Quick Start! Phantaruk

Jest coś przerażającego w opuszczonych statkach kosmicznych. Zimne, bezduszne, mechaniczne dzieło ludzkich rąk, wysłane daleko poza granice cywilizacji, w czarną pustkę kosmosu. Nieludzka samotnia, dryfująca w absolutnej nicości, poza jakimkolwiek punktem odniesienia, poza czasem i przestrzenią. Piekło.

Tego typu horrory zawsze mnie fascynowały. Event Horizon, Pandorum, Alien. Idealny materiał na grę. Samotny bohater wybudzony z długiego snu. Puste korytarze, żadnych śladów pozostałych członków załogi, a umysł świdruje komunikat z radiowęzła, ostrzegający przed kontaktem z zainfekowanymi osobnikami. Jeśli chodzi o atmosferę zagrożenia to Phantaruk zdaje się robić wszystko dobrze. Praktycznie na każdym kroku bałem się tego, co może mnie czekać za rogiem. Znajdowane co jakiś czas dzienniki rzucały odrobinę światła na wydarzenia, które nastąpiły przed moim wybudzeniem, a tło fabularne zapowiada całkiem ciekawą historie, czerpiącą z różnych klasycznych tytułów tego typu – z zakamarków świadomości przypomniał mi o sobie chociażby Dead Space.

Ale fabuła fabułą, a gra grą. Phantaruk to gra z serii „skradaj się korytarzami i unikaj szwendającego się po nich potwora”. I o ile w Somie (tak często przywoływanej przy okazji Phantaruka) skradało mi się całkiem dobrze, tak tutaj miałem nieustanne wrażenie, że potwór trochę mnie oszukuje. A to pojawi się w pomieszczeniu, do którego zgodnie z logiką, nie powinien wejść (przecież przed chwilą widziałem, że szedł w zupełnie inną stronę statku), a to zatnie się w korytarzu, i dopóki będę go mieć na oku, nigdzie się stamtąd nie ruszy. Albo usilnie będzie odwiedzać wciąż te same pomieszczenia, akurat te, do których właśnie muszę się dostać.

Pan Taruk, jak go pieszczotliwie nazywałem (celem rozluźnienia atmosfery, uspokojenia skołatanych nerwów i umniejszenia jego straszności), pojawiał się na konkretnych etapach gry i zdawał się przeszkadzać mi dokładnie w tym, co akurat próbowałem zrobić. Ostatecznie postanowiłem z pieśnią na ustach szybko przemierzać korytarze i nie zwracać uwagi na to, czy zginę, czy nie, licząc na łut szczęścia i to, że fartem zdołam zebrać wszystkie potrzebne przedmioty i biegiem opuszczę dany poziom. Do tego system ukrywania się w cieniu czasami wariuje – ikonka widoczności świeciła się, mimo że kuliłem się w ciemnym kącie, i ostatecznie przestałem na nią zwracać uwagę. Nasz bohater potrafi też wychylać się na boki (żeby wyglądać zza rogu), ale przez dosyć drewniane poruszanie ta funkcja nie zawsze działała poprawnie (blokowanie się na ścianach itp), więc ostatecznie też przestałem z niej korzystać.

Etapy, w których nie zmagamy się ze spacerującym Phantarukiem, są usiane przeciwnikami, którzy są trochę bardziej przewidywalni w swoich zachowaniach. Tam gra się o wiele przyjemniej, co prawda nie ma tej paranoicznej atmosfery ciągłego zagrożenia, ale dzięki temu jest więcej czasu na oglądanie lokacji i chłonięcie atmosfery tego opuszczonego przez boga miejsca. Chociaż w Phantaruku tak naprawdę na nic nie ma dużo czasu, ponieważ nasza postać musi przyjmować zastrzyki hamujące rozwój toksyn w organizmie. Poziom zatrucia szybko wzrasta, strzykawek znajdujemy niewiele, więc nie możemy sobie pozwolić na długie siedzenie w ciemnym kącie i czkanie na czystą drogę do celu. Taka mechanika, z jednej strony całkiem sprytna, bywała często niesamowicie frustrująca, gdy siedząc za zasłoną zużywałem moją ostatnią strzykawkę, przeklinając siarczyście Pana Taruka, który postanowił spacerować przy jedynych drzwiach wyjściowych z pomieszczenia.

Nie lubię określeń „jak na polską grę”, ale wizualnie, jak na polskiego indyka, Phantaruk wygląda całkiem nieźle. Z jednej strony brakuje tu zaawansowanych efektów, odbijających powierzchni, czy wolumetrycznych bajerów, ale gra broni się spójnym designem, przywołującym na myśl surowe wnętrza statku Event Horizon. Oprawa przypominała mi często trzeciego Dooma – niby bez shaderowych fajerwerków, ale same tekstury, ciemność i ciasnota tworzyły wystarczający klimat.

Czego możemy się spodziewać po przerażającym dziecku krakowskiej ekipy Polyslash? Dla fanów kosmicznych horrorów i zabaw w ciuciubabkę ze szwendającymi się potworami, jest to pozycja warta śledzenia. Dosyć kameralna, z ciekawą historią, serwująca klimat twardego science-fiction. Somy i Alien: Isolation nie przebije, ale dla fanów gatunku, którzy mają te tytuły za sobą, Phantaruk będzie następną pozycją w kolejce do ogrania.

Autor: Razer

Platforma: PC

Phantaruk / Deweloper: Polyslash / Wydawca: PlayWay / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy w wersji preview od Community Villa.

  • Marcin Januszyk

    Zaintrygowałeś mnie Razier tą grą. Muszę ja sprawdzić

  • Blaze OniShiAku

    Dopiero teraz skusilem się do obejrzenia zwiastunu i po przeczytaniu opinii Razera dla mnie must have.

    • Prez

      I jak? Grałeś?

      • Blaze OniShiAku

        Nope, w końcu zagram ale Deusz Ex jutro, w No Man Sky’a pociupalem i stwierdziłem że muszę znowu przejść Aliena. Także wkrótce 😀 wrzesień pewnie luzniejszy będzie.

  • Razer

    Mogę wam jeszcze wspomnieć że gra jest całkiem trudna. Nie ma żadnej mapy ani kompasu, więc jeśli dowiadujemy się że musimy dostać się do skrzydła ochrony, znaleźć jakąś przepustkę albo przełącznik to trzeba tego wszystkiego samemu szukać, nie gubiąc się w korytarzach (a te bywają tak ciemne i pogmatwane że można zgubić drogę). Gra ma potencjał, ale ja nie przepadam za tym typem rozgrywki chowania się przed potworem. W Somie jeszcze dawałem radę, chociaż łatwo nie było, ale tutaj toporność sterowania i zachowanie potwora mnie pokonały. Premiera będzie w połowie sierpnia.

  • Z tego co mi wiadomo potwór teleportuje się, ponieważ nie jest jeden, ale są tam jego klony. Jest to wytłumaczone fabularnie w grze. Ciekawy jestem tego wychylania się zza osłon. Widziałem kilka streamów i wyglądało to więcej niż dobrze. Jestem bardzo ciekaw samej gry i czekam aż sam będę mógł zagrać.

    • Razer

      Jak działa to działa, ale czasami wydaje mi się że system wykrywa najbliższy obiekt jako kolizję i po wciśnięciu przycisku nic się nie dzieje. Podczas wychylania się zza stołów albo z duktów wentylacyjnych często to nie działało.