Prez Start #44 – Daleko od Far Cry

To miała być zwykła recenzja, ale mniej więcej w połowie jej pisania doszedłem do wniosku, że będzie ona prawdopodobnie zbyt krytyczna w stosunku do gry, przy której tak naprawdę bawiłem się nieźle. Czytelnicy uznają pewnie, że Prez znowu marudzi, ale prawda jest taka, że mam ogromny problem z oceną Far Cry 5. Dlatego postanowiłem ugryźć temat z innej strony i zadać sobie jedno ważne pytanie – czy ta gra jest w ogóle dla mnie?

Wydany w 2004 roku Far Cry był produkcją przełomową nie tylko pod względem oprawy graficznej. Nowatorskie podejście do konstrukcji świata pozwalało na wielokrotne przechodzenie gry na różne sposoby, a kombinowania oraz prób i błędów było co niemiara, bo sztuczna inteligencja przeciwników stała na naprawdę wysokim poziomie. Kiedy Ubisoft kupił prawa do marki od firmy Crytek, postanowił iść o krok dalej, tworząc sequel z otwartym światem i jeszcze większą ilością sposobów na ugryzienie tematu. Teraz, wiele lat później, seria Far Cry, licząca już sporo odsłon, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek Ubisoftu, a na jej najnowszą część wiele osób czekało z utęsknieniem. Czekałem i ja, bo reklamy Far Cry 5 zapowiadały nową jakość. Uwierzyłem że Ubisoft da radę tchnąć nowe życie w tę mocno skostniałą już formułę, jaką jest bieganie po wyspie i odbijanie kolejnych baz przeciwnika. Uwierzyłem, bo ten zabieg udał się przecież z Assassin’s Creed: Origins. Czy tu również się udało? Po części tak, bo teoretycznie w Far Cry 5 znajdziemy wiele nowości, ale w praktyce… w praktyce to bywa różnie.

Otwarcie gry nie porywa, ale sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z poważną fabułą, w której motyw szaleństwa znowu odegra ważną rolę… I to jest właściwie największa wada tej produkcji, bo cała historia wydaje się tu doczepiona na siłę, tak jakby najpierw powstał świat gry i wszystkie jego mechaniki, a dopiero potem ktoś wpadł na pomysł umieszczenia w nim złowrogiej sekty. Po ukończeniu kampanii nadal nie wiem, czego chciał Ojciec i jego fanatycy. Jaki był ich cel? O co w tym wszystkim chodziło? Owszem, były tu nawiązania do preppersów i przygotowań do końca świata, na który w USA czeka się jeszcze od czasów zimnej wojny, ale wszystko to podane w tak miałki sposób, że fabularnie gra nie ruszyła mnie ani na moment, a większość dialogów przełączałem. Zarówno antagoniści jak i sojusznicy byli tak nieciekawi, że ich losy kompletnie mnie nie obeszły – i kilka błyskotliwych dialogów, obecnych w grze, niczego tu niestety nie zmieni. Główny game designer i creative director odpowiadali przy okazji za scenariusz i efekt jest taki, a nie inny. Brak zaangażowania profesjonalnych pisarzy pokazuje jakie było nastawienie Ubisoftu, ale też jakie są dzisiaj oczekiwania graczy. Nie ważne, że nie ma sensu, ważne, żeby wybuchało. I owszem, jest cała masa gier bez fabuły, w których chodzi głównie o wybuchy. Szkoda tylko, że Far Cry właśnie do nich dołączył.

Z rozgrywką na samym początku jest niewiele lepiej. Po prologu dowiedziałem się, że moim zadaniem będzie odbijanie kolejnych rejonów poprzez powtarzalne zadania, takie jak niszczenie silosów, odbijanie więźniów, czy zdobywanie placówek wroga, a moim pierwszym zleceniem było… wejście na maszt. Niby nie powinienem narzekać, bo to przecież Far Cry, a jednak chciałbym od tak dużej produkcji czegoś więcej. I rzeczywiście, ten stan rzeczy szybko się zmienia. To nie jest gra tylko o zdobywaniu kolejnych baz, chociaż konstrukcja głównych misji pozostawia wiele do życzenia. Znaczna część zadań zaprojektowana jest bez większego polotu i gdybyście zapytali mnie, która misja najbardziej mi się podobała, to nie byłbym w stanie odpowiedzieć, bo wszystkie zlewają się w całość. Na szczęście jest tu wiele zabawek typowych dla gier z otwartym światem. Do swojej dyspozycji dostałem masę pojazdów, w tym niedostępne do tej pory w serii, duże maszyny latające, takie jak helikoptery, hydroplany i myśliwce. Na mapie znalazłem też misje poboczne i wiele miejsc, w których wykonuje się zadania kaskaderskie na cześć legendarnego Clutcha Nixona oraz całą masę kryjówek prepperskich, w postaci magazynów, bunkrów, czy jaskiń. Te elementy bardzo mnie wciągnęły i złapałem się na tym, że robiłem tu coś, od czego zazwyczaj stronię w grach z otwartym światem – czyściłem mapę.

W Far Cry 5 możemy skorzystać z pomocy dziewięciu towarzyszy, których najpierw musimy rekrutować podczas krótkich misji fabularnych. Wśród nich są m. in. pies Boomer, który zaznacza przeciwników na mapie i przynosi nam ich broń, snajperka Armstrong eliminująca wrogów z daleka, czy pilot Nick, który wspiera nas ogniem z powietrza. Jest też niedźwiedź o imieniu Cheesburger, którego możemy pogłaskać w przerwach od eksterminowania religijnych fanatyków. Niedźwiedź. CHEESEBURGER. FUCK YEAH. AMERICA. Problem w tym, że dawno już nie widziałem tak mało przekonujących, tak zabugowanych i tak drewnianych towarzyszy. Na wyróżnienie zasługują jedynie pilot Nick i legendarny już Hurk Jr., który przewija się zresztą w serii od czasów trójki. I jest momentami całkiem zabawny. To tyle. Pojawia się więc pytanie, po co w grze z otwartym światem, nastawionym na rozwałkę, towarzysze AI? Zwłaszcza w czasach, kiedy Ubisoft stawia w swoich produkcjach na rozgrywkę sieciową i kooperację (o tym za moment). Gdyby się nad tym zastanowić, to odpowiedź jest prosta – Hired Guns to opcja dla ludzi grających z doskoku, którzy mają pół godziny dziennie, żeby odpalić konsolę i zrobić jedną lub dwie misje w pojedynkę. Przecież coraz więcej gier robi się z myślą właśnie o nich. I to nie jest żaden zarzut, to po prostu realia rynku gier, który stał się bardziej popularny od przemysłu filmowego, więc gry projektuje się tak, żeby dotrzeć do jak największej liczby graczy, a nie po to, żeby zadowolić starych zgredów, takich jak ja.

Gra, w której można jeździć ciężarówką pomalowaną w kolory amerykańskiej flagi i prowadzić beztroską rozwałkę, słuchając przy tym klasyki rocka, aż prosi się o kooperację. I taka opcja tu jest. W każdej chwili do zabawy może dołączyć drugi gracz i wtedy odczucia płynące z rozgrywki robią się o niebo lepsze. Wyobraźcie sobie dwuosobowe Tom Clancy’s Ghost Recon: Wildlands w FPP, w dodatku z niezłym przymrużeniem oka. Problem jednak w tym, że postępy drugiego gracza nie są nijak zapisywane! Drugi gracz nabija sobie tylko punkty zdolności, zbiera kasę i amunicję. Nie może odblokować wykonanych misji, ani zakupionych broni (nie przenoszą się one do jego zapisu). Nawet rekordy pobite podczas wyczynów kaskaderskich, zapisują się tylko u pierwszego gracza (tego, który jest hostem). I kompletnie nie rozumiem, dlaczego zastosowano takie rozwiązanie. Można oczywiście tłumaczyć, że seria do tej pory stawiała na doświadczenie dla jednego gracza, a opcja kooperacji to tylko dodatkowy bajer, ale ja mówię na to: BULLSHIT. Czy mechanika najmowanych towarzyszy AI kłóci się z możliwością wspólnej zabawy z drugim graczem? Być może. Czy to możliwe, że zastosowany silnik nie radzi sobie ze śledzeniem postępów dwóch graczy na raz? Przy ilości fuszerki, jaką odwalili tu twórcy, nawet jestem w stanie łyknąć takie wytłumaczenie. Bo nie uwierzę w to, że Ubisoft, który coraz częściej stawia na granie sieciowe, upierał się przy doświadczeniu dla jednego gracza.

W trybie kooperacji jeszcze bardziej widać rozdźwięk między rozgrywką, a narracją. Wiszące na drzewach i słupach trupy, oraz pojawiające się znikąd porwania, czyli scenki fabularne, krzyczą do nas na cały głos: my tutaj w ogóle nie pasujemy! Czy grający z doskoku trzydziestoparolatek, który w przerwach między pracą, a rodziną, znajduje chwilę na granie, będzie zadowolony z takiego przedstawienia fabuły? Nie wiem, ale raczej nie będzie mu taka forma przeszkadzać. Jednak mnie przeszkadza, bo ja oczekuje immersji, a tę można uzyskać na dwa sposoby – fabułą i reżyserią lub zaangażowaniem w rozgrywkę. Czy jakakolwiek głębsza historia była tu w ogóle potrzebna? W idealnym świecie Far Cry 5 oferowałby hurraoptymistyczną rozwałkę rednecków i wymachiwanie amerykańską flagą. Skoro i tak fabuła odchodzi na dalszy plan, to po co komplikować sprawy? Niestety autorzy wcisnęli tu “poważną fabułę” i to zupełnie nie zatrybiło, zwłaszcza że misji stricte fabularnych jest w grze niewiele i są naprawdę, naprawdę przeciętne. Tylko jedna, powtarzająca się w kółko misja u Jacoba, zasługuje na oklaski, ze względu na jej zakończenie. Fabularnych, oskryptowanych misji dla jednego gracza praktycznie tu nie ma, chyba że liczyć ucieczki z różnorakich bunkrów. Poza tym cały konflikt ma miejsce na otwartej mapie, gdzie odbijamy kolejne posterunki i zmagamy się grupkami przeciwników podczas losowych starć. Tym bardziej ponawiam pytanie – po co wciskać te fabularne banialuki, skoro immerjsę można było uzyskać odpowiednio dopracowaną rozgrywką?

Gdyby wymienione przeze mnie wady były jedynymi, to moglibyście uznać, że wybrzydzam. Nie podeszła mi giereczka, bo nie mogę grać z kolegami tak jak bym tego chciał. Przecież Far Cry to doświadczenie dla jednego gracza. I tak dalej. Bla, bla, bla. Tylko, że prawdziwy problem z tą grą jest zupełnie inny, bardziej trywialny. Ten tytuł nie powinien zostać wypuszczony w takim stanie. Twórcy powinni byli popracować nad nim jeszcze z pół roku. Serio. Gra doprowadzała mnie do szewskiej pasji nieustannie przez cały czas trwania kampanii, a to dlatego, że zarzucała mnie taką masą błędów, że ciężej było się od nich odpędzić, niż od moskitów w Alabamie. Są tu sojusznicy i przeciwnicy wpadający pod ziemię, NPCe, którzy na wszystko reagują paniką (wystarczy za szybko wjechać na parking, żeby wszyscy uciekli w popłochu) oraz zleceniodawcy uciekający nagle z budynku, bo usłyszeli coś na zewnątrz, a potem pogoń za nimi oraz czekanie aż się uspokoją, żeby wreszcie oddać misję. Są też znikający przeciwnicy, znikające pojazdy, cele misji znikające z mapy i lewitujące obiekty. Doświadczyłem tak wielu bugów, że obcowanie z grą bardzo często było bardzo dalekie od dobrej zabawy. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy miał tyle problemów. Ba, ja sam zazwyczaj nie mam prawie żadnych problemów z grami, które powszechnie uważa się za zabugowane. To pewnie losowa kwestia, bo wiem, że jedni na problemy z Far Cry 5 narzekają, a inni mają to szczęście ich nie doświadczać. Ale problemy są i kiedy występują, to bardzo, ale to bardzo uprzykrzają zabawę.

Jest też kwestia samego gunplayu, który przecież w serii od zawsze grał pierwsze skrzypce. Otwarty świat, czy nie, nie bójmy się tego głośno powiedzieć: Far Cry to strzelanka! I tutaj pojawia się kolejny problem, bo uczucia płynące ze strzelania w tej grze mam mieszane. Nie czuć tu mocy broni i często miałem wrażenie, że strzelam z kapiszonów. Różnice między broniami są, bo trudno, żeby karabin maszynowy i obrzyn strzelały tak samo, ale pomiędzy modelami w danej klasie różnice są już jakby mniej odczuwalne. Co z tego, że pukawki można modyfikować, skoro do każdej założymy te same modyfikacje, a sam wybór jest niewielki. Jasne, że nie musi tu być takiego porno z bronią, jakie jest chociażby w Wildlands, ale niedosyt i tak pozostaje. Fani Escape from Tarkov nie mają tu raczej czego szukać. Tylko czy to jest w ogóle gra zaprojektowana z myślą o fanach hardkorowych shooterów? No właśnie nie jest. I może to nie jest jakiś drastyczny problem, ale szkoda, że ten los spotkał serię z takim rodowodem. Wystarczy spojrzeć na Far Cry 2, gdzie balistyka dopracowana była do perfekcji, a sztuczna inteligencja potrafiła nieźle zaskoczyć. Tymczasem w Far Cry 5 kule nie są w stanie przebić nawet cienkiej blachy, a przeciwnicy to totalni debile, którzy sami pakują się pod naszą lufę. Nie wierzycie mi? Odpalcie sobie filmiki na YouTube, jest już ich cała masa. Nawet przestawienie poziomu trudności na najwyższy niczego nie zmienia. Ta gra jest zbyt łatwa. Nie stanowi żadnego wyzwania dla wprawnego gracza – bo nie z myślą o nim powstała.

Jest zaskakująco wielu obrońców regresu, który jest tak widoczny w grze. Twierdzą oni, że porównania z poprzednimi odsłonami nie mają sensu, bo Far Cry 5 ma masę zależności i mechanik tak rozbudowanych, że mogą one skutecznie działać tylko i wyłącznie kosztem obcięcia takich pierdół, jak działanie ognia (do tej pory bardzo charakterystyczne dla serii, a tutaj zrobione tak sobie), zaawansowany system zniszczeń, balistyka broni, czy wreszcie, bagatela, sztuczna inteligencja. Bo przecież w Far Cry 5 nieustannie możemy obserwować zależności kierujące tym “żywym” światem. Zależności takie jak nieustająca walka dwóch stron konfliktu, w którym jedni idioci stają naprzeciw drugim, a od czasu do czasu w sam środek wpadnie jeszcze jakieś dzikie zwierzę. Bo przecież atak niedźwiedzia zakumplowanego z łosiem to wspaniała mechanika i odjazd totalny. Kto by się przejmował tym, że pociski nie przechodzą przez osłony, a przeciwnicy nie reagują na naszą obecność. Inne wspaniałe zależności, które możemy obserwować, to wiecznie przestraszeni NPCe, od których nie da się otrzymać questa, albo dialogi nachodzące na siebie, kiedy to skończyliśmy jedną misję i zaczynamy drugą. Są jeszcze sojusznicy, którzy podbierają nam spod nosa auta i helikoptery lub blokują się w drzwiach. Przecież są oni częścią “organicznego” świata. Szkoda tylko, że przeszkadzają graczowi w tym, co dla niego najważniejsze, czyli w obcowaniu z grą.

Far Cry 5 to nie jest zła gra. Trzeba przyznać, że robi kilka rzeczy naprawdę dobrze. Na największe oklaski zasługuje konstrukcja i design świata. Być może nie jest to najlepsza oprawa graficzna, jaką kiedykolwiek zaoferował nam Ubisoft, ale cholera – jest naprawdę miła dla oka. No i ten świat. Tu znowu nie ma się do czego przyczepić. To kolejna produkcja po Tom Clancy’s The Division, Watch Dogs 2 i Tom Clancy’s Ghost Recon: Wildlands, w której samo zwiedzanie świata to przyjemność sama w sobie. Hope County nie jest tak zróżnicowane jak wirtualna Boliwia, ale jest niesamowicie klimatyczne i urocze – rzadko kiedy mamy w grach okazję zwiedzać podobne lokacje. Są tu gęste lasy, kręte ścieżki, mroczne górskie zakamarki i wiejskie miasteczka z barem, sklepikiem i stacją benzynową. I właśnie to zwiedzanie świata jest największą atrakcją gry. Drugą jest prowadzenie pojazdów, wreszcie zrobione jak trzeba – nie jest to symulacja, ale prowadzi się dobrze zarówno samochód, jak i samolot, czy helikopter. Trzecia to wreszcie różnorodność w podejściu do rozgrywki. Możemy się skradać, omijać barykady wroga, wykonywać misje po cichu, ale możemy też wjechać cali na biało i rozdawać naleśniki – najlepiej z drugim graczem. Szkoda tylko, że każdy element gry jest tu wykonany tak sobie lub po prostu OK. Ale taka jest cena, którą płacimy za różnorodność.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że wielu czytelników odbierze ten felieton jako hejtowanie i “narzekanie Preza”, ale niezależnie od tego, jakimi epitetami obdarzycie mnie za to, że ośmielam się krytykować grę, z którą jesteście przecież emocjonalnie związani, bo “Wam się podoba”, wszystkie wymienione przeze mnie zarzuty, pozostaną faktami (chyba, że niektóre błędy ktoś wreszcie załata). Z drugiej strony, niezależnie od mojej krytyki, nic nie zmieni faktu, że gra sprzedała się lepiej niż dobrze i cała masa graczy jest z niej bardzo zadowolona. Cholera, ja sam bawiłem się przy niej nie najgorzej. Tylko moim obowiązkiem jako recenzenta, jest przyjrzeć się bliżej niektórym aspektom produkcji, porównać z innymi grami, przypomnieć sobie, jak to wyglądało kiedyś. Bo musicie wziąć pod uwagę fakt, że bawicie się dobrze, ale nie pamiętacie jak to było w poprzednich odsłonach. I nie musicie, dzięki temu bawicie się doskonale. I chwała Wam za to. Ale ja muszę. I sprawdzam. I widzę te różnice. Przede wszystkim widzę, że Far Cry 5 to gra stworzona dla zupełnie innego odbiorcy niż bym sobie tego życzył. I nie mam z tym większego problemu, bo liczy się przecież sprzedaż, a nie moje zachcianki. Zresztą różnorodność jest dobra i Ubisoft doskonale zdaje sobie z tego sprawę, oferując zaskakująco dobry wachlarz produkcji. Dziwią tylko tak wysokie oceny stawiane przez recenzentów, bo niezależnie od oczekiwań i preferencji, ta gra nie jest po prostu tak dobra. Czy to kwestia hajpu? Czy współcześni dziennikarze dają się tak łatwo wsadzić do tego pociągu, że z hurraoptymizmem stawiają wysokie oceny, ignorując problemy leżące im pod nogami? Tak mi się wydaje, ale to już temat na inny felieton.

PS. Far Cry 5 to nie tylko kampania, ale również tryb arcade, a w nim misje solo / kooperacyjne oraz tryb multiplayer. Posłuchacie o nich w najnowszym odcinku Rozgrywki.

Zobacz również: Dobranocka Rozgrywki #102 – Far Cry 5

Posłuchaj: Rozgrywka #155 – Warto myśleć

  • Michał Jankowski

    Ciekawa i rzeczowa recenzja / felieton. W grę nie grałem jeszcze, ale zarówno ten tekst, jak i filmy z YT uświadomiły mnie, że jeszcze warto poczekać z jej kupnem.

  • Brett Zgredowski

    No ciężko się nie zgodzić w wielu poruszanych przez Ciebie aspektach. Całe szczęście ja nie spotkałem się z tak wieloma bugami. Zdarzyło się kilka ale wywołały jedynie uśmiech i nie pozostawiły niesmaku. Zgadzam się że fabuła jest totalnie oderwana i cała idea kultu jakby na doczepkę, że moc broni nie bardzo odczuwalna. Wprowadzenie do gry mi zaimponowało, zaciekawiło a końcówka nieźle wlepiła w fotel. Co do charakterystycznych misji to rzeczywiście nie wiele ich było. Wszystkie bardzo podobne do siebie. W sumie to nie wiem dlaczego ale nadal podtrzymuję że bawiłem się świetnie i czekam na DLC.

    • Prez

      Moim zdaniem zakończenie też jest z dupy, podane równie bez sensu jak większość fabuły. Jest efektowne, ale dzieje się, bo się dzieje. Owszem, możemy się domyślać, co się stało, ale to nadal jest zakończenie z dupy. Wiesz, co by było genialne? Gdyby po tym zakończeniu działa się druga połowa gry! Wtedy Far Cry 5 byłby 10/10 ;D

      • Brett Zgredowski

        O TAK! Jakby po zakończeniu działo się coś dalej to byłby wypas. Na to nie wpadłem. A to czy zakończenie ma sens, czy jest logiczne i cokolwiek wnosi to zostawiam właśnie Wam 🙂 Ja się do tego nie nadaję. Moja głowa nie analizuje, nie zapamiętuje faktów tylko emocje. A pamiętam że emocji było sporo i były intensywne.

        • Prez

          Mi nie pozostaje nic innego jak czekać na dodatki z Vietnamem, Kosmosem i Zombiakami. Blood Dragon pokazał, że mniejsze, bardziej liniowe spin-offy głównej serii mogą być pierdolonymi dziełami sztuki.

      • Simplex
        • Prez

          Dzięki Simplex, zapodam to wszędzie teraz, niech zachwalacze super zabawy się wstydzą! 😉

  • Tak trochę się zastanawiałem czy nie zatęskniłem w końcu za Far Cry, bo to już kilka lat minęło od ostatniej części w którą grałem. Przeczytałem tekst. Mam dużo innych gier. Dzięki! 🙂

  • Szymon Szypulski

    A autor recenzji wstydził się podpisać? Czy ja już ślepy jestem? 🙂 Zakładam, że takie quality hejty to od Preza.

    • Prez

      Pewnie od Preza, skoro to 44. część cyklu felietonów Prez Start. I dzięki, że napisałeś, że odbieram to jako hejt. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że wybrałem dobry temat na kolejny felieton 🙂

      • Szymon Szypulski

        Prez! nie Przez!.. FFS! Jakoś nie przywiązałem uwagi do nagłówka. Mój błąd, przepraszam 🙁

        Tak jak kilka osób poniżej, rozważałem nawet zakup. Ale wychodzi, że to kolejna ubi-gra tylko w innym sosie i nawet coopa nie zrobili porządnie 🙁

        Swoją drogą Ubi to chyba jedyna firma, w której gry gramy w coopa z kolegą – Wildlands, The Division, Ghost Recony (przez Wildlands), Splinter Cell. Reszta branży to już chyba olała ten temat.

        • Prez

          No nie, jest jeszcze kilka gier z coopem 😉

  • Prez
  • Lukas Dorosz

    “Dziwią tylko tak wysokie oceny stawiane przez recenzentów, bo niezależnie od oczekiwań i preferencji, ta gra nie jest po prostu tak dobra. Czy to kwestia hajpu?” a może recenzenci oceniają grę celując w grupę docelową. Jak sam piszesz gra spodobała się większości graczy, to może recenzent wystawia ocenę na zasadzie: to i to zjebane, nikt na to nie zwróci uwagi, masa zabawy, graczom którzy to kupią się spodoba, spodoba im sie tak na…. 9/10. Gotowe”

    • Prez

      Ale grę powinno się oceniać i przez pryzmat grupy docelowej i przez technikalia, nie sądzisz? Jeśli tak zabugowana i popsuta gra dostaje 8/10, to coś jest mocno nie halo.

      • b_one

        wiedzminy tez mialy bugi na premiere :>

  • kapitanbudapren

    Bardzo rzadko czytam teksty związane z grami, ograniczam się do tych informacyjnych, a to ze względu, że są tworzone przez ludzi, którzy nawet mają jakieś rozeznanie w temacie, ale zwykle trafili do recenzowania gier ponieważ ładnie piszą.
    Prez bywa że nie zgadzam się z Toba (trochę inny gust np RE7 jest totalnie nie dla mnie mimo że z seria jestem od 1), ale trzeba Ci oddać, że starasz się pokazać zrozumienie pewnych mechanik, masz jakąś wiedzę jeśli o konstrukcję gry, zabierasz się za tytuły od innej strony. Jesteś spostrzegawczy. (Pamietam niektóre rozkminy Totalbiscuit`a który był w stanie pokazać czemu Shadow warrior 2 był mało udaną pozycją, mimo, ze wszyscy sie jarali).
    Czasem, mimo że sie nie zgadzam, to Twoje teksty nie trigger`uja mnie (jestem starym nerdem, fanem giereczek),a wiadomo jak to jest ,że gry lubią wzbudzać emocje, a w każdym jest troche fanboya.
    Tak czy siak widać, że z roku na rok się rozwijasz.
    Good job.

    • Prez

      Dziękuję! Miło zostać docenionym.

  • cooldan

    Imho największa zaleta Far Cry’a jest równocześnie jego największym przekleństwem. Osobiście mocno jestem o tym przekonany, ale z Twojego tekstu również w wielu miejscach to wynika – gra od początku do końca została zaprojektowana pod to, żeby była “fun to play”. Nie za trudno, z towarzyszami którzy wspomogą Cię ogniem, ale również podniosą bez problemu, z masą zadań, które głównie są zabawne itd. Niestety z tego powodu inne aspekty gry cierpią, zwłaszcza te fabularne. Co nie zmienia faktu, że ja przez te 15-16h swojego grania bawiłem się z nią bardzo dobrze i wiem, że masa ludzi również się będzie bawić. Co zresztą widać na FB/TT/wielu recenzjach.

    • marcinmen11

      cooldan mógł byś tam naprać mój komentarz bo znowu disqus się zepsuł bo komentarz był za długi i to nie z powodu że wklejałem linki z szantami.

      • cooldan

        Poszło! Chyba 😀

        • marcinmen11

          Dzięki.

  • Mój rozum mówi mi: Prez ma dużo racji. Ta gra jest zabugowana, powtarzalna, fabularnie często obraża naszą inteligencję a końcówka ssie…
    Moje serce mówi: jak ja się zajebiście bawiłem po raz kolejny, postacie mimo wszystko zapamiętam, filmowych momentów w coopie mieliśmy całą masę a z bugów więcej beki niż frustracji.
    W tej piaskownicy są różne zabawki: jedne lepsze, drugie gorsze ale zawsze wychodziliśmy z niej z fajnie przegranym wieczorem 🙂 8/10 Gdyby wychodziła co roku to bym podziękował ale co 2-3 lata, tak poproszę, chętnie zjem.

  • b_one

    ufff, odkladam na polke niech czeka, serio – szkoda bo juz ten kredyt zaufania byl duzy