Quick Start! Day of Infamy

Twórcy Insurgency atakują kolejną grą, tym razem osadzoną w realiach II Wojny Światowej. Gracze spragnieni gier osadzonych w tym okresie mogą już zakasać rękawy – nadchodzi świetna produkcja!

Prez: Jest taki mod o nazwie INSURGENCY: Modern Infantry Combat, który śmiga na silniku Source. To już stary mod, który swego czasu święcił triumfy i dlatego jego twórcy postanowili zrobić pełnoprawną grę. Kiedy tylko Insurgency ujrzało światło dzienne, od razu trafiło na listę naszych ulubionych drużynowych strzelanek sieciowych. Przez bardzo długo ustawki INS święciły triumfy, a tytuł grał główne skrzypce podczas LAN party (tak, czasem nadal zdarza nam się wnosić komputerki do kumpla na 10-te piętro). Omawiane tu przez nas Day of Infamy, kolejna gra studia, zaczęła swój żywot jako mod do Insurgency. I ten mod stał się teraz samodzielną produkcją – czy to nie poetyckie?

Winfrid: Insurgency to coś pomiędzy Battlefieldem i ARMĄ. Dobrze wyśrodkowany realizm, wymagająca, immersyjna rozgrywka. Day of Infamy jest jego kolejną wariacją. Tutaj nadal jedna kula zabija, ale jeśli wykupiłeś ciężką kamizelkę, to o ile ta kula trafi cię w korpus, masz szansę przeżyć. Różnica polega na tym, że teraz obie strony posiadają pełne wojskowe uzbrojenie, w INS walczyliśmy z panami w t-shirtach i pantalonach. Kolejną różnicą jest broń, która jest tu dużo bardziej niecelna niż jej odpowiedniki ze współczesnego uzbrojenia. Myślę, że warto tutaj powiedzieć co nieco o punktach, które wydajemy na sprzęt.

Prez: Każdy żołnierz ma określoną liczbę punktów i dysponuje nimi przed, a także w trakcie walki (w punktach respawnu). Wraz z postępem w meczu punktów przybywa. Pozwalają one odpowiednio uzbroić swojego awatara. O ile w Insurgency zabawy było przy tym sporo, o tyle tu wybór jest niewielki, ale nikogo nie powinno to dziwić. Po pierwsze jest to dopiero wersja alpha gry, a po drugie podczas II Wojny Światowej nikt nie używał celowników ACOG, ani podwieszanych do karabinu granatników.

Winfrid: Tylko technicy posiadają wyrzutnię grantów montowaną na lufy swoich Karabiner K98. No właśnie, w grze pojawiają się różne klasy postaci. Są też limity, np. pozwalające tylko dwóm żołnierzom używać karabinów wyborowych. Na polu walki może być tylko jeden oficer wydający polecenia członkom plutonu. Zamawialiście ostrzał artyleryjski? Proszę bardzo. Z kolei zwykłych szturmowców może być nieograniczona ilość. Gadżetów do broni jest mało, to fakt, ale jednak broni jest jak na alphę wystarczająco dużo. Zakochałem się ponownie w Thompsonie, ale i przeładowywanie M1 Garand to zawsze radość sama w sobie. To jest ta jedna z nutek realizmu, która mi się wybitnie w Day of Infamy podoba.

Prez: Co się nam z kolei nie podoba, to grafika. Naprawdę wieje Half-Lifem 2. Ale to nie jest gra, która ma zachwycać oprawą. Zresztą Insurgency na starcie też nie było śliczne, a przecież deweloper dopieszcza grę do dzisiaj – pod względem oprawy, dodatkowych map i trybów, czy wreszcie obsługi Workshop. Także o rozwój DOI jestem spokojny. Cieszę się bardzo, że otrzymaliśmy ten tytuł – mimo że podobieństwo do INS jest niezaprzeczalne, to jednak dobrze znowu powalczyć na arenach II Wojny Światowej. Widać zresztą, że wszystkim się ten setting podoba, bo ilość “świeżaków” jaka rzuciła się na grę, jest spora.

Winfrid: To prawda. Większość serwerów jest pełna. Są też takie, które mają wolne miejsca, ale tylko przez chwilę, bo zaraz też robią się pełne. Widać też, że ludzie rozumieją, że to nie jest berek, tylko poważna gra wojenna. Oczywiście brakuje może takich atrakcji jak w ARMA, gdzie właściwie są to sesje RPG, ale ludzie jednak chowają się w oknach, w dzwonnicach, rozstawiają ciężkie karabiny maszynowe na gruzowiskach. Czuć, że to wojna, a nie zwykłe piu piu. Chcialem jeszcze dodać, że grafika grafiką, ale jak masz miotacz ognia i spalasz wroga żywcem, to jarasz się tym strasznie. Czy nie myślisz, że te trzy tryby rozgrywki na czterech mapach to nie za mało?

Prez: Map faktycznie mogłoby być więcej, ale nie zapominajmy, że to dopiero wersja alpha. Co do trybów rozgrywki to chyba nie ma co narzekać. Mamy tryb single, ale to tylko tryby kooperacji z botami przeciwko botom. Wasi kompani praktycznie w nic nie trafiają, przeciwnik za to nie jest zbyt inteligentny, ale oko ma sokole. Dalej mamy kooperację z innymi graczami, a przeciwnik dalej trafia nas zza horyzontu serią z karabinu maszynowego. Niemniej jednak przyjemnie odpiera się kolejne fale wrogów ze znajomymi. Trzonem rozgrywki są tu jednak starcia w multi.

Winfrid: Które to, w odróżnieniu od Insurgency, gdzie grałem głównie w tryby coop, są dla mnie kwintesencją tej gry. Tutaj najlepiej grało mi się z żywym przeciwnikiem. Czułem, że mam największe szanse i najbardziej odnosiłem wrażenie, że jestem panem swojego życia i śmierci. Zgrane drużyny, każda walcząca o skrawek pola. Snajperzy schowani w krzakach, czekający aż ktoś wychyli głowę z okopu. Operatorzy ciężkich karabinów plujących ogniem w wąskich uliczkach. Wielokrotnie zapominałem o tym, że gramy, żeby napisać tekst i przydałoby się robić jakieś screeny. Autentycznie pomyślałem sobie podczas jednej z rozgrywek, że wojna to zło.

Prez: Wojna to zło i chociaż nie czuć tego tutaj tak bardzo jak w Red Orchestra 2: Heroes of Stalingrad, to czekam na Day of Infamy z wypiekami na twarzy – będzie to jedna z lepszych sieciowych strzelanek tego typu dostępnych na rynku. Wierzę w zapał i zdolności twórców z New World Interactive i po tym jak dopieszczają stale Insurgency, wiem, że również ich nowe dzieło będzie stale rozwijane, a to pozwala mi śmiało stwierdzić, że to będzie po prostu cholernie dobra gra.

Autorzy: Prez & Winfrid

Platforma: PC

Day of Infamy / Deweloper: New World Interactive /Wydawca: New World Interactive / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy w wersji alpha od Evolve PR.