Quick Start! The Horus Heresy: Betrayal at Calth

Jako naczelny, rozgrywkowy recenzent gier spod znaku Warhammera, nie mogłem odmówić sobie sprawdzenia wczesnej wersji The Horus Heresy: Betrayal at Calth. Stworzona na podstawie planszówki firmy Games Workshop, oferująca możliwość grania w VR, turówka zostanie udostępniona na Steam w ramach Early Access na początku tego roku, mimo że miała ukazać się nieco wcześniej.

Twórcy poinformowali na stronie gry na Steam, że powodem przesunięcia premiery wczesnej wersji jest chęć wprowadzenia kilku poprawek po zebraniu uwag od dziennikarzy, którzy, tak jak ja, mieli już okazję zagrać w wersję Alfa. Po krótkim ograniu tego tytułu mogę śmiało stwierdzić, że poprawki raczej niczego nie zmienią – już dawno nie grałem w takiego gniota. Właściciele marki, jak widać, niczego się nie nauczyli i nadal rozdają licencję na prawo i lewo, a gracze dostają w zamian słabiutkie produkcje robione na szybko w Unity, których oprawa graficzna nawet na urządzeniach mobilnych pozostawia wiele do życzenia.

Robiony głównie z myślą o VR, turowy The Horus Heresy: Betrayal at Calth wprowadza ciekawe rozwiązanie w kwestii sterowania kamerą. W tej grze obsługujemy ją przy użyciu klawiszy WSAD oraz myszki, latając nisko nad ziemią (można nieco podnieść kamerę nad własne jednostki) i obserwując tylko fragment pola bitwy. Nasuwa to nieco skojarzenia ze starusieńkim Full Spectrum Warrior, ale tutaj kamera nie jest przyklejona do pleców jednostek. Na pewno sprawdza się to w trybie VR, ale nie podczas normalnego grania. Kamery nie da się przyspieszyć, a od jednostki do jednostki trzeba podjechać, żeby ją wybrać. W połączeniu ze średnio działającym wydawaniem rozkazów i niewygodnym interfejsem, który często na siebie najeżdża (podpisy zasłaniają opcje jendnostki, cele misji najeżdżają na widok taktyczny, etc.), otrzymujemy fatalne rezultaty w kwestii przyjemności płynącej z grania – tej po prostu nie ma.

Sprawę ułatwić ma widok taktyczny, ale w praktyce bardziej irytuje niż pomaga. Teoretycznie z jego poziomu można wydawać wszystkie rozkazy i dzięki temu ogarniać całą mapę na raz, niestety nie wypada to zbyt dobrze w użyciu. Żeby otworzyć widok taktyczny musimy wcisnąć spację. Następnie wybieramy jednostkę, której chcemy wydać rozkaz i kamera wraca z powrotem do normalnego widoku. Wciskamy znowu spację, żeby zaznaczonej już jednostce wydać rozkaz na mapie taktycznej. Po zatwierdzeniu ruchu kamera znowu wraca na pole bitwy. Jaki to ma sens? Nie mam pojęcia, ale pal już licho ten widok taktyczny, interfejs i sterowanie kamerą. Może chociaż sama walka jest miodna? W końcu to Warhammer 40.000 opowiadający o bratobójczej walce dwóch zakonów Marines, przygotowany z myślą o goglach wirtualnej rzeczywistości…

Niestety na tym polu jest równie fatalnie. Animacje są ubogie, a wymiana ognia nie wywołuje żadnych emocji. Jednostki strzelają do siebie po kolei, a my obserwujemy jak kule dosięgają niewzruszonego przeciwnika, żeby pod koniec ataku otrzymać informacje o liczbie punktów pancerza, które mu odebraliśmy. Tempo akcji jest baaaaardzo powolne, opcji taktycznych do wyboru jest niewiele, a możliwości ruchu naszych jednostek podczas każdej tury nie są dla mnie do końca jasne, ani odpowiednio wytłumaczone przez nudny i nieczytelny samouczek. Nie ma tu NICZEGO, co mogłoby się podobać. Oczywiście to bardzo wczesna wersja, ale mam mocne przeczucie, że wiele się w tej kwestii nie zmieni, a przy zalewie turówek ze świata Warhammera 40.000 już dostępnych na rynku, kolejna jest po prostu niepotrzebna.

Autor: Prez

Platforma: PC

The Horus Heresy: Betrayal at Calth / Deweloper: Steel Wool Studios / Wydawca: Steel Wool Studios / Strona Oficjalna.

Grę w wersji Alfa otrzymaliśmy od Evolve PR.

  • Jędrzej Mąkosa

    Zastanawiam się, czy licencja na Warhammera jest tak tania, że wszyscy ją biorą, czy każdy ma nadzieję, że jego gra będzie “tą” która wystrzeli słupki sprzedaży marki w kosmos.
    Space Marine było w pytę, a reszta jaka się pojawiała spod znaku “W” cały czas wg mnie była bardzo “meh”.

    • Prez

      Podobno licencja jest otwarta, a właściciele biorą tylko procent od zysków.