Quick Start! Lovely Planet

Myślicie, że byliście w piekle, bo graliście w Devil Daggers? Musi być pełno potworów, mroku i przerażenia? Lovely Planet udowadnia, że prawdziwie piekło gracz może przeżyć w radosnych kolorach, otoczony sympatycznymi kształtami.

Bardzo rzadko denerwuje się grając. Niezależnie czy niszczą mnie w Kolodudi, czy n-ty raz walczę z bossem w Bloodborne – prawie zawsze przyjmuje porażkę w ciszy, co najwyżej komentując to westchnieniem. Lovely Planet już po pół godzinie gry wydusił ze mnie pierwszą kobietę lekkich obyczajów. Po dwóch godzinach „zabawy” ilość bluzgów, które z siebie wydusiłem dorównywały filmom Quentina Tarantino. Skąd te nerwy? Już spieszę z wyjaśnieniem.

3

Lovely Planet jest strzelaniną w pierwszej osobie. Grafika na pierwszy rzut oka budzi skojarzenia z Katamarii. Przemierzamy kolorowe lokacje, podziwiając najróżniejsze dziwne przedmioty (np. co powiecie na zawieszony nad planszą ogromny czajnik?), aby na końcu etapu wejść w fioletowy filar. Po drodze musimy rozprawić się ze wszystkimi napotkanymi przeciwnikami – czerwonymi trójkątami, które jedynie stoją i na nas patrzą, czerwonymi kwadratami, które do nas strzelają oraz czymś co przypomina jabłko, a jest wystrzeliwane w naszą stronę z odległości. Dodatkowo dotarcie do celu utrudniają nam sekwencje platformowe, co jak w każdej grze FPP bywa upierdliwe. Najgorsze jednak jest to, że jakiekolwiek dotknięcie przez nas przeszkody (czy nie zestrzelenia lecącego jabłka przed upadkiem) natychmiast resetuje poziom. Na początku przejście etapu zajmuje 20-30 sekund, więc nawet jeśli zginiemy w połowie, to nie ma zbyt dużo do powtarzania, ale później jest coraz gorzej.

5

Ginąć przyjdzie nam bowiem bardzo często. Późniejsze etapy będziecie powtarzać po kilkanaście, albo i kilkadziesiąt razy. Znienawidzicie radosne kolorki i sympatyczną przygrywającą w tle muzyczkę, kiedy kolejny raz nie uda wam się zestrzelić spadającego jabłka. Co gorsza, celowanie sprawia ogromne problemy. Niezależnie od poruszeń gałki kamera zdaje się latać za szybko, albo za wolno i skuteczne trafienie w poruszający się cel wydaje się prawie niemożliwe. Autorzy zdawali sobie z tego sprawę, dlatego umożliwili nam automatyczne wycelowanie w przeciwnika po naciśnięciu przycisku. Niestety, kiedy zarówno my jak i nasz cel jest w ruchu, nic to nie daje.

Pierwsze kilka poziomów sprawia frajdę. Biegamy, skaczemy i strzelamy. Niestety poziom trudności rośnie w zastraszającym tempie i po godzinie zaczynamy się męczyć z każdym etapem. Lubie wymagające gry (z przyjemnością skończyłem Hotline Miami, czy Super Meat Boya), ale niestety Lovely Planet nie sprawiało mi żadnej satysfakcji, dlatego też ciężko mi ją komukolwiek polecić.

Autor: Cooldan

Platforma: PC, Xbox One, WiiU

Lovely Planet / Deweloper: QuickTequila / Wydawca: tinyBuild Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od Polskiego dystrybutora gier na WiiU – ConQuest Entertainment a.s.

  • sajet1

    Jesteś hardcorem. 30sekund gameplayu i chciałem uciekać z krzykiem (moim fetyszem jest zdecydowanie królestwo pixela), w większości nie rozumiem fenomenu dzisiejszych indyków, no chyba , że na komórkach.
    Jest tyle przyzwoitych (świetnie wykonanych i dopracowanych) retro gierek do ogrania -chwała za emulatory.