Quick Start! Gears of War 4

Gears of War to seria, która miała ogromny wpływ na cały gatunek gier TPP. Wprowadziła do rozgrywki nowości, które obecnie uznawane są za standard. Chowanie się za osłonami, aktywne przeładowanie, dynamiczna kamera, tryb hordy, czy możliwość rozegrania kampanii fabularnej w kooperacji (oczywiście nie była to pierwsza gra, która takową oferowała) – oto charakterystyczne elementy serii. Od czasu premiery ostatniej części, współtworzonej zresztą przez polskie People Can Fly, minęło już trochę czasu. Siódma generacja, której GOW towarzyszyło przez cały okres jej trwania, przeszła do lamusa. Xone nie jest już tak popularny jak jego poprzednik, a PS4, mimo gorszych eksów, wyprzedza swojego konkurenta o lata świetlne, jeśli chodzi o poziom sprzedaży.

Największą nadzieją MS są gry ekskluzywne, których ich konsola oferuje całkiem sporo i które moim zdaniem, są o wiele ciekawsze od tych proponowanych przez Sony (tak, tak, wiem, nadchodzi Uncharted 4: A Thief’s End). A Gearsy to przecież flagowa marka MS, równie mocna jak Halo i Forza. Nic więc dziwnego, że fanboje zapiali z zachwytu, kiedy ogłoszono plany wydania remastera jedynki, a także prace nad pełnoprawnym sequelem! Sam się bardzo ucieszyłem, bo uwielbiam GOW. Żałuję, że odświeżonej wersji nie dostały wszystkie części, ale hej – przynajmniej do Gears of War: Ultimate Edition dorzucono całą serię w kompatybilności wstecznej. To tylko podsyciło apetyt na sequel. A przecież o to chodziło.

Po trailerze ujawniającym czwórkę ciężko było cokolwiek powiedzieć o samej grze. Niedawno dowiedzieliśmy się, że akcja będzie mieć miejsce 25 lat po wydarzeniach z trylogii, a głównym bohaterem gry będzie syn Marcusa Fenixa. To też niewiele nam mówi, prawda? Jaka będzie gra? Czego się spodziewać? Czy sequel przewróci do góry nogami sposób, w jaki gra się w Gearsy? Trwająca do końca tego miesiąca beta trybu multiplayer pozwala odpowiedzieć z grubsza na to ostatnie pytanie: NIE. To nadal to samo GOW, tylko że dostosowane do standardów obecnej generacji.

Ciężko powiedzieć cokolwiek o kampanii fabularnej, bo tej nie pokazano, ale w becie dostępny jest moduł wieloosobowy, oferujący trzy tryby gry i trzy mapki. To co oddano do naszej dyspozycji, wystarczy w zupełności, żeby wiedzieć, czego spodziewać się w pełnej wersji gry, która światło dzienne ujrzy jesienią. To nadal ten sam multiplayer, który dobrze znamy z serii, chociaż kilka małych nowinek jest tu obecnych (przeskok przez osłonę na przeciwnika, wyciągnięcie przeciwnika zza osłony, ataki nożem, nowe egzekucje). GOW4 w multi to coś pomiędzy jednką i trójką. Rozgrywka jest ciut wolniejsza niż w pierwszym Gears of War, ale postacie są bardziej responsywne i poruszanie się po mapie jest płynniejsze, co bardzo przypomina styl rozgrywki z GOW3. Kamera jest bardziej oddalona od ramienia niż w GOW: Ultimate Edition, co daje trochę szersze pole widzenia, ale niestety trzęsie się ona odrobinę mocniej podczas biegu.

Niesymetryczne mapki są dość różnorodne, ale czuć, że całość pójdzie raczej w jaśniejsze i bardziej kolorowe klimaty znane z trójki, niż brunatne i mroczne miejscówki z jedynki i dwójki. Pole walki oferuje więcej przestrzeni – znowu ukłon w stronę trójki i odejście od bardziej ciasnych i tunelowych lokacji znanych w multi z jedynki. Niestety lokacje wydają się być też bardziej sterylne i mniej szczegółowe – może to tylko kwestia bety, ale GOW: Ultimate Edition jest ładniejsze od czwórki. Bardzo prawdopodobne jest, że do czasu premiery niewiele się zmieni w tej kwestii. Ale hej, przynajmniej, tak jak w remasterze, otrzymamy 60 klatek na sekundę w grze wieloosobowej, a to bardzo ważne!

Przygotowania w lobby trwają krócej niż w GOW: Ultimate Edition, nie czeka się więc minuty między każdą grą – i bardzo dobrze. Brakujących graczy zastępują bardzo dobrze grające boty, dzięki czemu nie ma sytuacji, w których rozgrywa się mecze z mniejszą ilością zawodników niż u drużyny przeciwnej. Zwiększył się też limit zawodników. Jest ich po pięciu na team, w przeciwieństwie do remastera, w którym grało się 4 na 4. Ciągłe porównania do remastera wynikają z faktu, że jest on obecnie jedyną „współczesną” odsłoną serii, ale po becie wyraźnie widać, że GOW4 to w prostej linii rozwinięcie zamysłów trójki. Dla mnie to świetna wiadomość, bo jedynka jest naprawdę cholernie wymagająca, a próg wejścia ogromny, zaś trójka zawsze wydawała mi się bardziej przystępna i dlatego spędziłem w niej mnóstwo czasu.

Pierwsze kilka meczy rozgrywamy po to, żeby gra oceniła nasz skill. Po nich matchmaking dopasowuje resztę lobby do naszego poziomu, dzięki czemu nie ma sytuacji jak w remasterze, gdzie w kategorii gier casual gracze na prestiżowych poziomach masakrują biednych nowicjuszy, którzy bardzo chcieliby nauczyć się grać, ale brutalna rzeczywistość im na to nie pozwala. Nie oznacza to, że multi w GOW4 zapowiada się na proste – tutaj nawet najsłabsi gracze są całkiem dobrzy. To nie jest przyjemne piu piu piu. Próg wejścia jest wysoki, a skillowi przeciwnicy potrafią wywołać efekt zwany potocznie „rzucaniem mięsem”. Bądź też padem. O ścianę.

Dlatego warto mieć zgrany zespół i komunikację głosową, ale nie oszukujmy się – grze bliżej do COD niż R6, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wbić samemu na kilka meczy z randomami (pod warunkiem, że umiecie w to grać). Gra stara się ułatwić nam nieco sprawę – przydaje się używanie widoku taktycznego, który pokazuje pozycję sojuszników, rozłożenie broni na mapie, a także przeciwników, jeśli zostaną wcześniej zaspotowani. Aktywne przeładowanie można teraz zrobić w każdej chwili, nawet z pełnym magazynkiem, a jeśli sztuczka nie wyjdzie, można natychmiast spróbować ponownie. Dostępne w becie tryby TDM, TDM przeciwko botom oraz Dodgeball, będący wariacją trybu z jednym życiem połączonym z klasyczną grą w zbijaka (po zabiciu członka drużyny przeciwnej na mapę wraca jeden z naszych) to trochę mało. Z zapowiedzi wiadomo, że wiele nowości nie należy się spodziewać w finalnej wersji gry, powrócą za to znane tryby, takie jak Blitz, czy King of the Hill.

Do gry powracają klasyczne giwery, z lancerem i gnasherem na czele. Rozgrywka znowu polega na szybkim przyklejaniu się do ścian i masakrowaniu przeciwnika z bliska z pomocą shotguna. Na szczeście inne pukawki też się tu sprawdzają, w przeciwieństwie do remastera, w którym bieganie z czymś innym niż gnasher w zasadzie nie ma sensu. Beta oferuje nową zabawkę – dropshot. Jest to granatnik, który pozwala na kontrolę lotu pocisku. Potężna broń ma tylko trzy naboje, co i tak jest sporą liczbą, gdyż dropshot jest trochę OP. Mam nadzieję, że w pełnej wersji balans będzie poprawiony. Chciałbym również więcej charakteru w finalnej produkcji – postacie są mało wyraziste, ich brunatne kolorki i niebieskie pancerze wypadają blado w porównaniu do madefakerskiego designu ekipy z Delty. Co gorsza, odzywki wojaków pojawiają się rzadko i są mało efektowne – to nie to samo co teksty i sapanie Marcusa, Doma, czy Bairda.

Dziwi mnie fakt, że 25 lat po wydarzeniach z trójki, w świecie gry nadal używa się tych samych pukawek, a lokacje wyglądają jak nowe. Przecież pod koniec oryginalnej trylogii prawie nic nie zostało z planety Serra. Czyżby sequel dział się na innej? Tego dowiemy się dopiero jesienią. Już teraz jednak wiem, że w grze wieloosobowej spędze strasznie dużo czasu, bo oferuje ona masę zabawy, a rozgrywka pasuje mi tu o wiele bardziej niż multi w remasterze. Pozostaje mieć nadzieję, że hardkorom, którzy rozmazują mnie tam po ścianach, nieco prostsze multi w czwórce nie przypasi i zostaną sobie ze swoimi gnasherami na mapach Raven Down i Rooftops… Taa, na pewno.

Autor: Prez

Platforma: Xone

Gears of War 4 / Deweloper: The Coalition / Wydawca: Microsoft Studios / Strona Oficjalna.

  • sajet1

    Uuuu … wiem, że na filmiku to mapy do multi, ale nie wygląda to za dobrze, mam to samo uczucie co przy KOFXIV (na gameplay którego czekam) : to z x360?

    • Prez

      Nie, to z Xone 🙂 Na żywo to wygląda lepiej, ale fakt, że rewelacji nie ma.

  • Pingback: Quick Start! Gears of War 4 | Polskie Podcasty()

  • Łukasz Rosa

    Widzimy się w pełnoprawnym multi! <3