Shadow Tactics: Blades of the Shogun

Jeśli tak jak ja nie ogarniacie wielkich armii w Total War: Shogun 2, a zamiast tego wolicie pięciu śmiałków o różnorodnych umiejętnościach, co się kulom nie kłaniają, to dobrze trafiliście. Na taką taktyczną produkcję, do tego osadzoną w mojej ukochanej feudalnej Japonii, czekałem od dawna. Moje pierwsze wrażenia mogliście byli przeczytać w ramach Quick Start, a teraz czas na pełnoprawną recenzję z okazji dzisiejszej premiery gry.

Co się zmieniło od tego czasu? Poznałem Gejszę – zabójczynię, która na dodatek jest nieźle zaznajomiona z naszym samurajem Mugenem. Fabularnie to Mugen jest dowódcą piątki wspaniałych i rekrutuje ich po kolei. Wpierw Ninję, później Złodziejkę, dalej wspomnianą Gejszę i na koniec emerytowanego Snajpera. Tak jak wspominałem w QS, na raz nie zabieramy na misję całej drużyny, a to powoduje, że musimy bardziej kombinować i wykorzystywać wszystkie umiejętności zespołu. Chociaż jak ktoś wam podpasuje to i tak większość draki możecie zrobić przy jego pomocy.

Konieczność wyboru, kogo zabrać na kolejne misje, urozmaica zabawę. Raz stawiamy na brutalną siłę do spółki z delikatnością kobiecego wdzięku. Kiedy indziej musimy ukrywać się wątłymi bohaterami, prowadzić ostrzał z broni snajperskiej i podstępem dolać trucizny do herbaty. Do tego mamy wyzwania, które zachęcają do ponownego przejścia misji w zupełnie inny sposób. Są jednak takie momenty, kiedy człowiek przestaje wierzyć, że ma IQ większe od rozwielitki. Dzieje się tak, gdy np. po dwóch godzinach i wielu ponownych wczytaniach zapisu gry, ekran pokazuje, że misja zajęła 1 godz. 22 min, a wyzwanie zachęca do zrobienia jej poniżej 15 minut.

Misje można przechodzić na naprawdę wiele sposobów i to jest piękne. Mapy są rozległe. Często na początku etapu wydaje się, że nie ma opcji, żeby się przebić przez masę strażników rozstawionych przed nami. A trzeba wam wiedzieć, że strażnicy są różni. Jak to w życiu. Jedni są zwykłymi szeregowymi, których łatwo nabrać. Inni są weteranami, dalej widzą i nie dadzą się wytrącić z równowagi byle pierdołą. Są również samurajowie, którzy rozpoznają gejszę w przebraniu i na nich potrzeba skoordynowanego ataku dwójki postaci, by położyć takich trupem. Jak się zapewne domyślacie, z misji na misję zwiększa się liczba samurajów, a szeregowców jest mniej.

Wspominałem o umiejętnościach naszych podopiecznych. Znacie już strzał snajperski i przebieranie się. Wszystkie postacie pprócz starca Takumy, mają formę ataku z bliska. On za to posiada szopa.  Tak, żywego szopa. Mugen dodatkowo może zrobić młynek dwoma katanami, zabijając po cichu kilku szeregowców, bądź weteranów wroga, ale już nie samurajów! Gdy trzeba, podrzuci też chłopakom butelkę sake. Ninja Hayato sprawnie rzuca shurikenem oraz potrafi narobić hałasu rzucając odpowiednio kamieniem.  Złodziejka Yuki zakłada śmiertelną pułapkę i może zagrać na piszczałce, zachęcając strażników do podejścia bliżej, co zazwyczaj kończy się piękną animacją wpadnięcia we wnyki i efektownym zejściem. Geisha Aiko zaś rozpyla pyłki, które chwilowo zmniejszają widoczność u przeciwników. Co ważne, pułapkę czy shuriken należy podnieść w celu ponownego wykorzystania, a amunicja do karabinu jest limitowana.

Grafika jest rysowana i ma swój własny styl. Nie aspiruje do bycia realistyczną, ale jak na mój gust jest przyjemna w odbiorze. Muzyka plumka sobie w głośnikach i nie przeszkadza. Odgłosy zaś są idealnie nagrane i wprawiają w nastrój. Pamiętajcie jednak, żeby zapisywać grę po dialogach, bo w razie niepowodzenia będziecie musieli słuchać w kółko tych samych tekstó. Niestety pretensje możecie wtedy mieć wyłącznie do siebie. Trzeba było się tak spieszyć z akcją, nie dając się postaciom wygadać?

Gra kupiła mnie od pierwszej chwili. Rozbudziła dawną tęsknotę za czasami śrubowania doskonale dokładnych przejść w Commandosach. Jednocześnie jest na tyle nowoczesna, że nie czuję zderzenia ze ścianą toporności. Ma odpowiedni poziom trudności i zachęca do ciągłego samodoskonalenia. Prawie tak jak każda sztuka powiązana z Japonią. Historia o zapobiegnięciu spiskowi przeciw shogunowi może nie porywa, ale świetnie wpasowuje się w klimat czasów feudalnych Nipponu i właściwe tłumaczy, czemu akurat teraz mamy taki, a nie inny zestaw postaci do wykonania zadania. Kiedy piszę te słowa, w myślach już planuję strategię na nowe przejście. Dla tych co lubią główkować, jest to pozycja obowiązkowa!

Autor: Winfrid

Platforma: PC

Shadow Tactics: Blades of the Shogun / Deweloper: Mimimi Productions / Wydawca: Daedalic Entertainment / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy od polskiego wydawcy – firmy Techland.

TwitterFacebook