PREZ START #6 – Ofensywa w Ardenach

Pierwsze Company of Heroes pojawiło się w okresie największego zainteresowania tematyką drugowojenną, rozpoczętym przez Saving Private Ryan, a następnie kontynuowanym przez serial Band of Brothers i gry takie jak Medal of Honor, Call of Duty, czy wreszcie genialne Brothers in Arms. W ten schemat ‘merykańskiego patosu gra strategiczna wpisała się idealnie. W podstawkę wraz z dodatkami zagrywałem się jak szalony, zwłaszcza w multi – gra trafiła na stałe do mojego prywatnego panteonu gier strategicznych.


Wydaną w 2013 roku kontynuację przyjąłem z otwartymi rękami. „Dwójka” oferowała kampanię radziecką – dobrze zrealizowaną, poprowadzoną fabularnie, oddającą realia sowieckie szczerze aż do bólu. O to zresztą w Rosji się obrazili, grę wycofano ze sklepów, a rosyjscy gracze, stanowiący ogromną część społeczności pierwszej odsłony, zbojkotowali tytuł. Reszta świata zagrywa się w podstawkę do dzisiaj. Ja po przejściu kampanii odszedłem od tematu – multiplayer wymaga ciągłego treningu, mecze pochłaniają minimum godzinę, a nawet krótka przerwa od grania powoduje, że człowiek wypada z obiegu (multiplayer stale ewoluuje, podobnie jak w pierwszej części). Zgodnie z maksymą Rogera Murtaugh uznałem, że jestem za stary na to gów**. Wracam teraz, przy okazji wydania drugiego dużego dodatku do gry, jakim jest Ofensywa w Ardenach. A jest po co wracać – otrzymujemy singlową kampanię wojsk USA, których bardzo mi brakowało w sequelu.

 

SHOW ME THE MONEY

 

Relic zapoczątkował bezczelne wciskanie ludziom malutkich DLC przy okazji Dawn of War II i ponieważ musiały się one dobrze sprzedawać, poszedł za ciosem. Przy okazji premiery „dwójki” pojawiły się dodatkowe popierdółki za kasę, ale obecnie to standard. Bardziej zaskoczył mnie pierwszy duży dodatek o nazwie The Western Front Armies, który wprowadził nowe strony konfliktu (US Forces i Oberkommando West), ale tylko do rozgrywek multiplayer. Kosztował on prawie tyle, co samodzielny dodatek! Ten pojawił się niedawno i oferuje zmagania obu wymienionych armii w kampanii dla pojedynczego gracza.

 

01

 

Do tej pory dodatki do gier strategicznych oferowały kampanię single i nowe armie do multi, więc podział jednego produktu na dwa i sprzedawanie ich za dużą kasę jest posunięciem skandalicznym. Po uruchomieniu gry i przejściu samouczka, kiedy rozpoczyna się właściwa kampania, okazuje się na dodatek, że jedna z 4 możliwych do wyboru kompanii jest płatna i żeby użyć jej w grze, należy wybulić 4 euro! What the fuck man?

 

OFENSYWĘ CZAS ZACZĄĆ

 

Niesmak znika zaraz po rozpoczęciu kampanii. COH ma się wyśmienicie – do znanej dobrze formuły dodano mapę strategiczną, na której wybiera się kolejne operacje. Rozwiązanie, podobne do tego z Warhammer 40.000: Dawn of War – Dark Crusade, bardzo urozmaica zabawę. Na mapie strategicznej wydajemy polecenia trzem sterowanym przez nas kompaniom i następnie rozgrywamy nimi kolejne misje. Kompanie zdobywają doświadczenie, ale tracą też ludzi, a to wpływa na stan wojsk podczas misji. Dlatego należy się czasem zastanowić, czy wysyłać daną kampanię w bój, czy dać jej odpocząć przez kilka tur. Niemcy reagują odpowiednio na nasze ruchy i potrafią zaskoczyć, np. kiedy niedobitki rozgromionej kompanii uciekną na sąsiedni obszar, by dołączyć do swoich pobratymców.

Takie rozwiązanie powoduje, że przegrana misji nie kończy gry, a kolejne podejścia nigdy nie są takie same. Twórcy zrezygnowali z możliwości zapisu gry w każdej chwili na rzecz autozapisu możliwego jedynie na początku i końcu misji oraz w przypadku wyjścia z gry. Wprowadza to niezły dreszczyk emocji do rozgrywki – stale należy być czujnym i planować kilka ruchów do przodu, tym bardziej, że jeśli liczba ludzi wszystkich kompani spadnie do zera, kampania definitywnie się kończy.

 

02

 

Mechanika kampanii nie pozwala na fabularne podejście do tematu (tak jak miało to miejsce w przypadku podstawki), ale nie jest to w żadnym razie wada produkcji. W grze strategicznej scenariusz nie jest szczególnie ważny, a zazwyczaj i tak nie należy do wyszukanych. W Ofensywie w Ardenach przed każdą misją możemy obejrzeć sitrep, pojawiają się również krótkie filmiki, w których komentator na modłę kronik filmowych opowiada o aktualnej sytuacji na froncie. Pozwala to odpowiednio wczuć się w klimat.

 

PORAŻKI I SUKCESY

 

Jak zapewne się domyślacie, kampania ukazuje zmagania wojsk amerykańskich podczas bitwy o Ardeny w trakcie 18 scenariuszy. Misje nie tylko trzymają poziom poprzedniczek, ale momentami go nawet przewyższają. Już pierwsze zadanie, ogrywane na średnim poziomie trudności, nieźle mnie zaskoczyło. Moim zadaniem było utrzymanie przez 15 minut bazy, którą nieustannie atakowała z północy wroga piechota wsparta pojazdami półgąsienicowymi. Do swojej dyspozycji miałem piechotę, jedno działo przeciwpancerne i kilka stanowisk karabinu maszynowego, a także niezastąpionych inżynierów, których głównym zadaniem było budowanie zasiek.

W razie kłopotów mogłem wezwać wsparcie artyleryjskie spoza mapy. Misja wydawała się bułką z masłem. Nieruszona linia obrony dziesiątkowała nazistów, postanowiłem więc zająć się zadaniami pobocznymi. Zabrałem połowę piechoty, żeby odbić wysunięty daleko na wschód punkt strategiczny – dzięki temu ze wschodniej drogi zaczęło do mnie napływać wsparcie w postaci dodatkowych jednostek sterowanych przez AI. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak zabrać swoich wojaków w głąb pobliskiego miasteczka, gdzie otoczeni przez wroga sojusznicy zabarykadowali się w jednym z domów. Rozstawiony z nienacka ciężki karabin oraz odział z granatami sztormujący z flanki szybko załatwiły sprawę.

 

03

 

W tym momencie otrzymałem komunikat, że artyleria nie będzie nadal mogła mnie wspierać ze względu na pogorszenie pogody, zaś do mojej bazy, gdzie stacjonowała jedynie połowa wojska, na 3 minuty przed końcem misji wjechały czołgi, na które nie byłem absolutnie przygotowany. Kiedy licznik pokazywał 50 sekund do końca misji, Niemcy rozgromili moje odziały w pył. Zanim pokazał się ekran porażki, usłyszałem jeszcze komunikat przez radio: „Wytrzymaj, zaraz u ciebie będziemy”.

Za drugim podejściem miałem do dyspozycji mniejsze zasoby ludzkie, ale postawiłem od razu zasieki przeciwczołgowe, a na misje poboczne wysłałem mniejszą ilość wojaków, z tymże lepiej wyposażonych (w bazie za zbierane punkty można kupować dla żołnierzy m.in. ciężkie karabiny maszynowe, czy wyrzutnie rakiet). Co prawda artyleria znowu przestała być dostępna na 3 minuty przed końcem misji, ale już przeciwnik inaczej kierował swoimi oddziałami, a sojusznicy, których uratowałem, zabunkrowali się w innym budynku miasteczka – żadna rozgrywka nie jest taka sama!

 

OKRZYKI I WYBUCHY

 

Company of Heroes 2 pozostaje jedną z najładniejszych gier strategicznych, jakie widziałem. Wysokiej jakości tekstury, rozbudowane efekty cząsteczkowe i fizyka powodują, że z przyjemnością ogląda się widoczne na ekranie wojenne fajerwerki. Po przybliżeniu kamery jest nadal bardzo ładnie, ale o wiele mniej przyjemnie – krew chlapie na śnieg, konający żołnierze próbują doczołgać się do osłony, a wybuchy rozrywają na strzępy.

Na oglądanie gry z bliska nie ma jednak czasu – nieustannie coś się dzieje, trzeba pilnować każdego zakątka mapy, planować kolejne ruchy, etc. Brak zapisu w dowolnym momencie powoduje, że dreszczyk emocji jest tu stale obecny, a to uważam za wielki plus. Na rozgrywkę ogromny wpływ ma dźwięk, wykonany zresztą perfekcyjnie. To właśnie komunikaty radiowe i odległe odgłosy z pola bitwy pozwalają orientować się w przebiegu misji. Muzyka w grze jest, chociaż w zasadzie nie zwraca się na nią uwagi. Typowa podniosła ścieżka dźwiękowa, która jednak nie zapada w pamięć – soundtrack do pierwszego COH był o wiele lepszy.

 

04

 

Największe zastrzeżenia mam do interfejsu, który momentami jest mało przejrzysty. Ikonek i opisów jest taka masa, że można mieć problem z wybraniem konkretnej jednostki, czy wydaniem odpowiedniego rozkazu, kiedy na ekranie dużo się dzieje. Wprowadzone przy okazji dwójki ograniczenie rozwoju bazy jest również tutaj obecne i nadal mnie nie satysfakcjonuje. Zbite w kupkę budyneczki, odpowiedzialne za różne rodzaje wojski, niewiele się od siebie różnią i momentami trzeba przeklikać się przez wszystkie, zanim znajdzie się ten odpowiedni. Co dziwne, brakuje rozwiązania znanego z Dawn of War II, gdzie wszystkie rozkazy budowy wybierało się w jednym miejscu.

 

PODSUMOWANIE

 

Ofensywę w Ardenach z całą odpowiedzialnością polecić mogę zarówno weteranom serii jak i nowicjuszom, którzy chcieliby swoją przygodę z COH dopiero zacząć. Ten samodzielny dodatek oferuje naprawdę ciekawą i rozbudowaną kampanię z trzema poziomami trudności do wyboru – łatwy pozwoli się rozgrzać nowicjuszom. Ostrzec należy jednak, że krótki samouczek niewiele uczy, ale w menu dostępne są wideo-tutoriale wyjaśniające rozgrywkę. Ofensywa w Ardenach to świetna pozycja dla samotnych wilków, którzy ekstremalnie wymagający i znacznie różniący się od singla multiplayer wolą unikać z daleka oraz dla weteranów „jedynki”, którzy na zmagania sieciowe nie mają już tyle czasu co kiedyś, ale którzy tęsknią do US Rangers.

Oto najlepsza dostępna obecnie strategia drugowojenna – zachwycająca oprawą audiowizualną, intuicyjna i przystępna w sterowaniu (gdyby jeszcze poprawili ten interfejs!), a przede wszystkim nieliniowa i wciągająca jak mało która gra. Szkoda tylko, że twórcy rozbili kampanię i multiplayer na dwie osobne gry, ponieważ jeśli zamarzy Wam się kariera w lidze online, po przejściu Ofensywy w Ardenach, będziecie musieli zakupić podstawkę, a także dodatek z zachodnimi wojskami.

PS. Oto moment historyczny: Jak zapewne zauważyliście, postanowiłem grom naprawdę dobrym przyznawać specjalne odznaczenie – nieśmiertelną Laskę Preza! Ofensywa w Ardenach bezdyskusyjnie na nią zasługuje, jest więc pierwszą recenzowaną przeze mnie grą, która ją otrzymała.

Grę w wersji PC otrzymaliśmy do recenzji od polskiego dystrybutora, firmy Cenega.