Quick Start! Underworld Ascendant

Pamiętacie Ultimę Underworld? Tak, to ten dawny, staroszkolny mix gry RPG i dungeon crawlera, spin-off legendarnej serii Ultima, który w swoich czasach zadziwił pięknie wykreowanym światem, mnogością rozwiązań nieznanych w innych grach i niesamowitą wręcz wolnością gracza. Powstały dwie odsłony, po czym studio tworzące serię przestało istnieć – na kontynuację się raczej nie zanosiło. Aż tu nagle, po wielu latach, giereczkowy światek obiegł news o zbiórce na Underworld Ascendant – duchowego spadkobiercę Ultimy Underworld, mającego nawiązywać do kultowego przodka nie tylko nazwą, ale też przywrócić te wszystkie elementy, za które fani pokochali pierwowzór. Słowo-klucz: MIAŁO, gdyż to, co dane mi było ograć… A zresztą, czytajcie dalej, zobaczycie.

Pierwszy kontakt z Underworld Ascendant jest całkiem znośny, choć lekko biedny. Wita nas intro, w którym posągowa, gadająca głowa plecie jakieś farmazony o bogach, Zeusach, ratowaniu świata, wybrańcach i innych podobnych. No ok., staro-erpegowy standard, nie ma się co czepiać. Pierwsze zdziwienie następuje już na etapie kreacji postaci. Wybieramy imię, kolor skóry, tężyznę fizyczną (pokazaną wyłącznie na rękach i dłoniach, bo reszty naszego protagonisty nie dane nam jest podziwiać), ton głosu… i tyle. Atrybuty, statsy, inne erpegowe mięsko – nie stwierdzono. Nawet płci możemy się tylko domyślać, czy też określić ją tembrem wybranego głosu. Dziwne to.

Później jest trochę lepiej, bo zaczyna się eksploracja podziemi. Szybko trafiamy tu na zagadki, opierające się na fizyce i atrybutach przedmiotów. Weźmy przykład: mamy zamknięte, drewniane drzwi. Co możemy zrobić? Otóż podnosimy sobie drewnianą skrzynię i podstawiamy nad pochodnię. Skrzynia zaczyna się palić, po czym przenosimy ją pod drzwi. Te, jako że są z drewna, też zajmą się ogniem. Spłoną, a droga stoi przed nami otworem. Nieźle! Mamy też zagadki z ustawianiem skrzyń na sobie czy koniecznością rzucenia przedmiotem w niedostępną, mocno oddaloną dźwignię, która otworzy przed nami przejście. A to dosłownie pierwsze 20 minut gry. Nie powiem, zaimponowali mi. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie…

BŁĘDY! Wszechobecne, podstawowe, kardynalne! Zauważyliście pewnie, że wiele zagadek opiera się tutaj na fizyce – przenoszenie przedmiotów, rzucanie, przytrzymywanie, układanie na sobie. Tyle, że silnik fizyczny to jakaś komedia. Elementy blokują się na sobie, wypadają z ręki w dziwnych okolicznościach, raz trzymają się innych przedmiotów jak przyklejone, innym razem z niewiadomych przyczyn spadają z nich, ześlizgując się jak posmarowane wazeliną. Kiedy indziej jeden przedmiot wnika w drugi, lub też butelka trzymana w rękach tłucze się od samego dotknięcia innej powierzchni. Gorzej jednak! Nawet nasz bohater potrafi zaklinować się w jakimś miejscu i za nic w świecie nie chcieć z niego wyjść. Czasem nawet może się zdarzyć, że wpływa to na zawieszenie się gry. Jeden z takich przypadków jest przyczyną, dla której czytacie teraz krótkie, pierwsze wrażenia zamiast pełnej recenzji.

A było to tak… Już po kilkunastu minutach gry moja postać zaklinowała się w jakiejś kupie gruzu. Próbowałem skakać, obracać się, kucać – nic. Dopiero po kilku chwilach udało mi się natrafić na miejsce, w którym silnik „zaskoczył” i pozwolił mi się ruszyć. Ufff… Radość nie trwała jednak długo. Po kolejnych kilkunastu minutach spotkała mnie podobna, nieprzyjemna przygoda. Postać się zaklinowała, tym razem na amen. Co gorsza, coś musiało się skaszanić na dobre, bo efektem była częściowa zwiecha gry – nie dało się wejść do ekwipunku, nie można było użyć przedmiotów. Ot, gameplay zatrzymany dokumentnie. Stwierdziłem, że czas wczytać grę. Jako że ta pozwala na zapis w każdym momencie, a ostatni save robiłem raptem chwilę temu, uznałem, że trudno, niech stracę. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że po wczytaniu… gra cofnęła mnie na POCZĄTEK levelu. Pomyślałem, że wczytałem nie ten zapis, jednak po krótkiej analizie i kolejnym wczytaniu wyszło na to, że nie – tak to po prostu działa. Albo raczej: NIE działa, bo po kiego grzyba dawać graczowi możliwość zapisu w dowolnym momencie, skoro i tak cofnie go na początek poziomu? A że tych jest w grze całych siedem (plus hub startowy), to w ekstremalnych sytuacjach będzie trzeba przechodzić ponownie jedną siódmą gry!

Wtedy też zaliczyłem pierwszy w moim życiu rage quit, co możecie zobaczyć na załączonym wideo. Co mogę rzecz? Tylko tyle: nie polecam. To, co zostało nam dane, to zabugowana, zdziadowana wersja gry, pełna błędów i kiepskich rozwiązań (nie wspomniałem wcześniej choćby o dziwacznym ekwipunku, w którym nie można nawet wsadzić sobie w rękę przedmiotu – trzeba to robić za pomocą skrótu klawiszowego). Mająca duże ambicje, ale najwyraźniej albo za mało budżetu, albo zbyt mało doświadczonych twórców, by wyszło z tego coś więcej, niż kuriozalny potworek. Duchowy spadkobierca Ultimy Underworld? Wybaczcie, ale nie w tej czasoprzestrzeni.

Nawet numer wersji wskazuje, że twórcy okłamali graczy w sprawie premiery. Okazuje się bowiem, że to, co kupujący otrzymali jako premierowy produkt, to wersja… 0.x (nie pomnę teraz numerka). Czyli coś na kształt alfy czy bety. A że numerek był raczej niski, stawiam bardziej na alfę. Wstyd.

Autor: Tomek “Tenebrael” Dittrich

Platforma: PC

Underworld Ascendant / Deweloper: OtherSide Entertainment / Wydawca: 505 Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy od firmy 505 Games

  • Muhabor

    Tak, straszny szajs.