PREZ START #9 – Evolve

Bardzo cenię sobie Turtle Rock Studios. Obie części Left 4 Dead to świetne gry, a Steam pokazuje, że L4D2 to pozycja, przy której spędziłem najwięcej czasu. Nic w tym dziwnego – cała masa scenariuszy, świetny tryb kooperacji oraz versus na dokładkę, a do tego darmowe dodatki i mody, które w późniejszym czasie zebrano w całość w ramach Steam Workshop. Solidny klimat, szczypta humoru i cała masa miodu lejąca się z ekranu. Grałem z wypiekami na twarzy.

Evolve, kolejny projekt studia, był przez długi czas niewiadomą. Hype rósł wraz z kolejnymi newsami na temat gry, a niesymetryczne 4 vs 1 intrygowało. Potem beta pokazała, że rozgrywka nie jest niestety tak ciekawa jak na papierze. Ale to była beta, więc czekaliśmy na efekt końcowy. Bo przecież w teorii taki model rozgrywki dla pięciu graczy to naprawdę ciekawa sprawa!

4 NA 1 TO BANDA ŁYSEGO

Evolve opowiada historię kolonizacji planety Shear, na której lokalna fauna niespodziewanie rozwinęła się i stała zagrożeniem. Zaobserwowano wielkie, nieznane do tej pory stworzenia, które szybko zaczęto nazywać Potworami. Stworzenia te okazały się na tyle niebezpieczne, że postanowiono ewakuować kolonizatorów (w tym naukowców prowadzących, a jakże, eksperymenty). To tyle w kwestii historii – jest tu ona równie mało istotna, co w serii Left 4 Dead.

W praktyce gra sprowadza się do niesymetrycznego pojedynku rozgrywanego na ogromnych mapach. Czterech łowców wynajętych do ochrony ewakuowanych kolonizatorów musi zetrzeć się z jednym, bardzo niebezpiecznym potworem. Łowcy dzielą się na cztery klasy o odmiennych rolach – Assault, Medic, Trapper i Support. Assault zadaje największe obrażenia, Support wspiera go ogniem, ale jednocześnie dba o ochronę drużyny, a Medic, jak łatwo się domyślić, leczy (pełni też funkcję snajpera zaznaczającego czułe punkty na ciele potworów). Najważniejszą klasą postaci jest jednak Trapper, któremu towarzyszy „pies” myśliwski węszący za potworem. Trapper potrafi rozstawiać pułapki, a najważniejsza z nich to pole siłowe, które na jakiś czas więzi bestię pod swoją kopułą. Wtedy łowcy mają największe szanse, żeby zadać duże obrażenia przeciwnikowi.

hank-hunter-evolve-1024x576-0035

Każdą klasą gra się zupełnie inaczej, a próg wejścia jest naprawdę wysoki. W przeciwieństwie do Left 4 Dead, gdzie wybór postaci był kosmetyczny, tutaj bardzo ważne jest, żeby wiedzieć, co robić daną klasą. Na bieganie bez celu i strzelanie na oślep nie ma tutaj miejsca. Gra na początku pyta nas o preferowane kolejkowanie klas – w przypadku matchmakingu dopasuje nas ona do takiej gry, w której preferowana rola nie jest jeszcze zajęta. Problem w tym, że nie zawsze trafimy na ulubionego Supporta, więc musimy radzić sobie w każdej roli. Poprzez rozwój doświadczenia odblokowujemy nie tylko nowe zdolności, ale też kolejną w kolejce postać, bo każda klasa to więcej niż jeden koleżka.

CTHULHU I INNI

Druga strona starcia, samotny gracz, ma do wyboru jednego z trzech potworów (DLC przyniesie ich więcej). Są to Goliath, Kraken i Wraith. Ten pierwszy to podstawowy potwór w puli, pozostałe, podobnie jak w przypadku łowców, odblokujemy wraz z postępem w grze. Goliath to potężny i wytrzymały „goryl”, Kraken to, przypominający wyglądem Cthulhu, potwór latający i walczący na dystans, a Wraith to skrytobójcza bestia – potrafi się teleportować i atakować po cichu.

hyde2-hunter-evolve-1024x576

Granie potworem też ma wysoki próg wejścia. Evolve to tytuł, w który trzeba nauczyć się grać, żeby zabawa miała sens. Kamera TPP, szersze pole widzenia i wiele ciekawych zdolności do wyboru podczas grania bestią to ciekawa odmiana, zdecydowana zaleta gry. Nasz „podopieczny” na starcie nie jest zbyt wypasiony i musi biegać po mapie żywiąc się lokalnymi zwierzętami. Te, mimo że próbują walczyć, nie stanowią żadnego wyzwania (na dobrą sprawę nawet skokszone odmiany fauny nie stawiają dużego oporu). Potwór musi pożerać swoje ofiary, żeby zdobywać doświadczenie, dzięki któremu może ewoluować – faz ewolucji są trzy i zadaniem potwora jest dojście do tej ostatniej.

ZABAWA W BERKA I W CHOWANEGO

Evolve oferuje kilka trybów gry. Podstawowy to Hunt, a więc standardowe polowanie. Potwór zaczyna odrobinę szybciej od łowców. Musi się ukryć, a następnie polować na zwierzęta, żeby ewoluować, a po osiągnięciu najwyższego poziomu zniszczyć obecny na mapie generator. Łowcy muszą z kolei, z pomocą „psa” Daisy, bestię wytropić i w miarę możliwości ukatrupić. Proste? Proste. Nudne? Jak cholera.

W tym właśnie momencie okazuje się, że na papierze wszystko wyglądało o wiele lepiej. Po pierwsze – Evolve jest grą tylko i wyłącznie dla zgranej ekipy porozumiewającej się za pomocą komunikacji głosowej. Granie z randomami nie ma sensu, odbijecie się bardzo szybko. Chyba że gracie bestią, ale nią też trzeba umieć działać efektywnie.

Całość sprowadza się do biegania po mapie – potwór ucieka, łowcy gonią. Daisy tropi ślady, którymi podąża potwór, który z kolei może wystraszyć siedzące na drzewach ptaki. Te po uniesieniu się w powietrze alarmują łowców o domniemanej lokalizacji potwora. Fajnie to brzmi, jednak w praktyce sprowadza to się do pogoni za miejscami, w których potwór już był (bo jest on o wiele szybszy od ludzi).

hank-hunter-evolve-1024x576-0037

Potwora można dorwać przewidując jego ruchy, co łatwe nie jest, lub przyłapując go na postoju, kiedy pożera lokalną faunę. Nie zawsze można liczyć na to, że on zaatakuje pierwszy – to nie jest jego zadanie (chociaż wprawny gracz, jeśli zechce, zaatakuje i rozgromi łowców w mgnieniu oka). Starcie, kiedy wreszcie do niego dojdzie, sprowadza się do tego samego. Trapper stawia pole siłowe, żeby potwór nam nie zwiał (jeśli nie zdąży zrobić tego odpowiednio szybko, czeka nas kolejne kilka minut biegania po mapie), Medic zaznacza czułe punkty na jego ciele, Assault napier**** z karabinów jak przykazał kapitan Bomba, a Support wzywa wsparcie artylerii. I wszystko pięknie, tylko potwór jest cholernie wytrzymały i zazwyczaj kiedy pole siłowe opada, czmycha przed łowcami na drugi koniec mapy, gdzie regenruje swoje zdrowie i zabawa zaczyna się od nowa…

Drugi tryb gry to podzielone na 5 misji Evacuation, w trakcie którego wykonujemy różne zadania, np. pomagamy osłaniać ewakuację kolonizatorów lub jako potwór bronimy rozsianych po całej lokacji jaj, z których wykluć się może jeden, sterowany przez AI pomniejszy potwór wspomagający nas w walce. Ciekawym bajerem są następstwa poprzedniej misji – jeśli w pierwszej potwór uwolni inne bestie z klatek, w drugiej po mapie będzie biegać więcej agresywnych zwierząt (występująca w grze fauna ma za zadanie przeszkadzać łowcom, chociaż również oni nie mają większych problemów z jej pokonaniem). W tym trybie gra pomaga przegranej stronie – w kolejnej rundzie ma ona zawsze wzmocnioną siłę rażenia.

MAŁO TO WCIĄGAJĄCE

Oprawa audio-wizualna stoi na dość wysokim poziomie – nie będę się o niej rozpisywał, ponieważ zapoznać się z nią możecie na screenach, a także obecnych wszędzie gameplayach. Niestety Evolve jako całość nie zachwyca. Grze brakuje balansu – jeśli potworem sterował będzie nowicjusz, natychmiast przegra z doświadczonymi łowcami. Działa to też w drugą stronę. Kiedy zabraknie żywych graczy do rozgrywki, zastępujące ich AI okazuje się piekielnie skuteczne i poziom trudności mocno wzrasta.

bucket1-hunter-evolve-1024x576

Podstawowy tryb polowania jest zresztą cholernie nudny. Bieganie po mapie nie sprawia radości, a emocje rzadko są obecne, nawet kiedy cała piątka graczy wie jak grać. Czegoś tu brakuje – strzelanie mogłoby być bardziej satysfakcjonujące, walka potworem mniej toporna, całość bardziej klimatyczna niż jest (design jakoś nie zachwyca). Klimatu nie ratują nawet dyskusje łowców, które mimo że dość różnorodne i częste, nie dorastają nawet do pięt tym z L4D2, tak samo zresztą jak postacie, którymi kierujemy.

Różnorodność w trybie Evacuation polepsza nieco sprawę, ale tylko, jeśli trafi się na ludzi potrafiących w Evolve grać. Jest jeszcze kwestia rozwoju postaci, która tworzy przepaść między początkującymi graczami i tymi, którzy mają dostęp do nowych bestii oraz łowców. Wbrew pozorom to nie liczne baty, które zbierzecie na starcie, odbiją was od tego tytułu. Zniechęci was żmudne bieganie, powtarzanie tych samych taktyk i te cholerne ptaki wzbijające się do lotu gdzieś w oddali – po kilku rundach zrozumiecie, że nie ma co nawet do nich biec. W grze o wielkich, bezlitosnych bestiach, brakuje pazura. Powtarzalność bardzo szybko przynosi znużenie, a momentów spokojnych pomiędzy starciami jest zdecydowanie zbyt dużo.

Evolve na pewno zdobyło serca grupy entuzjastów, którzy do gry się przekonali i razem polują, ale zdecydowana większość graczy się od niej odbije. I wcale mnie to nie dziwi. Mi też się nie chce w to grać, to nie jest tytuł, na jaki liczyłem od doświadczonych twórców Left 4 Dead. Jeśli gry jeszcze nie kupiliście, poczekajcie na solidną obniżkę cen i zbierzcie od razu piątke ludzi do wspólnego grania. Za kilka miesięcy na planecie Shear zostaną tylko najbardziej doświadczeni wyjadacze, którzy jeszcze szybciej zniechęcą was do grania.

PS. Dziwna nagonka na masę DLC dostępnych do gry jest zupełnie nieuzasadniona. Gra oferuje wiele map i postaci do wyboru, a każdy z trzech potworów to zupełnie inne doświadczenie. Kto będzie chciał, dokupi nowe postaci i potwory, ale nie oznacza to, że podstawowa wersja gry jest uboga, czy okrojona.

  • maciek

    jak wlonczyci gre ale sprubuje sam

  • DK Pazuzu

    Problem taki że obecnie na serwerach pustki