Quick Start! We Happy Few

Wydawanie gier we wczesnym dostępie nie jest niczym nowym, ale jeśli ma się zapłacić za taki dostęp 30 euro i dostać w zamian masę obietnic i bardzo niewiele zawartości, trzeba się dwukrotnie zastanowić przed zakupem. Zwłaszcza kiedy gra jest zupełnie czymś innym, niż mogłoby się wydawać.

Cooldan: We Happy Few przewijało się od roku w Internecie, ale niewiele było o grze wiadomo. Zwiastun E3 uchylił rąbka tajemnicy i zapowiadał klimaty w stylu Bioshock. Wszyscy mniej lub bardziej się zachwycili. Bo jak to? Anglia lat ’60 otumaniona radosnym narkotykiem? Wizja świata niczym z Orwella? Wszyscy w nie pokazujących emocji maskach? Rewelacja! Teraz, kiedy mogliśmy wreszcie położyć swoje łapska na grze, jesteśmy w stanie powiedzieć o niej kilka słów. Pytanie brzmi, czy zaślepieni hypem wiedzieliśmy na jaki dokładnie tytuł patrzymy?

Prez: Pierwsze chwile z grą sugerowały mieszankę Bioshock i Dishonored, ale czarł prysł po wstępie i wyjściu z kryjówki, w której swoją drogą znaleźliśmy się magicznie, bo fabularnie nie było to wyjaśnione. Ale to wczesny dostęp, a fabułę na razie zaimplementowano jedynie we wprowadzeniu. Szkoda jednak, że sam gameplay okazał się kłaść nacisk na survivalowe czynności, takie jak spanie, jedzenie i picie, oraz obowiązkowy ostatnio crafting.

Cooldan: Trzeba to powiedzieć otwarcie – po odpaleniu gry wita nas plansza informująca, że za wyjątkiem prologu żadna z trzech szykowanych kampanii fabularnych nie jest gotowa. A mechaniki (jako, że to alpha) mają być skończone w 50%. Niby jest tu skradanie i jakaś walka, ale co z tego, skoro większość czasu spędza się chodząc od zadania do zadania, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że trzeba znaleźć jakiś przedmiot lub coś naprawić, a żeby to naprawić, trzeba znaleźć kolejny przedmiot. Zbieractwo i crafting. W międzyczasie nie zapomnij się wyspać, bo podróż z kryjówki do celu trwa chwilkę, ale w świecie gry mija cały dzień i sterowana przez nas postać robi się zmęczona. I głodna. I spragniona. Zdobyliście jedzenie i picie? No to czas się zdrzemnąć, bo przecież już tyle czasu minęło. Wstaliście? No to czas na śniadanko…

Prez: Cele mnożą się na mapie, ale konkretnego wybrać się nie da. Zdarza się, że zrealizowane już zadanie nie znika z mapy, ale to też można wybaczyć, bo przecież to wczesna wersja. Chodzimy więc po miasteczku, szukając trzech rolek taśmy klejącej. Prawie wszyscy mieszkańcy miasteczka każą nam dosłownie „spierda***”, a ci, którzy nie każą, proszą o filtrowaną wodę, często rzucając całkiem losowym zdaniem – jak prawie każda napotkana postać. Żadna rozmowa tu nie ma sensu, bo wszystko jest jeszcze w wersji roboczej. Znajdujemy wszystkie trzy taśmy klejące w jednej szafce. Cudowny zbieg okoliczności. Teraz wystarczy naprawić rurę, ale… nic z tego, bo przecież trzeba zjeść, napić się i koniecznie iść spać. W końcu biegamy po miasteczku już całe 5 minut…

Cooldan: Zazwyczaj nie mam nic przeciwko całemu procederowi „wczesnego dostępu” itp. Niestety pierwsze wrażenie robi się tylko raz. I w przypadku We Happy Few zamiast pysznego, ale lekko niedosmażonego i nieprzyprawionego steku, dostałem patelnię, tasak i świnię. Żebym sam ten stek sobie zrobił. Jasne, sporo w tym mojej winy, bo nikt nie kazał mi grać w ten tytuł już teraz, ani nikt nie zmusił mnie do tego, żeby tak się na niego nahajpować. Oczywiście poza specami od PR i marketingu.

Prez: Chciałbym dać szansę grze We Happy Few, ale nie mogę. Po pierwsze, gry survivalowe to nie moja bajka, a klimat to trochę za mało, zwłaszcza że w obecnej wersji nic się tu nie klei, a rzucane od czasu do czasu przemyślenia głównego bohatera zupełnie mnie nie obchodzą. Jest jakieś skradanie i walka, ale to mam dużo lepiej zrealizowane w Dishonored i innych, wydanych już grach. Jaki jest sens wydawania takich roboczych produkcji? Poza oczywiście chęcią wyciągnięcia większej ilości kasy od graczy. I jaki jest sens kupowania gry w obecnym stanie? Żaden.

Cooldan: Zwłaszcza za taką cenę. Bardzo możliwe, że kiedy w WHF pojawi się fabuła, a mechanika zostanie troszkę dopracowana, tytuł nabierze rumieńców. Przecież KONA, z którą również zapoznaliśmy się w ramach wczesnego dostępu, zrobiła, przynajmniej na mnie, dużo lepsze wrażenie. Pewnie dlatego, że oprócz survivalowej mechaniki było tam historii na dłużej niż 5 minut. Reasumując – nawet jeśli jesteście potwornie napaleni na We Happy Few, wstrzymajcie się z zakupem. Przecież tytuł nigdzie nie ucieknie, a kupka wstydu czeka, prawda?

Autorzy: Cooldan, Prez

Platforma: PC, Xone

We Happy Few /  Deweloper: Compulsion Games / Wydawca: Compulsion Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy w wersji pre-alpha od Evolve PR.

  • Prawda, ale imć Panie Piotrze, nadrabiam kupkę, nadrabiam 🙂 Byłem już sceptycznie nastawiony wcześniej. Teraz tylko się to potwierdziło.
    I Prez, zachwalałeś kiedyś taki survival o zombie. Nawet się jarałeś jego remasterem, choć podstawka ledwo wyszła z EA, tylko nie mogę sobie tytułu teraz przypomnieć.

    • Prez

      Hmm, nie przypominam sobie survivalu o zombie w early access, którym bym się zachwycał. Może chodzi Ci o State of Decay?

  • I hype w bombki strzelił 🙁

  • Kasztaniak Zpocześla

    Tytuł gry odnosi się do ilości ludzi z niej zadowolonych. ?

  • Jędrzej Mąkosa

    Jak gra jest otagowana jako „survival” to z automatu tracę zainteresowanie. Może i setting ładny, ale wydaje mi się, że ten early access wpisuje się do pozostałych produkcji wyciągających od nabywców kupę kasy za niedokończone i nigdy nie kończone tytuły.

    • Sasilton Mihawk

      Dlatego byłem zdziwiony że ta gra wyląduje w early accesie, bo nie wiedziałem jak to ma wyglądać w grze fabularnej. dopiero później dowiedziałem się, że to survival z fabułką

      Z No man Sky też było podobnie z tym trybem multi. Pokazywali to jak kosmiczną grę z co-opem, a okazało się że to single player.

  • Blaze OniShiAku

    Napewno sprawdzę jak już w promocji będzie, no chyba że recenzje pełnego tytułu będą mega chwalić. Póki co to mnie nie przekonuje.