Quick Start! Brawlout

Brawlout. To brzmi dumnie. Patrzycie na nazwę i wydaje się wam, że to pewnie indyk, ale zapowiadający dobrą zabawę. Słowo „brawl” zapowiada bijatykę. Kto nie lubi dobrej młócki? Co zatem robicie w następnej kolejności? Wrzucacie pospiesznie tytuł w wyszukiwarkę, oglądacie obrazki, filmiki na YT i już wiecie, że musicie mieć tę grę.

Nie, wcale nie. Choć przyznaję się, że nie grałem nigdy w Super Smash Bros., to jednak mam pojęcie o tym, że taka gra w ogóle istnieje. Pierwsze skojarzenie z nią przyszło samo, gdzieś w pierwszej sekundzie po załadowaniu się planszy. Później nastała refleksja pod tytułem „Brawlout to baaaaardzo ubogi krewny SSB”. Po pierwsze, na ekranie na raz walczą tylko dwie postacie w trybie multiplayer. Większa ilość zawodników może hasać wyłącznie przy bijatyce z komputerowym przeciwnikiem. Po drugie, w ogrywanej przeze mnie becie, jest tylko 6 postaci do wyboru. Po trzecie, menu ich wyboru daje nadzieję na jedynie 4 następne, które dodane zostąną później. To zdecydowanie za mało. Sam projekt postaci stawia na humanoidalne zwierzęta, z lekkim może skrętem w kierunku starożytnych bogów różnych wierzeń. Wygląda to ładnie.

Jasne, fajterzy różnią się od siebie wielkością i ciosami, tak zwykłymi, jak i specjalnymi. Odniosłem jednak wrażenie, że aż tak dużej różnorodności w doborze przyszłej taktyki nie ma. Tym bardziej, że dostępnymi klawiszami są skok, atak i super. Domyślne obłożenie pada i klawiatury woła o pomstę do nieba. Kolejną rzeczą jest to, że niby się tu bijesz i zadajesz obrażenia przeciwnikowi, obrazowane przez wartość procentową, ale spokojnie może ona wynosić ponad 200 i dalej nie robić na nikim wrażenia. Przegrać można wyłącznie (a przynajmniej mi nie udało się zobaczyć innego sposobu) poprzez wypadnięcie za mapę. Co samo w sobie jest dużo łatwiejsze przez własny błąd, niż starania oponenta. Przez to, że obie postacie stoją koło siebie, ciosy często przez nie przechodzą i chybią. Wygląda to komicznie, gdy łapy latają w powietrzu za plecami przeciwnika i nic się nie dzieje.

Walka jest więc chaotyczna, oboje z przeciwnikiem wciskacie wszystko jak leci. Skaczecie po mapie jak szaleni, aż któryś spadnie w przepaść. I tak do trzech śmierci. Tę grą naprawdę dużo lepiej się ogląda niż ogrywa samemu. Chyba dlatego twórcy dali podgląd toczonych aktualnie pojedynków innych graczy. Dodatkową zabawą są cotygodniowe turnieje. W standardowych trybach można z kolei albo rozegrać pojedynek z losowym przeciwnikiem, albo z komputerem, albo pobić się w rankingowym meczu. Wartym wzmianki jest fakt, że możliwa jest gra na jednym komputerze w dwie osoby. To rzadko już spotykany bajer, ale nie warto tylko dla niego kupować tego tytułu.

Niby wszystko wygląda fajnie w Brawlout, jednak w głowie szybko pojawia się myśl o użyciu skrótu Alt+F4. Fajna kreska, gra nastawiona na rywalizację, zachęcające menu. Co nam jednak po tym, skoro to jest tylko słaba zrzynka z Super Smash Bros.? Wrócimy do tematu gry, gdy ukaże się pełna wersja – może wtedy będzie lepiej. Póki co, zdecydowanie nie warto wydawać 20€ na wczesny dostęp.

Autor: Winfrid

Platforma: PC

Brawlout / Deweloper: Angry Mob Games/ Wydawca: Angry Mob Games / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy od Plan of Attack.

  • Piotr Zawiła

    Pierwsze skojarzenie z obrazkiem na samej górze.
    Postacie z różnych wersji konsol. P(s)3 P4, P6?! Whaaat?! 😀

    Graficznie to tło gry mi wybija się za bardzo na pierwszy plan.
    Takie tam luźne odczucie.

    Zamysł na grę ciekawy, wykonanie już mniej.