seryjnie robionych strzelanek.

 

Piotr Kaźmierczak aka Kazz aka Krul

  • A będą w DLC jakieś znane postacie? Mario albo księżniczka Picza?

    • Kazz

      W sumie to byłby dobry ruch, a N miało nawet w planach, by to właśnie postacie z Mario grały główne skrzypce w Splatoon.

      • Agree 🙂 jeśli można być ponaku*wiać Yoshim to normalnie GOTY z miejsca :d

    • Kasztaniak Zpocześla

      Na bank będzie. W Mk8 i Super smashu już dodatki są więc Nintendo zaczyna stosować tą metodę zarabiania.

      • b_one

        Princess P w rozowym bikini…. no coz…