Solstice Chronicles: MIA

Twin stick shootery przeżywają od jakiegoś czasu renesans, co niezmiernie mnie cieszy. Swoich sił w tym gatunku postanowiło spróbować studio Ironward. Czy ich nowa gra może mierzyć się z takimi tytułami jak Helldivers i Alienation?

The Red Solstice było ciekawym miksem strategii i erpega (o grze przeczytacie tutaj), osadzonym w klimatach science fiction. Akcja gry działa się na Marsie, na którego ludzie uciekli po tym, jak ich rodzinną planetę opanowała kosmiczna substancja zmieniąjaca żywe organizmy w zmutowane potwory. Solstice Chronicles: MIA dzieje się w tym samym uniwersum. Znowu stawiamy opancerzone buciory na piasku czerwonej planety. Tym razem jednak zabawa jest o wiele mniej skomplikowana – lewym grzybkiem sterujemy postacią, a prawym celujemy.

Solstice Chronicles: MIA to twin stick shooter w starym stylu, urozmaicony o rozwój sterowanej przez nas postaci – możemy pokierować jedną z trzech dostępnych klas plus czwartą dostępną po ukończeniu kampanii. Mamy więc widok z góry, proste sterowanie (do wyboru gamepad lub klawka + mysz – obie metody równie wygodne) i masę przeciwników do pokonania. 22 misje składają się na kampanię o przyzwoitej długości, a całość można przejść samemu lub w kooperacji lokalnej – zabawy online niestety tu nie ma.

The Red Solstice ukazało się dwa lata temu i mimo dość pozytywnych recenzji na Steam, przeszło bez większego echa. Obawiam się, że z nową grą studia Ironward może być podobnie. Powód jest prosty – ten tytuł to średniak. Wszystko od grafiki, poprzez animację, dźwięk, gameplay i mechanikę wykonane jest przeciętnie i takie same są odczucia płynące z zabawy – przeciętne. Pozostawieni przez swoich przełożonych, łączymy siły z robotem wrogich wobec nas rebeliantów, aby znaleźć wyjście z tej śmiertelnej sytuacji. Podążając od celu do celu, eksterminujemy mutantów, którzy licznie stają nam na drodze.

W eksterminacji pomaga nam zestaw standardowych pukawek (możemy mieć przy sobie tylko dwie), gadżety w stylu granatów, czy wreszcie automatyczne systemy uzbrojenia rozstawione w korytarzach baz, które zwiedzamy. Największą pomocą okazuje się jednak rebeliancki dron, który uzbrojony w różne systemy może m.in. zbierać za nas amunicję lub wytwarzać ochronne pole, które nie przepuszcza małych przeciwników i spowalnia tych większych. Każda pomoc się przydaje, bo gra na wyższych poziomach trudności to niezłe wyzwanie, zwłaszcza jeżeli gramy w pojedynkę.

Nasza postać zdobywa punkty umiejętności, które możemy odpowiednio rozdysponowywać po tym jak znajdziemy już pewien kozacki kombinezon wojskowy, który pozwala nam na autoreanimację w przypadku porażki – za każdym razem podnosimy się do walki z mniejszym paskiem życia. Leveluje nie tylko nasz wojak, ale również używana broń – im częściej strzelamy z danej pukawki, tym wyższy zdobywa ona poziom. Rozwój jest nieźle przemyślany, podobnie jak system „Zagrożenia”, który informuje nas o ilości pojawiających się na mapie przeciwników. Liczebność hordy możemy zmniejszać specjalną zdolnością robota, ale jest to jednoznaczne z pojawieniem się na mapie mniej liczebnych, ale dużo mocniejszych przeciwników – niezły pomysł.

Solstice Chronicles: MIA to w teorii ciekawa gra akcji, niestety w praktyce jest już tak sobie. Desing potworów jest kiepski, podobnie jak ich animacja, a strzały z pukawek brzmią jak wybuchy kapiszonów. Nie lepiej jest z odgłosami wydawanymi przez mutanty. Walka wręcz jest nieco drętwa, a samo strzelanie, staniowące przecież trzon zabawy, może się w sumie podobać, ale tylko przez chwilę, bo na dłuższą metę nie wciąga. Na wyciągnięcie ręki są takie perełki jak Helldivers, Dead Nation, czy Alienation Solstice Chronicles: MIA nie ma szans w starciu z nimi. Ratować je może fakt, że dostępne jest jedynie na PC (w Dead Nation lub Alienation pogracie tylko na PS4), ale przecież konkurencja na Steamie nie śpi…

Zaletami produkcji są zdecydowanie: wiele poziomów trudności do wyboru, zabawa w lokalnej kooperacji oraz dodatkowy tryb przetrwania. Na pochwałę zasługuje też wygląd lokacji, oświetlenie oraz klimat. I choć Solstice Chronicles: MIA nie ma w sobie krztyny oryginalności, to z pewnością znajdzie swoich zwolenników, czego mu bardzo życzę! Liczę też na to, że kolejna gra studia Ironward będzie jeszcze lepsza, bo w ich pomysłach drzemie potencjał, ale ewidentnie brakuje im dobrego budżetu.

Zerknijcie na fragment rozgrywki, jeszcze z wersji wczesnego dostępu:

Przeczytaj również: Strzały Winfrida #13: Nie taki kosmiczny space marine…

Autor: Prez

Platforma: PC

Solstice Chronicles: MIA / Ironward / Nkidu / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Evolve PR.