Przyjaciele Rozgrywki: Telegram z Sosnowca – Bayonetta 2

Krótka historia o nieszczęśliwej miłości oraz wpływie rozgrywkowej indoktrynacji na psychikę bohatera.

Dziś z tekstem debiutuje u nas Ambasador z Sosnowca zwany róznież jako Wojtek „L3SIU” Lesiak. Sam przedstawia siebie następująco: „Hejter, cynik i fan gier wszelakich (nie lubiący przegrywać). Szczególną miłością darzy gry sportowe, karciane, te w których się „szczela” i szeroko pojęte gry przygodowe.”

Pisze te słowa, jako ostatnia osoba, która zakupiłaby WiiU. (Krulu, czytasz tego heretyka?! – przyp. MickeyD) Nigdy nie posiadałem żadnej konsoli od Nintendo. No może nie licząc poczciwego GameCube’a, który zamiast rozpalać moją wyobraźnie zbierał kurz, kiedy ja zagrywałem się God Of War na PS2. Los ma jednak to do siebie, że lubi nam czasem płatać figle. Jednym z nich była informacja, jakoby sequel Bayonetty miał pojawić się na najnowszej maszynce Wielkiego N. I tak właśnie, jak grom z jasnego nieba, niczym śmiertelny wyrok, spadła na mnie informacja „Bayonetta 2 exclusivem na WiiU”.

P4CpRD1Konsola autora we własnej osobie.

Szok i niedowierzanie, które powoli zamieniały się w akceptację, towarzyszyły mi przez kilka następnych dni. Jednak ten sam los splótł moje ścieżki z podcastem Rozgrywka. Nie było trzeba długo czekać, aby piękne słowa Kazza i Cooldana zaczęły brutalnie mordować mojego wewnętrznego sceptyka. Parę tygodnia takiego prania mózgu, połączone z gloryfikacją konsoli na facebookowej grupie, niejako przymusiły mnie do zakupu. Piszę te słowa już jako dumny posiadacz WiiU. Dlaczego dumny? Bo dla Bayonetty 2 wszelkie wyrzeczenia zamieniają się w drobnostki!

Diament dla wybranych

Pierwsza Bayonetta była grą niemalże idealną. Piękna, płynna, posiadająca perfekcyjny system walki, który odsunął w cień niepodzielnie królującego wówczas Devil May Cry. Poziom absurdu, który towarzyszył jej od pierwszych sekund, stał się niejako znakiem rozpoznawczym serii. Od samego początku byliśmy wciągani w wir akcji. Spadająca platforma sunąca z ogromną prędkością w niezidentyfikowaną otchłań, a na niej my, mordujący ptakopodobne anioły w akompaniamencie wszędobylskiego chaosu. Wszystkie te elementy, wraz z niemal roznegliżowaną i ociekającą seksapilem wiedźmą, przełożyły się na średnią ocenę w serwisie metacritic oscylującą w granicach 90 punktów (na 100 możliwych). Omawiana część druga zawiesza poprzeczkę jeszcze wyżej i z miejsca staje się kandydatem nie tylko do tytułu najlepszej gry roku, ale też generacji.

bayonetta1.1
Na wstępie powiedzmy sobie szczerze. Bayonetta nigdy nie próbowała być czymś więcej niż grą. Nie chciała mieć moralizatorskiego przesłania, ani nie starała się nagłośnić problemów pingwinów na Antarktydzie. Chciała być po prostu świetnym i dającym niesamowitą frajdę kawałkiem kodu. Te założenia jeszcze bardziej uwypukla fabuła. Prosta i jedynie usprawiedliwiająca kolejne starcia. A jako że ta w części drugiej stanowi kontynuację wydarzeń z jedynki, to wspomnę jedynie, że skupia się na pogoni protagonistki za swoją przyjaciółką.

Romantyzm całej sytuacji pryska, kiedy zdajemy sobie sprawę, że owa koleżanka jest przetrzymywana w piekle, gdzie wiedźmy nie są częstymi gośćmi. Samo Inferno, które jako lokacja debiutuje w serii, podwaja dotychczasową liczbę pozycji w bestiariuszu, gdyż poprzedniczka zawierał wyłącznie mieszkańców niebiańskiego wymiaru. Sama historia, choć sztampowa, jest tak szalona, że nawet na chwilę nie daje nam odsapnąć. Początek gry znany wszystkim, którzy obcowali z demem jest tego najlepszym przykładem. Przecinający niebo myśliwiec, a na jego dachu Bayo rozprawiająca się z anielskimi centaurami jest jedną z najmniej intensywnych sekwencji, którą dane nam będzie przeżyć. A przebywać w tym świecie będziemy wystarczająco długo, bo ponad 10 godzin.

Walka z czasem

Kluczowym elementem zabawy jest oczywiście wychwalany na lewo i prawo system walki. Prosty do opanowania, a zarazem na tyle wymagający, żeby każdy hardkorowiec był zadowolony. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się skomplikowany – Y służy do wystrzału z zadających minimalne obrażenia pistoletów, X i A natomiast odpowiadają za ataki, odpowiednio rękami i nogami. B to skok, a prawy spust wymusza unik. Dla mało wprawnego gracza, który ze slasherami nie ma za wiele wspólnego te informacje są wystarczające. Poziom easy ponadto oddaje w posiadanie gracza przedmiot, który wyekwipowany pozwala wykręcać najrozmaitsze combosy przy użyciu tylko jednego przycisku.

wiiubayonetta2scrn01e3

Takie są podstawy, więc gdzie tkwi głębia tego rozwiązania? Ano dla bardziej zaawansowanych graczy głównym narzędziem pracy staje się tryb „Witch Time”. Jak to działa? Kiedy przeciwnik nas atakuje my wykonujemy sprawny unik, a czas na pewną chwilę zwalnia dając nam szanse na przejęcie inicjatywny. Nowością w dwójce jest kolejny tryb, Urban Climax. Aktywowany po zapełnieniu paska tutejszego odpowiednika many zwiększa naszą siłę ataków, czyniąc je efektowniejszymi, równocześnie uniemożliwiając przeciwnikowi zaatakowanie nas. Ten sam pasek, ilekroć zostanie załadowany pozwala nam wykonać brutalne Torture Attacks, będący swoistym finisherem dla każdego, niebędącego bossem przeciwnika.

Mimo tak szerokiego wachlarza zdolności podstawowych, gra po pewnym czasie mogłaby zwyczajnie wynudzić gracza. Tutaj z pomocą przychodzi sklep. Asortyment? Wszelakie powerupy, przedmioty leczące czy dające chwilową nietykalność buffy. Nowe, liczone w dziesiątkach ciosy. Można by pomyśleć, że płyty z muzyką oraz nowe stroje dla naszej wiedźmy powinny zamykać tę pulę. Nic bardziej mylnego! Sklep zawiera również nowe rodzaje broni, a każda z nich diametralnie zmienia sposób rozgrywki. Łuk, piły, miotacze ognia czy katany. Większość można wedle uznania założyć na nogi lub ręce bohaterki, co oczywiście przekłada się na pokaźną ilości kombinacji naszego uzbrojenia. Katany na nogach i piły mechaniczne w rękach? Żaden problem!

Bayonetta2-17-1024x576

W tejże „wesołej przechadzce” po wykręconych światach towarzyszyć będzie nam niezliczone stężenie mięsa armatniego. Od przygarbionych, przypominających ptaki, aniołów, poprzez wielkie tułowia, których twarze znajdują się na dzierżonych przez nich mieczach, kończąc wreszcie na monumentalnych Bossach, których rozmach miejscami bije na głowę tych, z którymi mierzyliśmy się w części pierwszej. Każdy przeciwnik wygląda niepokojąco, a używany przez anielskie sługi niezrozumiały język jeszcze bardziej podkręca aurę tajemniczości.

Najpiękniejsza z najbrzydszych

Od strony audiowizualnej produkcja wygląda obłędnie. Choć WiiU jest sprzętem znacznie słabszym aniżeli takie PS4 czy nawet XONE (Srebrny Lis :-*), to Platinum Games stanęło na rzęsach, aby ich gra prezentowała się ponadprzeciętnie. Kolorystyka i przede wszystkim stylistyka większości lokacji pozwoliły zakamuflować graficzne niedoróbki, a świetne animacje w stałych 60 klatkach na sekundę usprawiedliwiają jakiekolwiek niedociągnięcia.

WiiU_Bayonetta2_scrn10_E3

Jeżeli zaś chodzi o udźwiękowienie, to mamy do czynienia z prawdziwym arcydziełem. Poczynając od motywu przewodniego, czyli zrywającej czapki z głów popowej aranżacji „Tomorrow is mine” w wykonaniu Keleey Bumford, a kończąc na przygrywającym nam w trakcie walk coverze „Moon river”. Poza tym wyśmienicie zaaranżowany i rozbrzmiewające w trakcie walk z Bossami pompatyczne chóry, które mimo absurdalnej otoczki wzbudza w nas wrażenie tego, że wszystko, co robimy jest ważne i wzniosłe.

A kiedy zobaczyłem napisy końcowe…

Właśnie wtedy zadałem sobie pytanie, „co dalej?”. Bayonetta 2 pod niemal każdym względem zasługuje na 10/10. Niemal jest słowem kluczowym. Jest to bowiem pozycja specyficzna i skierowana do określonego odbiorcy. Takiego, który nie boi się dziwności, podkręconej do maksimum emisji seksapilu i niekończącej się, miejscami absurdalnej i mocno japońskiej akcji. Pozycja idealna, w którą niestety przyjdzie zagrać tylko (może) 30 posiadaczom WiiU w Polsce. Pytanie tylko, czy w ciągu najbliższych lat dostaniemy jakiegokolwiek innego slashera będącego się w stanie przynajmniej przybliżyć do poziomu, który wyznaczyło Platinum Games…

  • Sasilton Mihawk

    U mnie nie ma czegoś takiego jak slasher 10/10 🙂
    W dodatku gra na WiiU, wiec tym bardziej gierka mało mnie obchodzi.

    • cooldan

      Dlatego mimo, że mam WiiU Bayo 2 mnie w ogóle nie interesuje 😀