Przyjaciele Rozgrywki: Strzały Winfrida #1: Mój Przyjaciel Talion

Mocno nietypowa recenzja gry Śródziemie: Cień Mordoru

Witamy w naszych progach kolejnego autora – Tomasza ArroWinfrid’a Wasiewicza, sam o sobie mówi tak: „Gra od kiedy pamięta, najpierw na automatach w zadymionych salach i barakowozach, przez komputery i konsole, a na smartphonie skończywszy. Od zawsze wielki fan RPGów ze ścianami tekstu. Początkowo był krasnoludem z wielkim Aksem, zwanym Winfridem. Od czasu wspólnych Rozgrywek multiplayerowych w Tomb Raidera przylgnął do niego nowy przydomek – Arrow i tak już zostało.”

Moja przygoda zaczęła się dawno temu od uwagi na lekcji geografii, że czytam pod stołem książki satanistyczne. Później przeczytałem wszystkie (dosłownie, łącznie z tymi wydanymi po śmierci) satanistyczne książki pana, który miał bardzo dużo imion. Jednak nadal to Hobbit jest moją ulubioną. Później poznałem jegomościa w białym kapturze. Miał takie niemodne aktualnie nazwisko. Uczestniczyłem nawet w jego odejściu na drugą stronę. Jakiś Ibn, ooo, Ibn-La’Ahad. Znaczy syn La’Ahada. Nie mogli prościej? Dorastałem i zakumplowałem się z jegomościem, który boi się nietoperzy. Co więcej wyobraźcie sobie, że on jeszcze nazwał się od tych latających ssaków. Nietoperek czy inny Batman.

 

2014-11-17_20-40-44

 

Po co Wam to wszystko opowiadam? Otóż mam nowego kolegę. Ma na imię Talion i był kiedyś Strażnikiem Czarnej Bramy, stojącej na granicy Gondoru i Mordoru. Teraz jest tak modnym ostatnimi laty nieumarłym. Ale nie byle jakim. Po pierwsze wcale nie wygląda w żaden sposób jakby miał się rozkładać. A po drugie jest nawiedzony. Myślę, że w tym momencie każdy, kto nie mieszkał ostatnie miesiące w Vault 13, wie już, iż Taliona nawiedził Celebrimbor (dobrze, że nie celebryta, uff – przyp. Mickey D). Chociaż jakby się nad tym dobrze zastanowić to samo podanie imienia komuś, kto nie wyssał historii Śródziemia z mlekiem matki i tak nic nie powie. Więc nie powiem nic więcej. Otóż to połączenie dusz ma spory wpływ na rozgrywkę.

 

2014-11-17_20-35-23

 

Nasz przyjaciel elf–duch był mistrzem łucznictwa i dzięki jego pomocy Talion strzela z widmowego łuku (nie posiada go w rzeczywistej postaci). W tym czasie włącza się po pierwsze ograniczony bullet-time®, który można wydłużać runami dodanymi do broni (maksymalnie 5 po ulepszeniach) i umiejętnościami wykupionymi za punkty doświadczenia. Po drugie uruchamia się taki tryb detektywistyczny z Batmana czy Eagle Vision znane z serii Assassin’s Creed. Podświetlane są wybuchające beczki grogu, kapusie (tak jak w Batmanach można przesłuchać jegomościa i poznać co nieco któregoś z mini bossów) czy sojusznicy.

Tak, dobrze przeczytaliście. Możemy w późniejszych etapach gry nawrócić, trochę jak Krzyżacy, siłą naszego długouchego przyjaciela każdego Orka i Uruka z osobna na naszą stronę. Nawet największych minibosów. Mogą oni nas wspomóc później w walce i zadaniach pobocznych. Możemy także ujeżdżać lokalną faunę w postaci takich demonicznych dużych kotów – Caragorów i wielkich Graugów z rodziny trollowatych.

 

2014-11-17_20-51-59

 

Ale o co w tym wszystkim chodzi zapytacie? Śpieszę z odpowiedzią. Otóż zarzucano tej grze wtórność. Że to takie połączenie Assassynów z Batmanem, że dla fanów Tolkiena to jest potwarz. Jakże oni wszyscy się mylili. W każdym razie moim zdaniem. Po pierwsze wzorowanie się jest największym pochlebstwem, a po drugie Cień Mordoru robi wszystko na swój sposób. Żaden z wyżej wymienionych Panów nie uprawia takiego tańca śmierci jak nasz Strażnik. Talion ucina głowy, przebija krtanie, rozpłata wrogów.

 

2014-11-17_20-35-33

 

Kiedy dojeżdża caragory może walczyć z ich grzbietu, a siedząc na graugu może nakazać swojemu zwierzakowi zjedzenie orka. W późniejszym czasie odblokowuje swoisty teleport do przeciwnika w polu widzenia i może na nim od razu wykonać egzekucję. Co więcej z ukrycia może wykonać zabójstwo z wielkim okrucieństwem co przeraża okolicznych wrogów. Dodając do tego ciekawy, proceduralny system Nemesis tworzący nowych minibossów na różnych rangach, przetasowujący się po każdej naszej śmierci. Zielonoskórzy walczą między sobą o pozycje.

 

2014-11-17_20-40-00

 

Możemy im w tym pomóc, a możemy przeszkodzić. Jeśli jakiś dowódca np. pójdzie na polowanie i uda mu się z niego powrócić z tarczą to zyskuje nową zdolność „zabójca bestii”. Jeśli go zaatakujemy dojeżdżając caragora ten zabije go od razu. O mnogości mocnych i słabych punktów można by się rozpisywać. Przez całą podróż po Mordorze ani razu nie trafiłem na takiego samego dowódcę. Wielki plus za to.

 

2014-10-15_07-18-44

 

Podsumowując, mordowałem, paliłem, przypilałem z łuku, bestialsko patroszyłem, jeździłem na kotach i trollach, jadłem grzybki i kwiatki, zbierałem części legendarnego oręża, artefakty, w których zaklęte były historie ich właścicieli oraz poznałem, może nie nowatorską, ale jako wielkiego fana J. R. R. Tolkiena, wciągającą historię dziejącą się pomiędzy Hobbitem a Trylogią Władycy Pierścieni. Ode mnie ten tytuł dostaje zdecydowane 5 strzał na 5 możliwych!

arrow_5

  • Prez

    Shadow of Mordor jest połączeniem Batmana i AC. Kopiuje w większość rzeczy od tych tytułów, jednak robi to świetnie. Świat Tolkiena, mimo że słabo wykorzystany, to dodatkowa zaleta. Niestety jak dla mnie za dużo tam wiecznego siekania i sandboxa, za mało fabularnej treści.

    • Tylko, że ta gra to nie RPG, a właśnie siekanka w otwartym świecie, a to robi świetnie 🙂