Pro Evolution Soccer 2018

Każdy fan piłki nożnej czeka co roku na kilka gier. Jedni kochają FIFĘ, drudzy przypominającego symulację Pro Evolution Soccer, a trzeci Football Managera. Ja co roku czekam na wszystkie trzy z nich. Na pierwszy ogień poszedł w tym roku PES 2018.

Demo spowodowało u mnie opad szczęki i myślałem, że pełna wersja nie zaskoczy mnie już niczym. Pomyliłem się jednak, i to bardzo mocno. Konami w tym roku zawiesiło poprzeczkę bardzo wysoko za sprawą kilku rzeczy. Po pierwsze – wersja PC. Użytkownicy blaszaków od kilku ładnych lat byli traktowani przez Japończyków po macoszemu. Gra hulała na starym silniku, gameplay kulał, grafika nie zachwycała, a tryb online wołał o pomstę do nieba. Od pierwszej tegorocznej zapowiedzi twórcy obiecywali wersję prosto z obecnej generacji konsol, która pod względem silnika oraz mechaniki będzie taka sama, a graficznie pójdzie nawet o poziom wyżej. Wiem, że pan Shingo „Seabass” Takatsuka potrafi dużo obiecywać, dlatego podchodziłem do tych rewelacji z dystansem. Jednak to, co zobaczyłem, przerosło mnie. Bardzo mnie przerosło. Graficznie ten silnik jest tak dopieszczony, że musiałem zmniejszyć detale na medium i wyłączyć kilka bajerów, żeby gra działała jak trzeba w okolicach 60 klatek. Do tego w każdej chwili gry możemy (mając kartę sygnowaną logiem nVidia) włączyć tryb fotograficzny. Ansel, bo tak się nazywa technologia od „zielonych”, jest ciekawą opcją, a nowy PES to pierwsza sportowa gra, która ten tryb obsługuje. Możemy dowolnie obracać nasze zdjęcie, od razu dodać filtry jakie zechcemy, czy zrobić fotkę w 360 stopniach i umieścić ją w serwisie społecznościowym. Mała rzecz, a cieszy.

Pro Evolution Soccer zawsze dążył do bycia bliżej symulacji niż gry zręcznościowej. Konami co roku idzie o krok do przodu i tym razem nie jest inaczej. Gra, tak jak wspomniałem w Quick Starcie, trochę zwolniła, a piłka nie przykleja się do nóg zawodników. Teraz, po kilkudziesięciu godzinach spędzonych z wersją PC oraz PS4, podtrzymuję swoje słowa. Nawet najlepszym zdarzają się błędy w przyjęciu, czy niezrozumienie z partnerem z zespołu. Kiedy gramy w złych warunkach pogodowych, takie rzeczy mogą zdarzać się trochę częściej – i nie ma w tym nic odrealnionego. Skoro jesteśmy przy mechanice, muszę wspomnieć o Real Touch +. Konami, to jest genialne! Dla nieznających tematu – ten system ma za zadanie odwzorować zachowanie piłki po kontakcie z konkretnym miejscem ciała zawodnika. I działa fenomenalnie. Uwierzcie, tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale każda powtórka tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to jest świetne. Rykoszet po trafieniu w łydkę, piszczel, brzuch, bark, głowę, stopę, czy udo, ZAWSZE jest inny. System kolizji również wygląda bardzo dobrze. Ba, nawet trafiły mi się sytuacje, w których zawodnik walcząc bark w bark odwinął się przeciwnikowi i strzelił go łokciem w twarz. Oczywiście skończyło się to faulem, piłkarzem leżącym i trzymającym się za twarz z bólu oraz żółtą kartką dla prowodyra całego zajścia.

Następny przykład – zagrywam długą piłkę na skrzydło, niestety trochę za mocno i mojemu zawodnikowi zabrakło kilku metrów, by do niej dojść. Wznowienie od bramki? W życiu. Najpierw mój skrzydłowy musi podziękować dogrywającemu. Ręka do góry i uniesiony kciuk lub klaskanie w dłonie za pomysł. Tak jak w telewizji. Dalej – faul w środkowej strefie, mój gracz leży na murawie a przeciwnik podchodzi i przeprasza lub wdaje się w intensywną dyskusję z moimi zawodnikami oraz sędzią, po czym strzela focha bo dostaje kartkę. I truskawka na torcie, jak mawia pewien komentator sportowy – gracz faulowany zmienia swój wyraz twarzy na grymas bólu od razu po kontakcie z przeciwnikiem, a nie dopiero wtedy, kiedy leży na murawie. Bo i animacji jest sporo więcej niż w poprzedniej części. Zawodnicy sobie gratulują, pocieszają się po nieudanej akcji czy meczu oraz motywują. I można tak pisać naprawdę długo, bo każde spotkanie to nowa akcja, zagranie które zmieni obraz meczu i które zapadnie w pamięć na długo. Jeśli już mowa o animacjach, nie sposób nie powiedzieć o Real Capture. To narzędzie, dzięki któremu Konami może jeszcze lepiej odwzorować lub zeskanować (jeśli jesteś ich klubem partnerskim) twarze i ciała (szczególnie tatuaże) zawodników. Kolejny rok i kolejny raz większa ilość grajków ma ładniejsze i bliższe prawdziwym odpowiednikom mordki. Dla fanów reprezentacji Polski też jest dobra wiadomość – nasza kadra jest na pełnej licencji, a buźki naszych kopaczy są najlepiej odwzorowane w historii serii.

Grafika i realizm współgrają ze sobą w PES 2018 idealnie. Takich rzeczy nie widziałem do tej pory w żadnej innej grze o piłce kopanej. Rozegrałem spotkanie, które rozpoczęło się przy w miarę dobrej pogodzie, jednak przed końcem pierwszej połowy zaczął padać bardzo mocny deszcz. Przez pierwszych kilka chwil nie odczuwałem różnicy, jednak im dalej, tym było gorzej. Po 80 minucie było po prostu fatalnie. Nie mogłem skonstruować składnej akcji, wślizgi były mniej kontrolowane, a zawodnicy po kontakcie z murawą mieli nawet kawałki trawy na twarzach. Do tego próby jakichś trików często kończyły się fiaskiem, choć w tej edycji wydają się łatwiejsze do opanowania. Takie rzeczy zapadają w pamięć, zwłaszcza, że każdy mecz przebiega inaczej.

Czas na tryby gry. Jak możemy się bawić w nowym Pro Evo? Opcji mamy tutaj kilka, a największą popularnością cieszy się Master League, w którym wybieramy zespół i pniemy się nim w górę w hierarchii światowego topu, by w końcu stać się najlepszym klubem Europy i Świata (dbając przy tym o zawodników, ich pensje, transfery czy klubowy budżet) oraz MyClub, czyli odpowiednik FIFA Ultimate Team. Zabawa online, w której gramy przeciw SI lub żywym graczom i budujemy swój skład marzeń za piłki, które kupujemy za zdobytą walutę w grze. Dla fanów gry solo jest także możliwość wygrania Ligi Mistrzów, Ligi Europy oraz Azjatyckiej Ligi Mistrzów. To wszystko oczywiście sygnowane oficjalnymi logami, muzyką oraz całą otoczką tych turniejów z wyglądem zdobywanego pucharu włącznie. Do zabawy z przyjaciółmi są tryby 2 na 2 oraz 3 na 3, a także zwykłe sparingi w trybie kanapowym. Dla fanów własnych protagonistów jest Become a Legend, gdzie tworzymy swojego grajka i pniemy się do coraz wyższej i lepszej ligi, by w końcu dostać upragnione powołanie do reprezentacji i w niej zagrać. Jako ciekawostkę dodam, że SI uczy się naszej gry. Dzięki temu nie mamy najmniejszych szans, by uparcie grać dwoma, czy trzema schematami i strzelać tak gole, oj nie. Przeciwnik bardzo szybko rozpracowuje nasze zamiary i w okolicach 20-30 minuty potrafi tak zmienić taktykę, że ze zwierzyny stajemy się ofiarą.

Trzeba teraz wyjaśnić sprawę licencji, których w Pro Evo jest mało. Owszem, jest ich mniej niż u konkurencji, jednak w dużej mierze wynika to z umów na wyłączność, które podpisuje EA. Konami robi co może i co roku dostarcza trochę nowych zespołów na licencjach (w tym roku mamy kilka reprezentacji na tak zwanej pełnej licencji, czyli między innymi prawdziwe trykoty, a nie tylko nazwiska, oraz kilka zespołów na powyższych zasadach). Udało się to dzięki umowom partnerskim, które zawiera Konami. Inaczej niestety się tego zrobić nie da, pozostaje więc kwestia działań moderów. Ci dostają grę równo z recenzentami, dzięki czemu w dniu premiery są już odpowiednie Option Files które wgrywamy z poziomu menu gry. Czy to jest piractwo? Nie, bo twórcy sami zachęcają do korzystania z tych plików (a działają też kiedy gramy online i w żaden sposób nie wpływają na plik wykonywalny gry), bo zdają sobie sprawę jak dużo czeka ich pracy przy kolejnych klubach lub rozgrywkach. Funkcja EDIT zawarta w grze robi tutaj robotę. Japończycy walczą o rynek największych lig na świecie i z roku na rok idzie im coraz lepiej. Być może za kilka lat (kiedy umowy na wyłączność wygasną) zobaczymy wszystko działające jak trzeba bez pracy moderów? Chciałbym, by tak się stało.

A co z oprawą audio w grze? W menu przygrywa nam kilka utworów znanych z radia (Linkin Park, Coldplay, Bruno Mars), ale prawdziwa uczta dla uszu jest podczas meczu. Jeśli wyłączycie komentarz meczowy, a gracie zespołem, który ma umowę partnerską z Konami, dostaniecie masę przyśpiewek prosto ze stadionów. Hymn Barcelony, You’ll Never Walk Alone na Anfield Road podczas wychodzenia z odwzorowanego z dużą dokładnością tunelu, flagi i transparenty, cała otoczka takiego spotkania potrafi przyprawić o ciarki na plecach. Takie samo wrażenie można odnieść słuchając hymnu Ligi Mistrzów przed spotkaniem, widząc zbliżenia na twarze swoich ulubionych zawodników albo widok na stadion i okolice z lotu ptaka. Fantastyczne uczucie.

W Quick Starcie poświęciłem akapit pracy bramkarzy. Po ograniu pełnej wersji muszę go częściowo wyrzucić do kosza. Nasi strzegący bramki zawodnicy grają dużo pewniej i lepiej. Bronią fantastycznie, mądrze na przedpolu, a błędy mogę im policzyć na palcach może dwóch rąk. Do tego interwencje nogami, walka z rykoszetami, wyciąganie się jak struna, czy wyjścia pokroju Neuera daleko od własnej bramki, by wybić piłkę. Są po prostu ludzcy, czyli tacy, jacy być powinni. Zmiana lotu piłki końcówkami palców to coś pięknego i gdyby nie grafika to nawet nie wiedziałbym, czy patrzę na mecz w telewizji, czy grę. Małym języczkiem uwagi jest też brud. Sprawdziłem to na paru spotkaniach i mogę potwierdzić, że bramkarz rzucający się w jeden róg ma ubrudzoną tylko tę część ubrania, na której leżał. Niby nic, ale kolejny punkt w stronę realizmu.

Czy jest w nowej odsłonie kopanej od Konami coś, do czego mogę się przyczepić? Niestety tak. Komentatorzy. Są po prostu bezpłciowi, choć i tak po kilkudziesięciu meczach ich wyłączyłem. Nie czuć niczego w ich głosie, co doprowadzi do szybszego bicia serca. Druga sprawa to mały falstart edycji PC. O ile dało się grać we wszystko związane z singlem, to nie działały serwery online, co przełożyło się na sporo ocen negatywnych już na wejściu. Na upartego mogę dodać, że muzyki w menu jest za mało i często się powtarza.

I tak oto wygląda nowa odsłona Pro Evolution Soccer. Przepiękna, dopieszczona pod każdym względem, z niesamowitymi animacjami i detalami umilającymi rozgrywkę. Wszystko przyprawione świetnym MyClub dla fanów gry online i wieloma małymi zmianami w Master League. FIFA ma ciężkie zadanie przed sobą. A wiedzcie, że raczej nikt normalny nie ma tej samej gry na dwie platformy? A ja mam i codziennie gram w obie. A teraz wybaczcie, jest 2:37 w nocy gdy kończę ten tekst, a kumpel czeka na sparing. Do zobaczenia na wirtualnej murawie.

Autor: Krzysiek „Hader” Tałajczyk

Platforma: PC / PS4 / Xbox One / PS3 / Xbox 360

Zobacz również: Quick Start! PRO EVOLUTION SOCCER 2018 DEMO

Pro Evolution Soccer 2018 / Deweloper: Konami / Wydawca: Konami / Strona Oficjalna.

Grę otrzymaliśmy do recenzji od polskiego wydawcy – firmy Techland.

  • Marcin Pasieka

    Swietny tekst, pierwszy raz od dawna czuje ze powinienem sprawdzic znowu PESa. Przy okazji PES 6 przeszedlem na ciemna strone mocy i od tej pory nie moglem wrocic.

    • Prez

      Ja w ogóle nie gram w gry sportowe, a po tej recenzji mam wielką ochotę spróbować tego PESa 🙂