Quick Start! Nioh

W miniony weekend mieliśmy okazję po raz trzeci sprawdzić swoje umiejętności w Nioh. Wielu doszukuje się powiązań z serią Soulsborne i choć mają wiele racji, to jednak grze bliżej do normalnego slashera niż szachów od From Software. Jasne, ginie się tu często i ma się jedną próbę na podniesienie „punktów doświadczenia”, ale to za mało, żeby nazwać Nioh zrzynką.

W odróżnieniu od poprzednich dem, w których zaczynaliśmy na plaży, na której to rozbił się nasz żeglarz William, tutaj mamy inne misje do ogrania. To miłe zaskoczenie. Gra jest szybka i wymaga skupienia. Daje jednak mnóstwo opcji taktycznych. Mamy trzy style walki dowolną z broni białych. Dolny, środkowy i górny, ale nazwanie ich szybkim, średnim i wolnym, byłoby niewskazane. Jeśli interesujecie się tym, jak walczyli samurajowie, na pewno docenicie ten fakt. Poza tym nie wiem jak wy, ale gdy obserwuję animacje naszego dzielnego żeglarza, który w zależności od stylu inaczej układa ostrze, to naprawdę robi to na mnie super wrażenie.

Uczucie, że wszystko wokół jest japońskie, nie przestaje nas opuszczać w trakcie grania. Uzbrojenie jest zgodne z epoką otwarcia granic po latach izolacji wysp. Katany (także w wersjach na dwie ręce), włócznie, topory, kusarigamy (taki rodzaj sierpa na łańcuchu z ciężarkiem na drugim końcu), łuki, ale też muszkiety czy ręczne działa, które jako jedyne odbiegają projektami od swoich historycznych oryginałów. Do tego dochodzą klimaty rodem z wyspiarskich wierzeń w demony i bóstwa. Wszystko to wydaje się świeże i zachęca do odkrywania kolejnych nowości.

Gra pozwala na decyzję czy chcemy grać w 30 FPSach, ale w wysokiej rozdzielczości. Zaryzykować zmienną ilość klatek na sekundę również przy wysokiej rozdzielczości bądź ją obniżyć za cenę stałych 60 FPSów. Jako że grałem na PROsiaku to wybrałem opcję ze zmienną ilością i było płynnie. Nie byłem w stanie zbadać ile jest dokładnie FPSów, ale na pewno było ich więcej niż 30. Muszę też przyznać, że gra mnie oczarowała. Jest przepiękna, animacje walki obłędne, style, ruchy w zależności od broni wykonane są świetnie w motion capture. Po prostu chce się grać, próbować, rozwijać i odkrywać nowe techniki, które również są świetnie zrobione. Projekty przeciwników zachwycają. To po prostu genialnie zaprojektowany tytuł.

Choć może fabuła nie rzuca w nas cutscenkami, a mapy są mocno korytarzowe to jednak wciąga jak bagno. Korytarzy zawsze jest kilka, są skróty, które pozwalają odradzać się bliżej akcji. Ach, zapomniałem wspomnieć, że z każdą śmiercią lub odnowieniem zapasu mikstur leczących (te mogą się skończyć jak w Bloodborne) oraz paska życia, wszyscy niespecjalni przeciwnicy powstają z martwych. Nie dotyczy to minibossów, których jest całkiem sporo. Bronią oni większości kapliczek, swoistych punktów autozapisu, przy których się odradzamy po śmierci. W kapliczkach rozdzielamy też punkty energii Amrita. Służą one zwiększaniu atrybutów postaci.

Gra osiągnęła status złotej, a jej premiera jest zaplanowana na 8.02. Po zapoznaniu się z ostatnim demem jestem pewien, że to droid, którego szukałem. Idealna mieszanka Soulsów i może DMC? Japońskie klimaty w pięknej scenerii oraz solidne wyzwanie to coś, za czym się stęskniłem. Żal tylko, że tak mało się reklamuje tę grę, a do zakupu dostępna jest praktycznie tylko z poziomu PSN. Jeśli jednak macie wolne środki, to będzie to idealna ich inwestycja na luty.

Autor: Winfrid

Platforma: PS4

Nioh / Deweloper: Team Ninja / Wydawca: Tecmo / Strona Oficjalna.