Quick Start! The Mean Greens – Plastic Warfare

Jak powszechnie wiadomo, kto za dzieciaka nie bawił się plastikowymi żołnierzykami (ewentualnie kowbojami i indianami), ten nie zna życia. Tę prawdę znało studio 3DO, które w zamierzchłych czasach dało światu serię Army Men. Niestety studio wraz z serią stało się legendą przeszłości, czasów kiedy „gry były lepsze” i „gimby nie znajo”. Z tych czasów zdają się pochodzić ludzie odpowiedzialni za The Mean Greens – Plastic Warfare, które miało wczoraj premierę. Pytanie brzmi, czy w 2015 roku, kiedy dzieciaki bawią się tabletami, a na podwórko już nikt nie wychodzi, taka nostaligczna produkcja ma w ogóle sens?

 

 

Virtual Basement LLC (twórcy popularnego ARK: Survival Evolved) wraz z Code Headquarters LLC stworzyło sieciową strzelankę, w której głównymi bohaterami są plastikowe figurki żołnierzy. Zabawa obserwowana z perspektywy trzecioosobowej sprowadza się w dużej mierze do starć dwóch pięcioosobowych drużyn i niewiele ma wspólnego ze wspominaną serią Army Men. Największą zaletą The Mean Greens – Plastic Warfare są mapy. Każda z 10 map to inne miejsce w domu – wanna, kuchenny blat, akwarium, etc. Na każdej planszy rozgrywa się inny tryb, mamy więc deathmatch, team deathmatch, capture the flag, domination, ale również bardziej oryginalne przypominające pchanie lokomotywy z Team Fortress 2 (tutaj musimy dopchać kubek do końca blatu i zepchnąć go z niego), czy granie w piłkę na stole z piłkarzykami.

 

 

Różnorodność map i trybów to świetna sprawa, niestety cała reszta wypada średnio. Graficznie jest nierówno – mimo zastosowania silnika UE4 wygląd gry nie powala, a lokacje wypadają różnie. Niektóre są naprawdę ładne, inne z kolei dość brzydkie. Gra jest reliktem przeszłości ze względu na zastosowane w niej rozwiązania. Nie ma tu customizacji żołnierzy i z każdym respawnem startujemy jako inny, losowy wojak. Nie ma tu żadych odblokowań, czy rozwoju postaci i zawsze mamy do wyboru te same pięć pukawek, czyli karabin, strzelba, snajperka, rakietnica i miotacz ognia (Najgorszy miotacz ognia w historii gier – dop. Cooldan) plus granaty. The Mean Greens – Plastic Warfare to przeciętniak, który może sprawdziłby się jako F2P z mikrotransakcjami (customizacja żołnierzy), ale jako pełnoprawny produkt za 15 euro sukcesu raczej nie osiągnie, mimo bardzo pozytywnych recenzji na Steam. Wystarczy powiedzieć, że w dniu premiery grało w to bardzo mało osób. Ale hej, jest też pozytywny aspekt – ta gra to idealna pozycja na lan party. Jak wyjdzie w jakimś bundlu to trzeba koniecznie kupić, bo ze znajomymi to zabawa na całą noc!

The Mean Greens – Plastic Warfare / Deweloper: Virtual Basement LLC, Code Headquarters LLC / Wydawca: Virtual Basement LLC / Strona Oficjalna.

Prez

  • sajet1

    Ehh małe żołnierzyki, ile tego miałem w chałupie, człowiek czasem siedział i oglądał sztuka po sztuce . Pewnie po tym lubię gierki z rzutem izometrycznym i fajnymi modelami postaci.. kiedy nowy XCOM??

    • Prez

      Nawet nie wiem, ale już możesz zagrać w Hard West. Winfrid niedawno recenzował, podobno mega.

      • sajet1

        Jestem francuskim pieskiem jeśli chodzi o turówki, a w HW nie przypadło mi do gustu (szkoda,że nie zatrudnili jakiegoś plastyka projektanta z jajami). Ale dzięki za polecenie tytułu.

  • Razer

    Z opisu brzmi jak gra niewiele gorsza od Battlefronta 😉